Wyobraź sobie, że giniesz w wypadku, a twoje dziecko zostaje sierotą. Wiesz co się z nim stanie?

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/bomby-atomowej-urlop-sam-strach-966008/]Comfreak[/url] / [url=https://pixabay.com/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Comfreak / CC0 Public Domain
Wyobraź sobie, że od jutra nie ma Ciebie i Twojego współmałżonka. Wasze dzieci zostają zupełnie same.

Tak wiem, nikt nie chce takich rzeczy sobie wyobrażać, ale choć raz zrób to dla bezpieczeństwa właśnie swoich dzieci. Dzieci, które od tego dnia zostaną osierocone, a Ty nie będziesz mógł im pomóc. Pomoc, a raczej jej namiastkę dostaną od państwa.

Ile właściwie takich dzieci bez rodziców żyje w Polsce?
Nie wiadomo. Główny Urząd Statystyczny ostatni raz zapytał czy dzieci mają mamę lub tatę w 1921 roku. Tak, był to pierwszy w wolnej Polsce spis powszechny i jedyny, kiedy zainteresowano się osieroconymi dziećmi. Wówczas w naszym kraju żyło 1 562 322 sierot. Teraz nikomu nie chce się lub nie zależy, by policzyć jaki procent naszego społeczeństwa to dzieci żyjące bez najbliższych. By pokazać skalę problemu w 2005 roku dr Piotr Szukalski z Zakładu Demografii Uniwersytetu Łódzkiego korzystając z danych francuskiego spisu powszechnego z 1999 przeprowadził proporcjonalne dla naszego kraju wyliczenia.

Wynika z nich, że w Polsce udział sierot w populacji poniżej 20 roku życia wynosi 4,3 proc., a więc statystycznie co 20 osoba mająca mniej niż 20 lat nie ma rodzica lub rodziców. Z kolei Winston’s Wish, brytyjska organizacja charytatywna wspierająca dzieci z trudnymi doświadczeniami opublikowała raport, według którego w Wielkiej Brytanii liczącej blisko 60 milionów mieszkańców co roku osieroconych zostaje 24 tysiące małoletnich. Proporcjonalne zestawienia w Polsce oznacza, że rocznie sierotami zostawałoby 16 tysięcy dzieci. Statystycznie w naszym kraju blisko co dwie godziny osoba poniżej 20 roku życia straci rodzica lub rodziców.

Na jaką pomoc może liczyć takie dziecko?
Odpowiedzialny za wypłatę renty jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Suma wyliczana jest na podstawie składek uzbieranych przez rodzica lub rodziców. Dziecko po stracie matki lub ojca otrzymuje 85 proc. świadczenia, które przysługiwało zmarłemu. Gdy traci dwóch rodziców renta wypłacana jest ze składek rodzica, który wpłacał wyższą sumę do ZUSu. Pieniądze uzbierane przez drugiego rodzica nie są wypłacane. Sierota zupełna, czyli nie posiadająca rodziców może jedynie liczyć na dodatek w wysokości 391,26 złotych miesięcznie. Aby renta była wypłacana należy do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dostarczyć dokument potwierdzający, iż dziecko się uczy, a jego sytuacja nie uległa zmianie.


Magda codziennie zmaga się z trudną rzeczywistością
„To czysty absurd. W Polsce obowiązek edukacji jest do 18 roku życia, jednak co roku trzeba do ZUSu dostarczać dokumenty, że małoletnie dziecko się uczy, a jego rodzice nadal nie żyją” – mówi Magda, opiekująca się dzieckiem całkowicie osieroconym. Jeśli dostarczenie odpowiedniego papierka opóźni się choć o dzień, to pieniądze przepadają. Po prostu nie zostają wypłacone. „Nie należy liczyć, że ktokolwiek z ZUSu przypomni, poinformuje, że dokumenty nie dotarły na czas czy może zgubiły się na poczcie” –podkreśla Magda.

Kilkukrotnie zwracała się z prośbą o wypłatę pieniędzy, które sierocie po prostu się należą
„To nie jest akt łaski czy dobra wola ZUSu, a czysta uczciwość” – podkreśla. Tłumaczyła, że to pieniądze, które wpłacali zmarli rodzice, a renta sieroca została przyznana przez sąd. Co najważniejsze to jedyne źródło dochodów dziecka. Sierota nie ma darmowych dojazdów do szkoły, podręczników czy innych pomocy ze strony państwa. Za każdym razem słyszała to samo: „Spóźnili się państwo o dzień, dwa. Sprawiedliwości proszę szukać w sądzie”.

Obowiązek za czasowe złożenie dokumentów leży po stronie opiekuna. „Aż żal mi tych wszystkich dzieci, których opiekunowie po prostu mają inne sprawy na głowie. Pieniądze, które należą do nich, nigdy do nich nie trafią” – zauważa Magda. Nie ma dziś w Polsce instytucji, do której sieroty czy ich opiekunowie mogliby zwrócić się o pomoc. Nie ma również instytucji, która zauważyłaby, że sierota nie dostaje należnych jej pieniędzy i sprawie trzeba się przyjrzeć.

„Próbowałam interweniować nawet u Rzecznika Praw Dziecka. Niestety problemu sierot nikt nie zauważa” - podsumowuje Magda. Droga sądowa to czasochłonne rozwiązanie. By wyrobić paszport dla sieroty Magda musiała zwrócić się do sądu o powolnienie. Na rozprawę czekała 3 miesiące. Zgodę dostała, a dziecko mogło pojechać na wakacje. Bardziej skomplikowane sprawy w sądzie zajmują pół roku, rok czasem nawet dwa. Dodatkowo sędziowie się zmieniają i od nowa muszą zapoznać się ze sprawą. „O ważnych sytuacjach życiowych dziecka zmuszona jestem poinformować sąd lub wystąpić o jego zgodę. Czekam więc kilka miesięcy, aż sąd mnie wysłucha” – kończy Magda.

Kto zawalczy o ich dobro?
Górnicy, pielęgniarki, lekarze, nauczyciele możemy długo wyliczać grupy zawodowe, które mniej lub bardziej skutecznie walczą o swoje przywileje. Blokują drogi, odpalają petardy, rzucają wyzwiskami, czy strajkują odchodząc od miejsc pracy. W razie potrzeby są pod Urzędem Rady Ministrów czy Parlamentem. Jest jednak grupa społeczna, która została w Polsce zupełnie opuszczona i zapomniana. Nie rzucają kamieniami, nie podjeżdżają grupą autokarów, nie blokują dróg. Nie proszą o podwyżki świadczeń, darmowe posiłki w szkołach czy leki. Kto w tych czasach interesuje się sierotami? Kto zwróci uwagę na absurdalne rozwiązania prawne? Kto zobaczy bezlitosne traktowanie przez urzędy dzieci, za którymi nie stoją rodzice?

Darujmy sobie świąteczne paczki raz do roku, by zaspokoić nasze sumienie dobrym uczynkiem. Otwórzmy oczy na problemy dzieci ciężko dotkniętych przez los, bo zostawionych na tym świecie bez rodziców. Los tych dzieci mogą kiedyś podzielić również Twoje pociechy.
Trwa ładowanie komentarzy...