"Pochwa, penis, wzwód - te słowa nie przechodzą mi przez gardło". Seks dzieci - jesteś na to gotowy?

Prawo autorskie: janpietruszk / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: janpietruszk / 123RF Zdjęcie Seryjne
Mam dzieci. Dwoje. Dwóch synów. Chyba nie ma różnicy czy rozmawiasz o seksie z chłopcem, czy z dziewczynką. Jak chcą się wygłupiać, to płeć nie ma znaczenia. Zawsze mogą cię wyśmiać, albo zadać takie pytanie, że nie wiesz, gdzie oczy podziać.

Mały (4 lata) wie, czym różnią się dziewczynki od chłopców i na razie tyle mu wystarczy. Wie, że ludzie, którzy się kochają, okazują sobie uczucia, przytulają się i całują, a czasami tańczą w kuchni i wygłupiają się.



Starszy (11 lat) wie więcej. O erekcji i nocnych polucjach. O tym, jak powstaje człowiek i gdzie zagnieżdża się zapłodniona komórka jajowa, a potem którędy wychodzi noworodek. Wie, co to jest stosunek płciowy, ale bez szczegółów i pozycji i że związek dwojga ludzi to nie zawsze kobieta i mężczyzna. Dużo rozmów jeszcze przed nami.

Według specjalistów
Kto częściej rozmawia z dziećmi o seksie? Matki.
Od kiedy powinniśmy zacząć rozmawiać? Od kiedy dziecko zaczyna mówić i zadaje pytania.
„Czy dziewczyny mają siusiaki?”, „Skąd się biorą dzieci?” - co powinniśmy mówić? Prawdę dostosowaną do wieku dziecka.
Skąd nastolatki czerpią wiedzę o seksie? Koledzy (30%), czasopisma i filmy dla dorosłych (12%), rozmowy z rodzicami (11%). 95% nastolatków uważa seks za temat wstydliwy (badania SWPS).

„Pochwa”, „penis”, „wzwód” nie przechodzą mi przez gardło
Anna
Mama 11 latka

Ze mną nikt nie rozmawiał o seksie. Wszystkiego dowiadywałam się sama. Najczęściej od koleżanek, z filmów, albo magazynów dla młodzieży. Było kiedyś takie czasopismo „Dziewczyna” i tam zawsze czytałyśmy z koleżankami dział „Napisz do Kasi”. To był dowód na to, że nikt z nami o seksie nie rozmawiał. Lekcje biologii też się przydały. O antykoncepcji nie wiedziałam nic. Dla mnie to nadal trudny temat. Kiedyś syn przyszedł ze szkoły i pyta mnie „Co to jest kutas?”. Tak się zdenerwowałam!

Wtedy zaczęłam czytać artykuły o tym, jak rozmawiać z dziećmi. To dla mnie ogromny stres. To temat, o którym przecież się nie rozmawia głośno. Mam poczucie, że to jakieś niedozwolone, wstydliwe. Ten język medyczny w ogóle mi nie pasuje. Mamy swoje „zamienniki”. Nie wiem, czy to dobrze. W ogóle nie wyobrażam sobie, że kiedyś mógłby przyprowadzić do domu dziewczynę i mogliby „to” robić.

Monika, mama 12-latki opowiada: „Tak, mam taką książeczkę na każdy rok życia dziecka i opowiadam jej co i jak. Adekwatni do wieku. Pół roku temu pojawiła się u niej pierwsza miesiączka. Wtedy nasze rozmowy były dłuższe. Rozmawiamy o miłości i związkach, Nie chcę, żeby zdobywała wiedzę z internetu, filmów erotycznych i gazet dla dorosłych. Młodzież różne rzeczy przynosi do szkoły. Nie chciałbym, żeby coś ją zaskoczyło. Nie o taką wiedzę na temat intymności mi chodzi. Ale nie wyobrażam sobie jeszcze, żeby ona mogła już o „tym” myśleć! Stosunek seksualny? Never! Przecież to dziecko jeszcze!”

Kornelia, mama 7 latka
„Ja odkąd synek zaczął pytać „co to jest?” mówię penis, pochwa. No jaka cipka, psipsia, proszę cię! Siusiak czasami mówiliśmy, ale zawsze dodawałam, że można mówić i tak i tak. Jestem za rzetelną wiedzą, medycznym językiem. Nie wyobrażam sobie, że ktoś mówi o swoim dziecku „Sam się dowie co to jest seks, ze mną też nikt o tym nie rozmawiał”. No może się dowie, ale żebyśmy potem nie byli zaskoczeni. No i fakt., że nie potrafisz z dzieckiem rozmawiać o seksie chyba nie świadczy o tobie dobrze.”

Gdy dzieci zaczynają się śmiać i wygłupiać
Anna: „Peszy mnie sytuacja, kiedy on żartuje. Gdy mówię penis, on się śmieje. Gdy mówię siusiak, on się śmieje. Wtedy ja też nie wytrzymuję i robi się mało poważnie.”

Monika: „Z dziewczynkami chyba jest jednak trochę łatwiej. One nie żartują i nie wygłupiają się tak, jak chłopcy. Są bardziej dojrzałe. Może to, że mają miesiączkę czyni je bardziej świadomymi. Ale jeżeli zdarza się, że ona robi sobie żarty, ja się nie śmieję. Mówię, że to są ważne sprawy i naturalne dla każdego człowieka.”

Gdy mówią „mamo ja już wszystko wiem”
Anna: „Tak, przyznaję raz zaczynałam rozmowę, a on powiedział mi „Mamo, ja wiem więcej od ciebie”. Dobra – pomyślałam - to mam z głowy. Ulżyło mi, że nie muszę „o tym” mówić, ale wiem, że mnie to nie minie. Potem jednak mnie tknęło „To chyba niedobrze, że 11-latek wie więcej ode mnie? To jest cholernie ciężkie. Mąż sobie żartuje. A ja jestem z tym sama. Nie chcę, żeby przynosił do domu więcej wulgaryzmów. Po naszej rozmowie wiem, że sama muszę nauczyć się rozmawiać o „tych sprawach”. Widzisz, nawet słowo seks nie przechodzi mi łatwo przez gardło (śmiech)”

Kornelia: „W ogóle się tym nie przejmuję. Mówię „Nie wiem, co wiesz, ale chętnie o tym usłyszę!”. Potem okazuje się, że nie ma żadnej wiedzy, albo wstydzi się o tym mówić.”

Gdy oni się wstydzą i nie chcą słuchać
Monika: „Jeśli ty masz problemy z rozmową o seksie, o uczuciach, to jak twoje dziecko ma się tego nauczyć? Jeśli my traktujemy ten temat, jako coś zawstydzającego i straszymy nasze dzieci, to jak możemy potem żądać od nich, żeby przyszły i powiedziały, gdy będą miały problem w relacjach? Nie da się. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które rozmawia ze swoimi dziećmi. Rozmawiajmy o wszystkim. Nie oddawajmy tych spraw kościołowi, ani szkole. O seksie najlepiej rozmawia się w domu z rodzicami.”

Coraz więcej rodziców rozmawia z dziećmi o intymności
To dobry znak. Rozmowy o seksie, to nie zachęcanie do seksu. Nie mylmy tych pojęć. Nasze zachowanie i relacje w związku mają zawsze większe znaczenie niż to, co powiemy dzieciom. Dobrze, żeby te dwie rzeczy były ze sobą w zgodzie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...