Fajnie się pośmiać z szurniętych matek? Przedszkolanki, my - rodzice, też mamy wam dużo do zarzucenia

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/dziecko-ma%C5%82e-dziecko-snuggle-gra%C4%87-619856/]FeeLoona[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / FeeLoona / CC0 Public Domain
Fajnie było się pośmiać z szurniętych matek, które oczekują, żeby pani przedszkolanka ubierała dziecko kolorystycznie. Ubawiłam się też z historyjki o zagubionej spince i alergiach.

Oczywiście, wszystko to z pewnością jest prawdą i zdarza się bardzo często. Ja sama za żadne pieniądze nie chciałabym wykonywać tego zawodu, bo nie nadaję się i mogłyby mi puścić nerwy przy gromadzie przedszkolaków. Większość z was robi dużo dobrego, owszem. Problem w tym, że wy, drogie przedszkolanki często macie wiedzę teoretyczną ze studiów, a w praktyce nerwy też wam puszczają, albo po prostu niektóre z was dzieci nie lubią.



Cieszę się, że publikujecie listy od czytelników i mam nadzieję, że tak będzie również z tym. Bardzo poruszyło mnie wyznanie przedszkolanki, które niedawno było na waszej stronie i mam ochotę powiedzieć parę słów od siebie, bo jestem matką dwójki dzieci, które chodziły do tych instytucji. Starszy syn do żłobka, a potem prywatnego przedszkola, a młodsza córka tylko do państwowego przedszkola. I do wszystkich tych trzech miejsc mam zastrzeżenia.

Pierwsza podejrzana sytuacja spotkała mnie jeszcze w żłobku, kiedy synek miał nieco ponad rok. Dostał nagle jakiejś wysypki, pewnie uczulenia pokarmowego. Pytam opiekunkę czy coś dziś jadł, a ta mówi, że owszem- wszystko. Zaczęłam analizować żłobkowe menu i główkować – owsianka, zupa pomidorowa, kalafior, ciasto ze śliwkami? W domu nie jadł żadnych nowych rzeczy. Zaczęłam drążyć co dokładnie i czy wszystko jadł w żłobku i wtedy okazało się, że zjadł tylko obiad. To pozwoliło mi wykluczyć chociażby to ciasto czy owsiankę. Dlatego drogie panie, nie kłamcie co i ile dziecko zjadło!

Druga sytuacja spotkała mnie już w przedszkolu, kiedy poszłam powiedzieć pani przedszkolance, że się rozwodzimy i Janek może być z tego powodu zmartwiony i poddenerwowany, żeby wiedziały co się dzieje w domu. I co wtedy usłyszałam? Tak, tak, my wiemy, on mówił, że od jakiegoś czasu ma dwa domy. Czy ja nie powinnam zostać poinformowana, że dziecko mówi takie rzeczy? Czy odbierając synka pani nie powinna poruszyć tego tematu ze mną, skoro dziecko jakieś problemy rodzinne sygnalizuje?

Wiecznie słyszałam, że moje dziecko jest nieposłuszne, nie współpracuje, tyle z nim problemów i w ogóle to one nie dają sobie rady. Nie ma mnie przy tym, a w mojej obecności dziecko tak się nie zachowuje. Wierzę, że może tak być, ale nie dam sobie wmówić, że winowajcą jest zawsze jeden przedszkolak. A jeśli faktycznie tak jest, to słucham – co z tym zrobimy? Wspólnie. wy i my.

Innym razem zdziwiło mnie zachowanie córki. Miała ponad 3 lata, kiedy któregoś wieczoru kładłam ją spać. Leżymy w łóżku i opowiadam jej bajkę, nagle ona zaczęła bardzo mocno zakrywać sobie oczy i powtarzać „Lena, zamykaj oczy natychmiast, Lena zaraz wracam i masz spać”. Z domu tego nie wyniosła, sama raczej też nie wymyśliła. Po co zmuszać dziecko do leżakowania? Czy pani przedszkolanka umie zasnąć na zawołanie?

Poza tym dobrze wiecie co robić, żeby trochę wymigać się od pracy. Przedszkole jest czynne 7:30-18:00. To dlaczego pasowania na przedszkolaka nie zrobicie o 17:00? Jest o 15:30. Po co? Ano po to, żeby rodzice zwolnili się z pracy, przyszli na to super show, trwające około 45 minut, a potem zabrali dzieciaki do domu. Bo co tam niby robić później? Tym sposobem macie wolne już po 16:00.

Mnie też denerwowałyby rozhisteryzowane matki-wariatki, ale waszą rolą jest również współpraca z rodzicem. Na studiach was tego nie uczą? Że opieka nad dzieckiem przebiega na kilku płaszczyznach? A jak was to denerwuje (rodzice, dzieci lub obowiązki) to faktycznie zmieńcie zawód, bo tylko możecie doprowadzić do jakiejś traumy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...