"Boli cię głowa - przytul się do kogoś ciepłego". Absurdalne porady, czyli z wizytą u doktora Google’a

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/google-www-szukaj-online-485611/]HebiFot[/url] / [url=https://pixabay.com/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / HebiFot / CC0 Public Domain
Zaczęło się niewinnie od tego, że gdy ktoś w towarzystwie Darii wspominał o złym samopoczuciu, ona od razu proponowała mu – w jej mniemaniu - odpowiednią tabletkę. Gdy jej samej coś dolegało, nocami studiowała porady zamieszczone w internecie, zupełnie nie zwracając uwagi na ulotki dołączone do leków, które po rekomendacji przypadkowych osób kupowała w hurtowych ilościach.

Okazuje się, że przykład Darii nie jest odosobniony. Według rankingu PBI obecnie aż 93% internautów korzysta z sieci w celu znalezienia informacji dotyczących między innymi chorób, leczenia i zażywania różnego rodzaju medykamentów.

Wizyta u dr Google’a
Google – nazywany już nawet przez niektórych (pół żartem, pół serio) doktorem – cieszy się ogromnym zaufaniem. Prawdopodobnie to jedyne miejsce, w którym jesteśmy zupełnie szczerzy. Nie boimy się korzystać z wyszukiwarki, chcąc uzyskać odpowiedzi nawet na najbardziej intymne pytania. Kusi nas wygoda, anonimowość i fakt, że nie zostaniemy przez nikogo osądzeni.

Wyżej wspomnianym podejściem charakteryzuje się spora rzesza internautów, dzięki czemu z dnia na dzień przybywa miejsc, w których każdy zaniepokojony objawami, jakie wysyła jego organizm, może zyskać poradę dotyczącą tego, jaki lek powinien przyjąć, aby dana dolegliwość szybko ustąpiła.

Przytulenie na ból głowy
Google na samo hasło „ból głowy forum” wyrzuca w 0,4 sekundy około 490 000 wyników. A pośród nich mnóstwo cudownych rad. Polscy internauci proponują na ból głowy między innymi picie koniaku, słuchanie muzyki czy codzienne jedzenie jabłek. Według jednej z pań na tę nieprzyjemną dolegliwość powinno pomóc już samo „przytulenie się do kogoś cieplutkiego”.


O ile jednak jednorazowe zastosowanie się do tego typu wskazówek prawdopodobnie nikomu nie wyrządzi krzywdy, o tyle długotrwałe ignorowanie złego samopoczucia i odkładanie w nieskończoność wizyty u specjalisty, może przyczynić się do poważnych konsekwencji.

Aplikacja zamiast lekarza?
W sieci pojawia się coraz więcej aplikacji przeznaczonych dla pacjentów. I choć nierzadko ich cel jest szczytny, to jednocześnie namnażanie się tego typu nowości generuje pewną obawę. Bo skoro tak wielu z nas opinie przypadkowych użytkowników forów stawia ponad ulotki zamieszczone przy lekach, to czy „zdrowotne” aplikacje nie dadzą złudnego wrażenia, że dzięki temu, że ściągniemy je na swojego smartfona, będziemy otoczeni opieką medyczną.

24 godziny na dobę?
W internecie nie brakuje również miejsc, w których możemy podać swoją wagę, wzrost, opisać przyzwyczajenia i zaznaczyć, jakie sygnały wysyła nasz organizm, aby uzyskać różnego rodzaju profesjonalnie wyglądające „diagnozy”. Oczywiście, powinny być one traktowane jedynie jako informacje o charakterze edukacyjnym i tak też zazwyczaj są podpisane. Mimo wszystko jest spora szansa na to, że pewne diagnozy się potwierdzą, kolejnym razem nie będziemy chcieli pamiętać o tym, że wszelkie „porady”, jakie uzyskaliśmy przez internet, są generowane na zasadzie pewnych algorytmów.

Na pamięć
Wszystko byłoby w porządku, gdyby większość z nas zawarte w sieci traktowała jedynie jako źródło ciekawostek. Niestety, badania potwierdzają, że zazwyczaj do lekarza zwracamy się dopiero, kiedy inne metody zawiodą [Badania Opinii RMF FM]. Tylko jak pamiętać o tym, że wszelkie autodiagnozy mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku skoro na samo hasło „jak o tym nie zapomnieć?” do głowy przychodzi kilka reklam proponujących cudowne suplementy poprawiające pamięć i koncentrację?
Trwa ładowanie komentarzy...