"Dzieci pierdoły", "Hodujemy zombie" - hejt na dzieci zyskuje popularność. Zostawcie je w spokoju!

Fot. Flickr / [url= http://bit.ly/1O3wiok ]Dylan Parker[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Dylan Parker / CC BY-SA
Właśnie przeczytałam felieton Rafała Drzewieckiego "Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają". Choć z wieloma zawartymi w tekście stwierdzeniami się zgadzam, po zakończeniu lektury daleko mi do entuzjazmu i okrzyku: "Ja też tak myślę". Mam, tak zwane, "mieszane uczucia".

Autor zaczyna swoje rozważania przytaczając internetowe wypowiedzi mam, dyskutujących o warunkach sanitarnych na obozie harcerskim. Jest śmiesznie - wiadomo, obóz harcerski to nie luksusowe sanatorium. Tymczasem mamy narzekają na brak możliwości wzięcia "porządnej kąpieli". I tutaj następuje smutna konkluzja byłego harcmistrza, który wspomina jak to "za jego czasów taki obóz przygotowywało się samemu od zera, nikt się zbytnio zasadami higieny nie przejmował, a jagódki jadło się prosto z krzaczka". Teraz, to zupełnie inna bajka, bo obozy przygotowują profesjonalne filmy, a dzieci przyjeżdżają "na gotowe", zamiast plecaków ciągnąc za sobą pękate walizki na kółkach.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy. Czytaj więcej

Tu moje pierwsze zdziwienie i lekki niesmak. Inne czasy, inna młodzież... Zła, zepsuta i rozpieszczona przez rodziców. Czy zadaniem wychowawcy nie jest poszukiwanie odpowiedniej drogi żeby do tej, niedoskonałej młodzieży dotrzeć?... Świat nie stanął w miejscu, ale wychowanie zawsze stanowiło wyzwanie. Może pora zmienić branżę?



Wspomnienia... Jakim wspaniałym pokoleniem byliśmy my, to "nasze" pokolenie... W felietonie Rafała Drzewieckiego czytamy, że nam nikt nie pomagał odrabiać lekcji, nikt się nad nami nie rozczulał, nie mieliśmy ADHD ani konsultacji z psychologiem. Jak nam ktoś dał w paszczę, to nas ojciec zrugał, że trzeba umieć się lać, a nie się mazgaić. A teraz? Dzisiejsze dzieci, delikatne i kruche, wchodzą w dorosłość nie radząc sobie z najprostszym życiowymi sprawami... W domu też nie mają dobrego przykładu: tata, współczesny pan domu nie poradzi sobie ze zwykłą domową awarią, prędzej zadzwoni po odpowiednią "pomoc".

Szczerze mówiąc, chyba każdy młody tata jakiego znam, majsterkuje w domu, umie naprawić cieknący kran, powiesić półki... Czy to dziś nie wystarczy? Czy nie do tego dążyliśmy? Czy nie po to nam ten cały technologiczny rozwój, żeby nasze życie uprościć? I tak zupełnie na marginesie, niejeden czterdziestoletni harcerz, latający w krótkich spodenkach po lesie i bawiący się w podchody, do domowych prac ma dwie lewe ręce.

Dalej autor przytacza wyniki dotyczące kondycji fizycznej polskiej młodzieży. Oczywiście, porównując z sytuacją sprzed 10, 20 lat wypadają one niekorzystnie. Nie sposób także polemizować z takimi faktami, jak wspomniana w artykule nadprodukcja magistrów, życiowa beztroska i nieporadność "złotej młodzieży". Ale jakie daje się nam na to remedium? Jakie metody wychowawcze mamy stosować? Zdaniem autora, dziecko powinno boleśnie odczuwać konsekwencje swych błędów. To takie wychowawcze. Jeżeli zrobiło głupotę, niech cierpi. Ból uczy. Po co, ucząc jazdy na rowerze, czy na nartach, zakładamy dzieciom kaski i nakolanniki? Przecież kiedy się przewrócą i zaboli, nauczą się jeździć ostrożniej. Wiadomo, nic tak nie hartuje ducha walki, nic tak nie motywuje jak porządnie złamana noga, krew pot i łzy...

Szklany klosz, bezstresowe wychowanie, naopiekuńczość ... Lista zarzutów wobec rodziców nie jest oryginalna. Autor wrzuca je wszystkie "do jednego wora", podpierając się dość zaskakującymi cytatami autorytetów z dziedziny psychologii:
cytat

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Czytaj więcej

Czy nie takiego samego zdania są korporacyjni menadżerowie, wypowiadający swoje: "Jak ci się nie podoba, to na twoje miejsce jest kilkunastu chętnych"? Czy nie od takiego podejścia od kilku lat uciekamy porzucając, nawet dobrze płatne, stanowiska okupione utratą godności, na rzecz tych mniej dochodowych, ale pozwalających nam cieszyć się płynącym życiem, rodziną, czasem spędzonym z przyjaciółmi?

Na zakończenie artykułu "mocny" akcent... Autor przytacza wypowiedź profesor Joanny Moczydłowskiej, która mówi o wychowaniu współczesnych chłopców:
cytat

Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Czytaj więcej

Chłopiec wychowany przez samotną matkę - to dopiero musi być niedojda. Bo przecież w tej matce, bohaterce codzienności, pozytywnego wzorca dla chłopca dostrzec nie sposób... Cóż, ktoś tę matkę z dzieckiem zostawił. Ktoś tym wzorem przestał być. Ktoś, wspaniale wychowany przez to cudowne, nieustraszone i nieomylne pokolenie z odrapanymi kolanami...

Mamy tendencje do idealizowania wszystkiego, co związane z naszą młodością, z tym "co już było"... Nawet PRL jawi nam się czasem, we wspomnieniach, jako cudowna, beztroska epoka. "Przed wojną, to był inny świat" mawiał mój dziadek... Nie porównujmy dzisiejszych dzieci do tych sprzed 20, 30 lat. Tak wiele się zmieniło, a nasza wiedza poszerzyła się o tyle istotnych faktów z dziedziny psychologii i pedagogiki.

Wychowujemy je w zupełnie innym świecie, w innych warunkach, na innych zasadach... Nasze dzieci bombardowane są milionami informacji, emocji, doznań. One już nigdy nie będą takie, jak my kiedyś. Ale czy to oznacza, że sobie nie poradzą?

Przeczytajcie artykuł Rafała Drzewieckiego tutaj i podzielcie się z nami Waszymi opiniami. Czy naprawdę wychowujemy pokolenie "nieporadnych"?
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...