Rozstaliście się, a on chce nadal kontrolować twoje życie. Były partner jak pies ogrodnika

Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1LTKq0j]camerabee[/url] / [url= https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr/camerabee / CC BY
Chcesz zacząć nowe życie, odchodzisz, próbujesz rozmawiać, ustalić kontakty z dzieckiem. On niby na wszystko się zgadza, a w efekcie próbuje zniszczyć ci życie.

Czy to twoja opowieść?
Historia Ani, to opowieść o kobietach, które zostały porzucone przez mężczyzn, albo same odeszły, bo nie mogły już dłużej dusić się w związku, w którym mężczyzna nimi pogardzał i traktował z wyższością. W przypadku Ani nic nie zapowiadało takiego zakończenia.

Poznali się, zakochali. Kiedy zaszła w ciążę, pomimo krótkiego stażu związku on zaproponował, żeby zamieszkali wspólnie. Chciał się opiekować nią i dzieckiem, zdaniem Ani świetnie znalazł się w roli „prawdziwego mężczyzny”. – Wszyscy go lubili, był zawsze duszą towarzystwa, skory do opowiadania dowcipów, umiał przyciągnąć do siebie ludzi – wspomina Ania. Kiedy urodziła się Oliwia chciał zapewnić swoim dziewczynom wszystko co najlepsze. Pracował, zarabiał, mówił Ani, że ona nie musi iść do pracy.

Już nie sielankowo

Problem się zaczął w momencie, kiedy Oliwia była trochę starsza i Ania chciała się spotkać z koleżankami, wyjść na aerobik. – Dostawał szału, kiedy wracałam wieczorem. Potrafił wyciągnąć mnie z łóżka mówiąc, że skoro późno przyszłam, to teraz już nie będę spać, wysyłał sms-y, że jak nie wrócę zraz, to popełni samobójstwo – opowiada Ania i dodaje: - Kiedyś, gdy próbowałam mu wytłumaczyć, że mam prawo do niezależności, że to, że chcę się spotkać z przyjaciółkami, nie jest wymierzone przeciwko niemu, to usłyszałam słowa, które na długo zapadły mi w pamięć i pozwoliły zrozumieć moją sytuację.

Powiedział mi, że on chce stworzyć prawdziwy model rodziny. Rodziny, w której to mężczyzna jest głową rodziny, zarabia na jej utrzymanie, a rolą kobiety jest rodzić i wychowywać dzieci oraz zajmować się domem – mówi Ania, której ten model rodziny kompletnie nie odpowiadał. – Ja miałam siedzieć w domu, wydawać tyle pieniędzy, ile od niego dostałam i czekać na głowę rodziny. A on tymczasem mnie zdradzał, co dla niego nie było niczym złym – tłumaczy mama Oliwi.
Niezgoda na poniżenie
Ania wyrzuciła partnera z domy po kolejnej zdradzie, w momencie, kiedy zdała sobie sprawę, że umie radzić sobie bez niego. – Zaczął jeździć za granicę. Nie było go po trzy tygodnie, a ja sobie ze wszystkim dawałam radę. Czułam, że potrafię być niezależna, że on niczego do mojego życia nie wnosi, oprócz strachu i bólu. Kobieta zrezygnowała z wynajmowanego przez nią mieszkania, wyprowadziła się do mamy i próbowała porozumieć się z mężczyzną w kwestii opieki nad córką.


– Zachęcałam go do kontaktów. Pomimo całej mojej złości, smutku i poczucia upokorzenia chciałam być ponad to, dla mojej córki. Na początku spotykał się z Oliwią. Kiedy jednak zaczął przyjeżdżać po nią za każdym razem z inna kobietą, zabroniłam zabierania przez niego Oliwii na noc. Miałam poczucie, że on w pewnym momencie poczuł, że jest znowu wolny, na zasadzie: „Ona ma dziecko niech się męczy, a ja znowu mogę szaleć.” Kobieta wspomina, że mężczyzna przestał spotykać się z córką. – Wystąpiłam o odebranie mu praw rodzicielskich, ponieważ zupełnie nie interesował się Oliwią, nie płacił nawet alimentów. Jakbyśmy dla niego nie istniały. I to był mój błąd.

Pies ogrodnika?
Jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki mężczyzna nagle dostrzegł obecność Ani. – Teraz śledzi każdy mój ruch. Zgłasza sprawy przeciwko mnie na policję, z których wszystkie zostały umorzone. Oskarżył mnie o kradzież sprzętu AGD z mieszkania, które było przeze mnie wynajmowane i wniósł do sądu o ograniczenie mi praw rodzicielskich. Mam poczucie, że chce mnie zniszczyć psychicznie.

Czy chodzi mi o dziecko? Chyba niekoniecznie, skoro Ania opowiada, że nadal rzadko spotyka się z córką. – Nie przestrzega ustalonych sądownie terminów widzeń. Dzwoni proponując, że weźmie Oliwię na godzinę, kiedy jemu pasuje. Nie mogę mu odmówić, by nie mógł mnie oskarżyć o utrudnianie kontaktów.
Kobieta czuje się osaczona i zastraszona. Ma wrażenie, że mężczyzna czyha na jej potknięcie. – Żyje moim życiem. A córka? Kiedy spytałam go, czy zgodziłby się, żebym wyjechała z Oliwią do rodziców do Anglii na stałe, powiedział, że dla niego to żaden problemu, jeśli tylko oddam mu pieniądze za sprzęt z mieszkania, który sprzedałam, bo nie dostawałam od niego alimentów, a potrzebowałam pieniędzy (policja tę sprawę także umorzyła – przypis red.), o dziecku nawet nie wspomniał – mówi Ania i dodaje: - A przecież gdyby zależało mu na córce, to od razu by się sprzeciwił jej wyjazdowi za granicę.

Dzisiaj Ania czeka na kolejną rozprawę i odpiera oskarżenia byłego partnera. – Muszę uważać, jakie zdjęcia umieszczają moi znajomi, bo z nich muszę się tłumaczyć. Mam tylko nadzieję, że sędzia będzie obiektywny i nie pozwoli zakrzyczeć się zarzutami kierowanymi w moją stronę. A ja chcę sobie ułożyć życie, skończyć studia, pójść do pracy i wychować córkę najlepiej, jak potrafię.

Czy znasz historie podobne do tej, którą opowiedziała Ania? Ja sama spotykam kobiety, które samotnie wychowują dziecko. I choć nie żyją z ojcami ich dzieci, to ci mężczyźni chcą nieustannie udowadniać, że nadal są od nich zależne. Nie pozwalajcie na takie traktowanie!
Trwa ładowanie komentarzy...