Będzie płakał, będzie samotny, nie będzie jadł. Czego się boimy wysyłając dziecko do przedszkola

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/child-kid-tunnel-playing-fun-698591/]StockSnap[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / StockSnap / CC0 Public Domain
Będzie płakał. Będzie samotny. Nie będzie jadł. Nie poradzi sobie. Coś mu się stanie. W mojej głowie kotłują się najczarniejsze scenariusze. Nie, nie wysyłam swojego dziecka w misję pokojową na drugi koniec świata. Mój dzielny, wspaniały chłopiec idzie do przedszkola.

Kiedy byłam w ciąży, powiedziałam sobie, że nie rodzę dziecka dla siebie, ale dla świata. Że nie będę zaborczą matką, trzęsąca się nad każdym krokiem swojego pierworodnego, że będę fajną, wyluzowana mamą i wychowam fajnego, wyluzowanego człowieka. Byłam dumna z tej swojej dojrzałości. Nie wiedziałam, że tak szybko przyjdzie mi zrewidować ten pogląd. Mój syn jest wesoły, pogodny, pełen energii. Nie boi się nowości, biegnie najdalej jak się da i skacze najwyżej jak potrafi. O przedszkolu dużo mówimy, cieszy się na nie. Nie wiem, czy jest na to gotowy, ale ja nie jestem na pewno. Robię dobrą minę do złej gry, bo w rzeczywistości – boję się! Też tak masz? Sprawdźmy.

1. Moje dziecko jest za małe na przedszkole

W Polsce obowiązkiem kształcenia przedszkolnego objęte są 5-latki. Po co więc posyłać do przepełnionej, hałaśliwej i pełnej wirusów placówki młodsze dzieci? A no po to, żeby w pełni wykorzystać czas, w którym dzieci rozwijają się społecznie. 3-5 latki mają naturalną umiejętność przyswajania zasad i norm społecznych, które na pewno przydadzą im się w późniejszych latach. Wtedy też odzywa się w nich głód intelektualnej stymulacji. I nie mówimy tu o niezliczonych zajęciach dodatkowych i konwersacjach z native speakerami 5 razy w tygodniu, bo takie programy to dziś w przedszkolach norma. Chodzi o to, że nawet najbardziej kreatywnej i pełnej energii mamie lub niani, kiedyś skończą się pomysły. Ale nie oszukujmy się – nie raz zaśpiewasz „Kółko graniaste” i zrobisz z papieru żyrafo-hipopotamo-psa, kiedy twoje dziecko wróci do domu z niedosytem wrażeń. Bo „niedosyt” to przecież jego drugie imię. Przekonana? Ja też nie.

2. Moje dziecko jest niejadkiem

Wiele się mówi o sposobach na radzenie sobie z niejadkami. Jednym z popularniejszych, i chyba słusznym, jest ten, aby problemu nie widzieć. Jak każda mama „niejadka” wie, jest to niemożliwe. I tak, przy każdym posiłku, kolorowym, zdrowym i pięknie podanym, odbywa się gra dla dziecka arcyzabawna, a dla matki wykańczająca. Odwracanie uwagi, zagadywanie, liczenie łyżek, prośby, groźby i lament. Nic nie działa. Bo niektóre dzieci nie lubią jeść i kropka. I tu z odsieczą przychodzi przedszkole. Bo dziecko posadzone przy stole z grupą rówieśników, naśladuje ich. To fakt potwierdzony przez wszystkie znane mi matki przedszkolaków-niejadków: problem znika. Zupa mleczna jest zjadana ze smakiem. Szczawiowa na wyścigi. A serce matki rośnie. Przekonana? Nie, ale pełna nadziei.

3. Moje dziecko jest indywidualistą

Kiedy mówisz: „wstań”, w odpowiedzi słyszysz: „jeszcze nie”. Kiedy prosisz: „Idź już spać”, pada odpowiedź: „Nie! Jeszcze się bawię”. Mówisz: „Idziemy w prawo”, twoje dziecko energicznie skręca w lewo. Proponujesz: „Chodź, obiad gotowy”, słyszysz: „Nie chcę jeść!”. Komunikujesz: „Idziemy na spacer”, twoje dziecko ma inne plany: „Teraz chcę obiadek!”. Cóż za silna osobowość! Okazuje się jednak, że widząc grupkę roześmianych, biegających dzieci, twój buntownik ochoczo się do nich przyłącza. W piaskownicy chce się bawić tą jedyną, największą koparką, do której ustawiła się już kolejka chętnych. Zaraz potem koniecznie musi się pokręcić na karuzeli, na której nie ma już wolnych miejsc. Powiedzmy to więc głośno: twój indywidualista jest istotą społeczną, która do pełni szczęścia potrzebuje innych osobników ze swojego plemienia. W przedszkolu będzie więc wniebowzięta. Trochę pewniej? Chyba tak...

4. Moje dziecko nie słucha

Nie słucha, bo może. Przyznaj, jak często ulegasz prośbom o kolejne ciastko, mimo że trzykrotnie mówiłaś, że to ostatnie, a w ogóle to dostanie je dopiero po obiedzie? Ale te sarnie oczy... Albo, co gorsze, ten rozdzierający mamine serce krzyk rozpaczy... W przedszkolu nie ma czasu na sentymenty. 25 par słodkich sarnich oczu patrzy na jedną, zdecydowaną panią, która powiedziała coś tylko raz. I koniec, przyjęte do wiadomości, można iść robić coś ciekawszego. To się nazywa autorytet. I jeśli będę miała szczęście, trafię na przedszkolankę, od której będę się go uczyć. Myślisz, że twoje dziecko jest wyjątkowo wymagające, absorbujące siły i uwagę, trudne? Ta pani poradziła sobie z setką takich. Coraz lepiej, idziemy w dobrym kierunku.

5. Moje dziecko będzie tęskniło

Przykro mi to mówić, ale... najpewniej nie będzie miało na to czasu. Nowa sytuacja, nieznane twarze, czas dłużący się do powrotu mamy, która jakoś to wszystko wyjaśni – jeśli wszystko pójdzie dobrze, takie problemy pojawią się na początku i miną w ciągu paru dni. Taka jest nadzieja. Podobno najlepiej jest przyjść do przedszkola z szerokim uśmiechem na twarzy, szybko się pożegnać i jak najprędzej zająć się czymś innym. Jeśli dasz radę, spróbuj. Jeśli to będzie za trudne, zostań z dzieckiem dłużej, aż oboje oswoicie się z sytuacją. To prawda, że najlepiej nie dać po sobie poznać zdenerwowania. Bo i nie ma się czym denerwować. Wasze przedszkole nie proponuje okresu łagodnej adaptacji? Nie szkodzi, wdrożcie go sami. Pierwszego dnia możesz przyjść po dziecko nawet po godzinie. Za długo? Wróć za 20 minut. Jeśli przez drzwi zobaczysz zadowolą, zajętą czymś bardzo ważnym buzię – udało się.Nie przeszkadzaj.

6. Moje dziecko będzie chorowało

Pewnie będzie. Ale czy częściej niż do tej pory – tu opinie są podzielone. Dziecko przebywające w dużej grupie kichających rówieśników, nierzadko mających w domu jeszcze bardziej kichające rodzeństwo, pewnie też zacznie kichać. Przynosić do domu zarazki i je radośnie rozsiewać. Ale w ten sposób, ten mały człowiek nabędzie odporność, dzięki której coraz więcej czasu będzie spędzał w przedszkolu, a coraz mniej w domu pod kołdrą. Taka jest teoria. Jest też druga. Dziecko mające wrodzoną odporność, wspomaganą długim karmieniem piersią, zdrową dietą, suplementami (niepotrzebne skreślić), rzadko łapiące przeziębienia, nie będzie chorowało częściej, niż przed pójściem do przedszkola. To wszystko teorie. Nie wiesz, jak będzie, dopóki nie przekonacie się na własnej skórze. Przetrwacie bez przeziębienia pierwszy tydzień?
Świetnie, tak trzymać!

7. Mojemu dziecku stanie się coś złego

Wiadomo – stanie się TO, jak tylko spuścimy je z oka. Mam dokładnie to samo przekonanie, mimo że mój niespełna trzylatek ma już pozszywane czoło i dwie ukruszone jedynki. Wszystko to działo się pod czujnym okiem skoncentrowanej i uważnej mamy, w bezpiecznym domowym zaciszu. Podświadomie więc wiem, że to kwestia przypadku, pecha, ułamka sekundy. Tłumaczę sobie, że budynki przedszkolne są przystosowane specjalnie na potrzeby swoich małych gości, place zabaw są nowe, lub wyremontowane zgodnie z certyfikatami bezpieczeństwa. Teoretycznie więc, w przedszkolu moje dziecko będzie bezpieczniejsze niż w domu.
Brzmi nieźle...



Mimo wszystko wydaje ci się, że twoje dziecko nie poradzi sobie w przedszkolu? Póki trzymasz je kurczowo za rękę – pewnie nie. Ale kiedy puścisz – rozwinie skrzydła. Bo najprawdopodobniej jest na to gotowe. Ty też będziesz, daj sobie tylko czas.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...