Korpo-matka i korpo-córka. Tak wygląda współczesna wersja bajki dla dzieci

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/mama-c%C3%B3rka-kobieta-dziewczyna-pani-863052/]Unsplash[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
Szczerze przyznaję - bałam się kinowej wersji „Małego Księcia”. Z tego co wiem, nie byłam w tym lęku osamotniona. Wielu moich znajomych i wielu internatów zgłaszało podobne wątpliwości - czy tak pełną symbolicznych scen i ważnych dialogów książkę, da się przenieść na ekran nie zabijając zawartego w niej przesłania?

Korpomatka i korpocórka
Reżyser filmu, Mark Osborne, postanowił odświeżyć historię „Małego Księcia” i osadzić ją w innych realiach. Główną osią filmu są więc losy małej dziewczynki wychowywanej przez samotną matkę. Dziewczynka przygotowuje się do pójścia do elitarnej szkoły, a jej zapracowana mama układa „plan na życie”, dzięki któremu mała ma zostać najlepszym uczniem, a w przyszłości idealnym dorosłym. We wspomnianym planie nie ma miejsca na zabawę, czy spotkania z przyjaciółmi. Właśnie wtedy dziewczynka poznaje starego, zdziwaczałego sąsiada- pilota, który staje się w filmie furtką do opowieści o Małym Księciu.



Stary Mały Książe
Część filmu poświęcona oryginalnej książkowej historii, wykonana jest animacją poklatkową. Fanów książkowych rysunków Antoine’a de Saint- Exupéry’ego na pewno zachwyci fakt, że są one w filmie zachowane. Tak samo narracja, zgodna jest ze znanym czytelnikom, tokiem powieści, chociaż… ciągnie się dalej niż w oryginale. Gdyby ktoś przed premierą filmu powiedział mi, że reżyser pokusi się o dopowiedzenie historii tytułowego bohatera stwierdziłabym, że to się nie może udać. Wszyscy wiemy (przynajmniej taką mam nadzieję), jak skończyła się książka i było to zakończenie przepiękne, wzruszające i symboliczne. A jednak film pokazuje nam co stało się dalej, łącząc równolegle ciągnące się wątki. I wiecie co? W tym szaleństwie była metoda! Metoda na to, jak kolejny raz wycisnąć z widzów łzy.

Dlaczego płaczemy na „Małym Księciu”?
Na „Małym Księciu” płaczą duzi i mali. Czasami nawet bardziej duzi. Koleżanka opowiadała mi, że podczas seansu, pocieszana była przez własną córkę. Dzieciaki płaczą głównie przez historię dziewczynki, z którą łatwiej jest się im utożsamić. Też jest mała, musi chodzić do szkoły i walczyć o uwagę rodziców. Dodatkowo wykonana jest nowoczesną, dynamiczną animacją, do której nasi podopieczni są już przez kino przyzwyczajeni. Dorosłym natomiast, przypominają się chwile z dzieciństwa spędzone właśnie przy „Małym Księciu”. Przepiękne sceny z lisem, czy różą budzą wspomnienia i zmuszają do przemyśleń, czy przypadkiem nie staliśmy się jednym z tych zapatrzonych w doczesność dorosłych, którzy zamiast węża boa, na dziecięcych rysunkach widzą kapelusz.

Po otarciu łez
Osadzenie historii Małego Księcia w kontekście współczesnych czasów daje dodatkowe pole do interpretacji. Film zostawia widza z wieloma refleksjami dotyczącymi przyjaźni, miłości, odpowiedzialności, dorosłości, ale też rodzicielstwa. Scena, w której matka zwraca się pieszczotliwie do swojego dziecka „korpocórciu” powinna zapalić ostrzegawczą lampkę w niejednej głowie. Po otarciu łez warto zastanowić się, jaki mamy „plan na życie” dla naszych dzieci i czy jest w nim dostatecznie dużo czasu na korzystanie z uroków dzieciństwa?
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...