"Nazywam się A. i mam High Need Baby już od pięciu miesięcy...". Wymagające dziecko, to wyzwanie dla najtwardszych

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/120077902@N02/13234990425/]Haylee Sherwood[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Haylee Sherwood / CC BY
Tymi słowami powinny zaczynać się wystąpienia rodziców wymagających niemowląt. Z pewnością zasługują na wsparcie, bo mieć w domu High Need Baby, to dużo trudnych i skumulowanych emocji. Wiele przepłakanych godzin (przez dziecko i przez rodzica) i pokonywanie bardzo rozległego labiryntu.

Słodkie skarpetunie, wspólne spacery w nowo zakupionym wózku (tak! czerwony, istny mercedes na placu zabaw), słodkie godziny wspólnej zabawy i te piękne rodzinne fotografie. A potem (jak to w życiu, zbyt szybko, nagle i niespodziewanie) okazuje się, że...

... dziecko w wózku przejechało się raz, wrzeszcząc tak głośno, że wózek najpierw stanął w suszarni na korytarzu, a potem powędrował do innej miłej rodziny dzięki internetowej aukcji.

... że trudno założyć te słodkie skarpetunie, bo doprowadzają dziedzica do szału i zamienia się w diabła tasmańskiego z kreskówek.

... że te fotografie można zrobić tylko, gdy śpi, bo praktycznie w ogóle nie przestaje płakać. A śpi bardzo rzadko, prawie wcale. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle...

Tak różni — tak podobni

High Need Baby — dzieci szczególnie wymagające, to najtrudniejsze wyzwanie dla rodziców i choćby ci byli ulepieni z najtwardszej gliny, przeczytali miliard książek i wiedzieli, że tak się czasem zdarza, "ten typ tak ma", to swoje rodzicielstwo przypłacają ceną bardzo trudnych emocji. Ciągłe napięcie i wątpliwości w ich sercach powodują, że wychowanie takiego dziecka wydaje się być samotną krucjatą. Uwierzcie wszyscy, którzy trzymają w swoich objęciach High Need Baby, mają bardzo podobne problemy. Jakie?

1. Czy to moja wina?

"Czy na pewno odpowiednio zajmuję się swoim dzieckiem? A może to ja robię coś nie tak. Jestem kiepską matką/ojcem, skoro nie potrafię nawet uspokoić swojego dziecka.". Gdy tylko uwolnisz się od jednej wątpliwości ktoś lub coś natychmiast poddaje pod rozważania kolejne.

Próbujesz, stajesz na głowie i na rzęsach. Jedna, piąta i trzydziesta metoda "na" nic nie daje. Jak tu nie wątpić?

2. Dlaczego to akurat mnie spotkało?

Żal i smutek, a czasem głębokie niezrozumienie, dlaczego akurat to twoje dziecko, dlaczego tak się dzieje, czy zawsze musi być pod górę (niech, chociaż uda się jedna mała, drobna i nieistotna rzecz, cokolwiek), coraz częściej ci towarzyszą. Ale to nic nie zmienia, czujesz się coraz bardziej samotny.

3. Nikt mnie nie wpiera. Ludzie traktują nas jak wariatów!

— Nasze dziecko różni się od innych dzieci znajomych. Nie zasypia po butli na 10 godzin, czasem nie zasypia nawet przy piersi. Po kilku miesiącach udało nam się wypracować swoje metody, nadal mało schematyczne, ale działające. I z tego, wszyscy patrzą na nas jak na wariatów. To Wasza wina — krzyczy teść — rozpuściliście go tym noszeniem!. — Nasz Tomuś to przesypia całe noce, to kwestia konsekwencji — radzą z wyższością znajomi.


A rodzice? A rodzice wracają do tych samych pytań:
1. Czy to moja wina?
2. Dlaczego to akurat mnie spotkało?
3. Dlaczego nikt mnie nie wspiera?

4. Czy rodzice mogą się "wypalić"?. Jesteśmy na wiecznej huśtawce

Jednego dnia zmęczeni trudną codziennością i walką o wszystko. Następnego szybujący ze szczęścia w obłokach, bo pojawił się pierwszy uśmiech, gaworzenie, ułożone kubeczki. To cudowne, że wasze dziecko jest wyjątkowe, jak każde dziecko dla swoich rodziców. I trudne, że swoją wyjątkowość tak dotkliwie manifestuje.

Macie prawo czuć się zmęczeni i szczęśliwy. Może nie zawsze jest różowo, ale jest wiele chwil które was cieszą i dają siłę. Spróbujcie się na nich skupić jak najmocniej i naładować baterie.

5. Musi być jakaś przyczyna!

Ktoś lub coś musi ponosić winę za ten cały ambaras. Wystarczy, że to odkryjesz i twój los się odmieni. Wiele razy analizowałeś prawie wszystko. Jednak to tylko racjonalizacja. Nie uciekaj od niej, pomoże ci poradzić sobie z poczuciem winy.

6. Jestem więźniem mojego dziecka

— Nie stać mnie na ryzyko spóźnienia 10 minut z drzemką lub obiadkiem, już wiem, że to pokutuje godzinami gehenny. Jestem na każde skinienie, byle tylko powstrzymywać nieuniknione. Nie umiem tego nie robić, ani się z tym pogodzić — to bardzo często uczucia. Czujesz się często jak zakładnik?

Nie możesz wyjść na spotkanie o 16-tej, bo nie zdążysz wrócić na 18:05 na kolację, a jeśli coś pójdzie nie tak, wszyscy wiemy, jak to się skończy. I znasz doskonale już swoje dziecko, wiesz, że to nie jego złośliwe manipulacje, a zwykłe potrzeby. Fakt inne, niż większości słodkich bobasów, ale równie ważne. I wiesz, że czas upływa i będzie inaczej, lepiej. A jednak trudno jest ci się z tym pogodzić. Zastanawiasz się jak długo jeszcze będziesz na tej smyczy? Nie tylko ty zadajesz sobie to pytanie.
No cóż, High Need Baby takie się rodzą. Nie ma w tym niczyjej winy, przyczyny którą można by odnaleźć i naprawić wszystko, co nie działa dobrze. Można walczyć z całych sił, jednak to zazwyczaj prowadzi do frustracji, gdy wszystkie możliwości kolejno zawodzą. Ale kluczem do wytrwania w szczęściu z bardzo wymagającym dziecku jest samoświadomość, wsparcie i nadzieja. Bo przecież każdy nas jest inny, a nawet wśród dorosłych nietrudno znaleźć ludzi, których usposobienie jest milion razy gorsze, niż potrzeby Twojego HNB.
Trwa ładowanie komentarzy...