„Wyszłam za mąż dla pieniędzy. Wszystkie marzymy o dobrym życiu"

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/wonderlane/8643591597/]Wonderlane[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Wonderlane / CC BY
Agnieszka często powtarza: „Nie wiem dlaczego niektóre kobiety nie wybierają ambitnych i silnych mężczyzn. Facet musi zarabiać. To świadczy o milionie innych cech, które są w życiu istotne: ambicji, odpowiedzialności, ciekawości świata, pasji".

Agnieszka jest znajomą mojej znajomej. Ma 33 lata. Dwoje dzieci (9 i 7 lat). Z wykształcenia jest dziennikarką, ale od lat nie pracuje na etacie. Robi „swoje" projekty. Czasem współpracuje z agencją PR, czasem pomoże koleżance, która jest na wysokim stanowisku w agencji reklamowej. Teraz chce otworzyć kawiarnię.



Zawsze zazdrościłam jej tego luksusu wolności. Że może planować sobie różne rzeczy, rozwijać się, a jednocześnie nie bać się o byt.

Mąż Agnieszki jest doradcą podatkowym, świetnie zarabia. Wydają się szczęśliwą rodziną.

Agnieszka: Naprawdę dziwią Cię moje poglądy?! A ile młodych dziewczyn je ma? Bogaty facet jest przepustką do wolności. I proszę Cię, to jest proste. W mediach można pisać i mówić, że facet pożąda młodości, urody, ładnej cery, figury. Targowisko próżności samców. Ta ma fajne cycki, tyłek, ta super biodra. Ta to gruba świnia, pusta lala do bzykania, pasztet. Ty jesteś tak stara i pomarszczona, że lepiej milcz. My nie możemy napisać: chcemy mężczyzny dobrze sytuowanego albo z zadatkami na takiego. Wtedy jesteśmy nazywane pustymi lalami.

Wyjść za mąż za dupka – to tak jakby popełnić samobójstwo
Nie jestem pustą lalą. Jestem wykształcona, mam pasje, znam trzy języki. I chciałam żyć z kimś, kto jest podobny do mnie. Co w tym złego?

Miałam 20 lat, gdy poznałam Marka. Dziesięć lat starszy, już wtedy miał własną firmę. Kilka tygodni wcześniej rzuciłam faceta, który ciągnął mnie na dno. Nie miał żadnych ambicji, siedział w domu przed telewizorem i oglądał mecze. Nie dostał się na studia, nie chciał pracować. Kochałam młodzieńczą miłością, ale wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Że nie chcę marnować sobie życia z kolorowym ptakiem. Leniwym, kolorowym ptakiem.
Nie żałuję. Dziś on jest alkoholikiem, wciąż wywalają go z jakiejś pracy, żona (już prawie była) spłaca jego długi, mają małą córeczkę, którą on się w ogóle nie zajmuje. To mogło być moje życie?

Ile nas, kobiet, ma intuicję, której w ogóle nie słucha? Pędzi za głosem serca i ląduje… w szambie.
Chcesz żyć szczęśliwie? – ależ to Twój wybór
Pochodzę z biednego domu. Mój ojciec przepijał pieniądze, które zarabiała mama. Mama? Wspaniała, kochana. I powoli zabijana przez to czego doświadczała na sobie. A wyszła za mąż z wielkiej miłości. I wierzyła, że jej ukochany się zmieni. Ale on się nie zmieniał, przecież to jasne. Z roku na rok było gorzej.

Pamiętam jak mama robiła mnie i mojemu bratu naleśniki za ostatnie pieniądze, jak chowała to, co zarobiła, żeby tata nie zabrał.

A przecież on był wykształcony. Ona też. Mogli żyć inaczej. Obiecałam sobie: ja będę żyć inaczej. I żyję.

Miłość musi być racjonalna
Wierzę w porywy serca trwające kilka lat. Cała reszta jest kompromisem. Wzajemnym dopasowaniem. Nie wierzę, że ludzie kompletnie inni są w stanie stworzyć trwały związek. Nie wiem czy kochałam Marka na początku – nie sądzę. Kochałam Tamtego. Ale lubiłam Marka, szanowałam go i dobrze się z nim czułam. Byliśmy do siebie podobni. On dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Pierwszy człowiek w moim życiu, który zapewnił mi spokój.

Co ja mu dałam? Wszystko. Dobry seks, wsparcie, uwagę, czułość, moją mądrość, cierpliwość. Facet, który pracuje w tak wielkim stresie potrzebuje przede wszystkim spokoju w domu. Nigdy się nie awanturowałam, że on za dużo pracuje, że nie poświęca mi uwagi tak może jakbym chciała. Uważam, że to jest recepta na udany związek: doceniasz co ktoś Ci daje, nie chcesz tego, czego Ci dać nie może.

Ustalasz jasne zasady, których się trzymacie
Jesteśmy razem 13 lat. Chciałam mieć szybko dzieci – dzięki temu, że mój mąż pracował – mogłam. W ciąży pisałam pracę magisterską. I nie musiałam martwić się o byt. Miałam takie ubranka dla dzieci jak chciałam, taką wyprawkę, poród rodzinny, ze znieczuleniem, USG kiedy chciałam i u najlepszego specjalisty. Nieraz przekonałam się, jak ważne są pieniądze. Mój starszy syn dużo chorował, na wiele rzeczy jest uczulony – stać mnie było na każdego lekarza, na kilkutygodniowy pobyt nad morzem, bo mały potrzebował zmiany klimatu. Obok mnie widziałam koleżanki, które walczą o pracę, są zwalniane, których nie stać na to na co stać było mnie. Które zabijają się, żeby połączyć pracę z macierzyństwem, a i tak ledwo starcza im do pierwszego.

Dlaczego my się oszukujemy?! Kto nie marzy o dobrym życiu? Która kobieta gdzieś w środku nie marzy o tym, by nie martwić się o pieniądze. I o to co ma wybrać: karierę czy macierzyństwo.

Co jeśli on mnie zostawi?
Jestem zbyt racjonalna, żeby o tym nie myśleć. Mój mąż jest przystojny, bardzo atrakcyjny, mądry. Może kiedyś spotka młodszą, zdradzi mnie? Robię wszystko, żeby tak się nie stało. Ale….

Po pierwsze: Mamy wspólnotę majątkową. Po drugie: mój mąż bardzo kocha dzieci i nigdy by ich nie skrzywdził. O ich byt więc się nie martwię. Po trzecie: dzieci już nie potrzebują takiej opieki, ja mogę zając się sobą, własnym rozwojem, pracą.

Mam inny, lepszy dom, niż ten w którym się urodziłam.
Mam wewnętrzny spokój, fajne dzieci.
I kocham mojego męża.
Młodszym koleżankom mówię: „Wybieraj mądrze. Tak by nie zniszczyć sobie życia"
Trwa ładowanie komentarzy...