Ludzie się czasem rozwodzą. A mechanizmy bywają wtedy podobne

Przedwczoraj na naszym portalu Mamadu ukazał się tekst Katarzyny Troszczyńskiej "Zostawiłem ją dla innej kobiety. Ale to moja żona do tego doprowadziła.". Tekst opowiada historię, jakich wiele. W skrócie: małżeństwo po przejściach, już od dawna w stanie rozkładu, po urodzeniu się dziecka Ona nie chce z nim uprawiać seksu, traktuje go tylko jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, On sugeruje terapię, Ona nie chce, przestają się rozumieć, On próbuje ale w końcu się poddaje, w pracy poznaje tę Trzecią, zakochuje się i odchodzi, wersje rozstania opowiadane przez Niego i przez Nią są oczywiście rozbieżne. Brzmi znajomo? Oczywiście. W Polsce co roku rozwodzi się około 70 tysięcy małżeństw i pewnie każdy z nas zna w swoim otoczeniu rozwodową historię, która przypomina tę opisaną pokrótce powyżej.



Tekst jest dobry, świetnie się czyta, udostępnia się w mediach społecznościowych, ma wiele komentarzy, odniosła się do niego Segritta, budzi dużo emocji. To najchętniej czytany tekst na Mamadu w ciągu ostatniego miesiąca, w ciągu dwóch dni przeczytało go blisko 60 tysięcy osób.

Nie mam pojęcia, ile jest w Polsce aktywnych blogów. Wiem, że w samej Grupie naTemat jest ich ponad tysiąc. Z pewnością nie ma w Polsce nikogo, kto czytałby wszystkie. Sam też kiedyś pisałem bloga. Nazywał się Supergigant i traktował o sporcie, głównie o koszykówce NBA. Zdarzało mi się wtedy, że oskarżano mnie o plagiat / ściągnięcie tematu. Dlaczego? Bo ktoś już kiedyś o czymś podobnym napisał. W Polsce, w Ameryce.

Dlaczego o tym piszę? Bo dzisiaj podobne oskarżenie pojawiło się pod adresem Kasi i jej tekstu. Pani Julia Oleś, autorka bloga "Fab Juluś" opublikowała dziś na swoim blogu notkę "Jak zostać dziennikarzem Mamadu". Pani Julia sugeruje a właściwie oskarża wprost, że historia powstania naszego tekstu była następująca: znaleźliśmy na blogu pani Julii opublikowaną 1 sierpnia historię o zdradzie, coś tam pozmienialiśmy, i opublikowaliśmy jako swoją. Tekst pełen jest cytatów z obu wpisów i sugestii, że choć cytaty są zupełnie inne, to przecież są też podobieństwa. A jeśli teksty różnią się faktami, to tym gorzej dla faktów ("następnie dodaj coś od siebie, żeby nie było, że to plagiat"). Tekst kończy się bezpośrednim atakiem: "Wiem, że Pani to czyta, Pani Kasiu, zatem dziękuję, ale następnym razem proszę po prostu użyć opcji „udostępnij”." I złośliwym dopiskiem: "imię bohatera tekstu zostało zmienione. Imię autora też."

Przeczytałem oba teksty. Potem przeczytałem je raz jeszcze. Zachęcam do tego. Bo to są dwa zupełnie różne teksty. Mają jedynie podobny, dosyć banalny przebieg i ten sam punkt wyjścia. On zostawia Ją dla koleżanki z pracy. Wpisałem w Googla frazę "zostawił mnie dla koleżanki z pracy". Google zwrócił mi 388 tysięcy odpowiedzi. Ciekawe, ile spośród tych tysięcy historii miało podobny przebieg.

Z promowanego na blogu profilu pani Julii na Instagramie wynika, że jest młodą i atrakcyjną kobietą. Sama pisze o sobie tak: "Po dwudziestce, choć jeszcze nie przed trzydziestką."

Odpiszę więc z perspektywy człowieka 43-letniego, na pewno nie tak atrakcyjnego, za to doświadczonego przez życie. Nie piszę z autopsji, sam jestem od blisko 20 lat szczęśliwym i kochającym mężem. Ale mam wielu znajomych i przyjaciół, których historie były bardzo podobne. Owszem, pani Julio, ludzie się rozwodzą. Zdarza się to całkiem często, zdaje się, że co trzecie polskie małżeństwo kończy się rozwodem. Mechanizmy też bywają takie same - On i Ona przestają ze sobą rozmawiać, przestają się rozumieć, przestają ze sobą sypiać, jedno chce terapii, drugie nie chce albo chodzą na terapię, która nic nie daje. Aż w końcu On lub Ona znajduje sobie kogoś, zazwyczaj w pracy - bo to tutaj spędzamy najwięcej czasu. Takie historie pojawiały się na Mamadu już wcześniej.

W jednym ma Pani rację - rzadko się zdarza, że mężczyźni odchodzą do Japonek.

Michał Rutkowski, zastępca Dyrektora Zarządzającego Grupy naTemat

PS1. W ostatnim akapicie swojego tekstu sugeruje Pani, że strategia stojąca za powstaniem tego tekstu była następująca: my wrzucamy Pani przerobiony tekst, Pani go czyta, odpowiada kontr-tekstem i przekierowuje swoich czytelników na nasz serwis. Z podawanych przez Panią statystyk Google Analytics wynika, że w ostatnim miesiącu odwiedziło Pani bloga 15 tysięcy użytkowników. Dla porównania - Mamadu miało w lipcu 417 tysięcy użytkowników. Łatwo wyciągnąć wnioski, który z podmiotów bardziej zyskuje na rozgłosie.

PS2. Jeśli nadal nie udało mi się Pani przekonać i nie zamierza Pani usunąć wpisu lub zmienić jego treści, zapraszam na spotkanie do redakcji Mamadu. Chętnie bezpośrednio odpowiemy na Pani zarzuty, spróbujemy nawet namówić bohatera tekstu Kasi, żeby sam Pani opowiedział swoją historię.
Trwa ładowanie komentarzy...