Mali-wielcy bohaterowie nie mają nic wspólnego z brawurą. Każdy happy end zaczyna się w domu

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/15609463@N03/15026442883/]Jamie McCaffrey[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Jamie McCaffrey / CC BY
Jak wychować małego bohatera? Zwyczajnie, bo mały bohater, to zwykły przedszkolak czy uczeń, może tylko odrobinę bardziej spostrzegawczy, może bardziej opanowany, a przede wszystkim nauczony reagować w sytuacji kryzysowej. Poznajcie kilkoro "małych bohaterów", dzieci które wykazały się odwagą i zimną krwią w momencie, w którym trzeba było zadziałać "natychmiast".

Szymek wstał w nocy, bo zachciało mu się pić. Wtedy zobaczył, że jego młodszy brat wymiotuje. Osłabiona mama zajęła się maluchem i kazała Szymkowi zadzwonić na pogotowie. Zrozumiała, że to trujący czad. Kiedy i mama zaczęła tracić przytomność, Szymek przejął inicjatywę. Wysłuchał wskazówek dyspozytorki pogotowia – otworzył okna i drzwi i czekał na przyjazd karetki. Mama Szymka mówi o nim, że jest rozsądny. Że dla niego, to żaden wyczyn, bo i w szkole i na zbiórkach harcerskich uczono go gdzie zadzwonić po pomoc. On tylko umiał tę wiedzę wykorzystać.



Pamiętacie historię Brajana? To sześciolatek, który uratował życie swojemu tacie i kilkudziesięciu innym mieszkańcom kamienicy. Kiedy zorientował się, że jego dom stanął w płomieniach, zaalarmował straż pożarną. Brajan zmarł na skutek zatrucia tlenkiem węgla, został pośmiertnie odznaczony medalem przez prezydenta. W jego rodzinnej Łodzi jego imieniem nazwano plac zabaw, a Stowarzyszenie "Życie po przeszczepie" ustanowiło nagrodę im. Brajana Chlebowskiego, przyznawaną ludziom szczególnie zasłużonym przy przełamywaniu barier społecznych wobec przekazywania narządów do transplantacji.
Siedmioletnia Karolina, dokładnie wiedziała co zrobić, gdy jej cierpiąca na arytmię mama zasłabła i straciła przytomność. Mama Karoliny w stresujących chwilach ma napady duszności, jest to stan zagrażający jej życiu. Kiedy więc Karolina zobaczyła, że kobieta leży bez ruchu na kanapie, szybko chwyciła za telefon, wystukała numer 112 i wezwała pomoc. W domu był jeszcze jej dwuletni braciszek. Dziewczynka dokładnie opisała sytuację oraz wyjaśniła jak dojechać na miejsce wydarzenia. Po całym zajściu mówiła, że mama od małego uczyła ją jak skorzystać z telefonu alarmowego.

Siedmioletni Kuba był w domu z babcią, kiedy do mieszkania wtargnął pijany mężczyzna. Chłopiec tak dokładnie opisał go policjantom przez telefon, że intruza zatrzymano bardzo szybko.

Ośmioletni Damian uratował z pożaru swoją mamę i pięcioletnią siostrzyczkę. Widząc ogień, zaalarmował straż pożarną i sam zaczął gasić płomienie wodą z kranu. Małą Paulinę sam ubrał i wyprowadził z domu.
Przemek, mimo, że nie jest najlepszym pływakiem, uratował życie tonącego chłopca. Dzieci utraciły grunt pod nogami wchodząc do sadzawki. Przemkowi udało mu się schwycić jednego z tonących i wyciągnąć na brzeg.

Te wydarzenia pewnie znacie, chętnie piszą o nich gazety, pokazują media. Dzieci łączy jedno – nauczono je gdzie szukać pomocy w sytuacji zagrożenia. I one tę wiedzę w odpowiednim momencie mądrze wykorzystały.

Historie "małych bohaterów" są bardzo nośne medialnie. Nie zapominajmy jednak o innych młodych bohaterach codzienności. Są dzieci, które odwagą i determinacją odznaczają się każdego dnia. Czy to opiekując się licznym rodzeństwem, czy pomagając niepełnosprawnym rodzicom, czy zmagając z ciężkimi chorobami i warunkami w jakich przyszło im żyć. Walczą o następny dzień. Ich "ciche bohaterstwo", to walka o lepszą, inną przyszłość. Wspierajmy te dzieci. Bo choć ich bohaterstwo może się wydać bardzo prozaiczne i mało widowiskowe, one codziennie "ratują" życia – swoje, rodzeństwa, rodziców, bliskich.
Trwa ładowanie komentarzy...