"Co Cię to obchodzi, przecież to nie Twoje dziecko!". Wciąż nie brakuje bezmyślnych rodziców

Fot. Pixabay / [url= http://bit.ly/1N4oTBv]Unsplash[/url] / [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
Chętnie wtrącamy się w życie innych. Pouczamy jak ubierać, karmić, wychowywać cudze dzieci. Czujemy się w obowiązku wytłumaczyć dzieciom kwestie, które powinniśmy zostawić do wyjaśnienia ich rodzicom. Pamiętam, jak niosłam moje dziecko w nosidełku. Córka miała może wtedy z pół roku. Wyszłam odebrać list na pocztę, dosłownie na 10 minut. Szybko spakowałam Małą w nosidełko i zapięłam na brzuchu. Na przejściu dla pieszych zagaduje mnie starsza pani: – "Takie dzieci mają potem problemy z sercem! Umierają!"– straszy mnie dramatycznym tonem.

Jako młoda, mało asertywna mama nie podjęłam dyskusji. Pewnie sami spotkaliście się z takimi "strażnikami". Mnie interesuje jednak, czy owa starsza pani tak samo zareagowałaby w sytuacjach naprawdę tego wymagających. Z doświadczenia wiem, że ciągle jeszcze mamy problem z reagowaniem, gdy bezpieczeństwo dziecka jest zagrożone.



Jedziemy wąską, osiedlową uliczką. Na pustym chodniku stoi samotny wózek. Zatrzymujemy się "na wszelki wypadek". W wózku niemowlę. Rozglądamy się, wokół żywej duszy. Dziecko śpi. Trzeba szybko podjąć jakąś decyzję. Nagle, z przenośnej toalety po drugiej stronie ulicy wychodzi zdziwiony tata. – "Ale o co Państwu chodzi? Przecież cały czas tu byłem." Zdenerwowana tłumaczę, że jako potencjalnym kidnaperom, ułatwił nam zadanie i podał swoje dziecko jak na talerzu. – "Ale przecież Państwo porywaczami nie są, więc o co chodzi?" Nie mieści mi się w głowie, jak można być tak nieodpowiedzialnym. Tata, który wyszedł na niedzielny spacer, mógł tego dnia wrócić do domu z pustym wózkiem. A nawet bez wózka.
Mała, żeglarska miejscowość. Rodzina przyjechała na jeden dzień, trochę popływać, trochę pospacerować, pozwiedzać. Jest tata z dziesięcioletnią dziewczynką i kilkoro dalszych krewnych. Podczas spaceru tata nie zwraca uwagi na dziewczynkę, chociaż oboje są tu pierwszy raz i nie znają miejsca. Dziecko idzie na samym końcu, potem odległość między nim a resztą rodziny powiększa się. Nikt nie zwraca uwagi na dziewczynkę, kiedy wokół pojawia się coraz więcej turystów. No bo co niby się może stać?
Na placu zabaw bawią się dzieci. Jest gorąco, wszystkie są więc ubrane stosownie do pogody (no, może poza kilkoma wyjątkami:)). Dzieci biegają po piasku, śmieją się, wspinają po drabinkach. Za ogrodzeniem stoi facet, wyciąga aparat fotograficzny i zaczyna robić zdjęcia dzieciom. Dużo zdjęć. Rodzice nie reagują, choć dobrze go widzą. Po kilku minutach jedna z mam podchodzi do mężczyzny, a ten bez słowa odchodzi. Razem z aparatem. No co takiego się stało? Dzieci dalej bawią się bezpiecznie.
Idziesz na spacer. Dziecko, może czteroletnie zasuwa na rowerku. Jeszcze nie radzi sobie bardzo sprawnie. Obok babcia (a może mama? trudno powiedzieć) asystuje mu chwiejnym krokiem. Albo ma problemy z błędnikiem, albo... Wątpliwości rozwiewa oddech babci/mamy? Kobieta jest pijana, nie może sprawować opieki nad dzieckiem. To samo nad Wisłą, na plaży. Kilkoro dzieci bawi się budując babki z piasku, jest upalny dzień, rodzice "pod wpływem". Nikt mi nie powie, że będą w stanie zareagować szybko i sprawnie gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Ale póki co, nic się przecież nie wydarzyło, więc "o co Pani chodzi?"...
Moja Córka jedzie z tatą na zakupy. Przy ruchomych schodach waha się, boi wejść, czeka na tatę (jest jeszcze mała, a poza tym uczyliśmy ją, że na schodach ruchomych trzeba uważać). Nagle jakaś obca kobieta łapie ją za rękę i ciągnie za sobą na schody. Dziecko jest przerażone, tata reaguje szybko i stanowczo: – "Co Pani robi?!" – "Chciałam tylko pomóc, a pan jest nienormalny".

Chce pani pomóc? Proszę się rozejrzeć, zastanowić. Może są sytuacje, w których Pani czujność pozwoli uniknąć prawdziwego nieszczęścia.
Trwa ładowanie komentarzy...