Matka Polka pracoholiczka. „Boże, niech ktoś da mi wolność"

Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/17367470@N05/5847403562/in/faves-58866511@N03/]bluesbby[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr / bluesbby / CC BY
Podjeżdża pod dom o godzinie 20.00. Ale nie wysiada z samochodu. Czeka do 20.30 jak najmłodsza zaśnie. Czasem najchętniej w ogóle, by nie wracała do domu. On foch na całego, dzieci stęsknione, ona wyrzuty sumienia. Ot, los pracującej Matki Polki.

Mail: „Przeczytałam twój tekst: „Droga rodzino, kiedyś wyjdę i nie wrócę". Miałam ciary. Jestem na etapie „nie wrócę". Nie, nigdzie wyjechałam. Uciekłam w pracę". I jeszcze: „Nie miałam wyjścia, mąż stracił dobre stanowisko. Coraz bardziej zatapiał się w sobie. Ktoś musiał zarobić na trójkę dzieci i kredyty.

Ma tylko chwilę i to przez telefon. Jutro o świcie wyjazd do Torunia na weekend – organizuje tam imprezę dla współpracujących klientów. Przyszły tydzień też cały zajęty – wszyscy na urlopach, więc trzy razy tyle obowiązków. Mówi szybko, ale jest pewna siebie.

„Gdzie dzieci?" pytam. Najmłodsza, Polka ( półtora roku) z nianią. Ewa, średnia (lat 5) jest teściową, Najstarsza, Karolina (9 lat) na obozie.

„Mam 37 lat. Mogłabym ostrzegać młodsze kobiety. Byłam zakochaną żoną, perfekcyjną panią domu nie stawiającą granic, w końcu zostałam pracoholiczką. Czuję, że jeszcze kilka miesięcy, a nawet w Tworkach mnie nie wyleczą".

Pięć przykazań matki po przejściach:

Pracuj na swoją pozycję od początku
Nie wierzę w układy, że on pracuje, ona zajmuje się domem. To działa przez chwilę. Po czym on może odejść, może coś mu się stać, może w końcu stracić pracę. Mój mąż: człowiek sukcesu, wysokie stanowisko w bankowości, kolejne awanse. „Nie pracuj, zajmę się nami" mówił. Byłam dziennikarką, ale na etacie tylko chwilę, po studiach. Po urodzeniu Karoliny, w 2006 roku nie wróciłam już do redakcji. Gdy w jego banku były redukcje, ja pisałam tylko dla jednego magazynu. Zarabiałam – mniej więcej – około 2 tysięcy. Na początku żyliśmy z oszczędności. Potem wiedziałem, że muszę szukać pracy. Najmłodsza córka miała pół roku, gdy wydzwaniałam do dawnych koleżanek i prosiłam o zlecenia. A rynek był nasycony. Nawet doświadczeni dziennikarze mają problem z pracą czy nawet fuchami.


Myśl: Złość. Koleżanka, z którą zaczynałam w dzienniku dziś jest naczelną.
Angażuj ojca w obowiązki
Byłam idealną żoną. Matką chyba też. Śniadanie rano, kanapki do pracy, posprzątane, ugotowane, córka zaopiekowana. On nie musiał o nic dbać. Nie wiem czy chociaż raz przewinął Karolina czy był z nią u lekarza. Ale to nie jego wina, moja. Ściągałam z niego domowe obowiązki, bo przecież nie pracowałam. Na początku nawet mówiłam: „usiądź, odpocznij". Potem on przestał pytać.

Ale byliśmy fajną parą. Problem w tym, że gdy stracił pracę, a ja jej szukałam, kompletnie nie mógł się odnaleźć w domu. Wściekły, sfrustrowany. Wtedy zobaczyłam też: on nie ma żadnego kontaktu z dziewczynkami. Jest tylko „mama, mama". Jego złość, że dzieci się nim nie przejmują, moja, bo wszystko było na mojej głowie. Nie mogłam odpocząć nawet sekundy.

Myśl: Frustracja. W sumie na moje własne życzenie.

Nie decyduj się na (kolejne) dziecko jeśli go nie chcesz
Mnie na trzecie dziecko namówił mąż. Inaczej – bardzo mu zależało. Namawiały mnie też przyjaciółki, obracam się w środowisku rodzin wielodzietnych. Ale ja byłam jedynaczką. I naprawdę oo urodzeniu Ewy miałam już dość. Szczególnie, że była wymagająca. I to nie było proste macierzyństwo – żółtaczka, kolki, potem rehabilitacja. Ćwiczenia, których mała nienawidziła robić. Wszystkie dni do bólu podobne. I ja coraz bardziej zmęczona. „Milion razy wolałabym spędzić dzień w pracy" mówiłam ukochanemu, gdy nie rozumiał czym ja właściwie jestem taka zmęczona. Urodzenie Polki – kolejna rewolucja. Było gorzej niż myślałam, ciążę przeleżałam, wtedy też dowiedziałam się, że mąż stracił pracę. „Poradzimy sobie" powiedział. Pola całymi nocami płakała, ja miałam problemy z kręgosłupem. Ból i wkurzenie – to były wtedy moje najsilniejsze emocje. Do tego poczucie winy – że nie kocham Poli tak jak, na przykład, Karoliny.
Nie obiecuj pracodawcy, że może zawsze na ciebie liczyć
Wiele jesteśmy w stanie obiecać, gdy szukamy pracy i nie mamy bardzo mocnego CV. Moje plusy to jednak kontakty. I języki. Pracę dostałam dzięki dobrej znajomości rosyjskiego i włoskiego. I nie w dziennikarstwie, tylko agencji PR. Pierwsze spotkanie. Słyszę samą siebie: „Oczywiście, że to ogarnę", „Pracujące weekendy? Dam radę". Prawda jest taka, że wcześniej wysłałam chyba ze sto CV. Zaproszono mnie na trzy rozmowy.

Wpadłam po uszy z tą pracą. Wyciągnijcie kobietę z domu, po trójce dzieci, dajcie jej stanowisko, doceńcie. Da się pokroić. Więc kroiłam się. Nie zamykałam laptopa. Wyjeżdżałam. W pokoju hotelowym przespałam swoją pierwszą noc od wielu lat. I ta cisza. Nie musisz gotować, sprzątać, rozmawiać, leżysz na hotelowym łóżku i przerzucać kanały. Tak właśnie widzi szczęście zmęczona matka i żona.

No i rozmowy. Nagle nie pieluchach, szkole dla dziecka, przedstawieniu w przedszkolu. Nie z innymi matkami, tylko z ludźmi. Wciągające. Ale i bardzo ryzykowne. Bo szef widzi twoje zaangażowanie i jest to pierwszy człowiek od dawna, który docenia twoją pracę (tej domowej nie doceniał za bardzo nikt).

Przez ileś miesięcy walczysz o balans. To znaczy dajesz z siebie 100 proc i tu, i tu. Tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Również coraz bardziej sfrustrowany mąż, najstarsza córka, która chce, żebyś pomogła jej odrobić lekcje, średnia, które chce się bawić w księżniczki i najmłodsza. Po prostu zbyt mała, by być bez matki.

Nie przekraczaj granicy równowagi
Po iluś miesiącach robisz szybki bilans. Wasze życie musi się zmienić. On szuka pracy, trudno, jest wściekły. Musi się wziąć do roboty w domu, bo nie jesteś w stanie również sprzątać i gotować. Zaczynają się awantury, pretensje i fochy. A w biurze masz miłych kolegów. Uciekasz od tego kto cię wciąż ocenia, krytykuje. To instynkt. Wolisz wstać o piątej i pojechać do firmy niż minąć się z nim w drzwiach łazienki i usłyszeć: „Znowu będziesz nie wiadomo kiedy?".

Zagryzacie się wzajemnie i myślicie: „jakoś to będzie". Tylko, że jest coraz gorzej. Płaczesz w łazience. Bo średnia córka pobiła koleżankę i krzyczała, że chcesz do mamy, a ty nie możesz wyrwać się z biura, bo robisz prezentację. Bo najmłodsza córka reaguje płaczem na twój widok, a starsza mówi: „wciąż nas zostawia".

Argumenty są logiczne: musisz zarabiać. Jest też inny argument: chcesz, żeby oni, domownicy, dali ci święty spokój. Przecież to wszystko dla innych. Tylko głos rozsądku podpowiada ci, że …. ty po prostu od nich uciekasz. I to jest już błędne koło.

Myśl: W pracy jest po prostu fajniej. Musisz odpoczywać
Z nerwów nie śpisz, nie jesz. Matka musi być perfect nawet jak zarabia na rodzinę. Ona po prostu musi ogarnąć wszystko. Teściowa: „Ale ty masz brudno". Ty….

Marzysz o samotności. Zastanawiasz się: „Po co mi była trójka dzieci?". Ale nie mówisz tego nikomu. Ciężko jest tłumaczyć, że to nie znaczy, że ich nie kochasz. Kochasz, ale najbardziej to jesteś zmęczona. I właśnie nie pracą, tylko domem. To chyba dziwne, że matka czeka na poniedziałek?

Myśl: Co ze mną jest nie tak?

Teraz są wakacje. I ja nie tęsknię za dziewczynkami. Z paniką odliczam dni do ich powrotu. Ile jeszcze mi zostało wolności.

Obiecałam sobie, że wszystko zmienię. Porozmawiam z mężem, zaproponuję mu terapię, że sama na nią pójdę. Życie mi umyka.
Trwa ładowanie komentarzy...