Czy tancerka Go Go może być dobrą matką? Polowanie na czarownicę, czyli historia Małgorzaty

Tak, właśnie Małgorzaty. Nie Małgosi, Gosi, Goni. Małgorzata prosi by tak się do niej zwracać, bo czuje się wtedy lepiej. Jak prawdziwa, pełnowartościowa Osoba. Od momentu kiedy na Facebooku kolega ze studiów skomentował jej zdjęcie, nie wie już komu zaufać, kto jest po jej stronie. Ale chce rozmawiać i opowiedzieć swoją historię. Nie ma już siły i brak jej pomysłów jak ochronić swoje dziecko przed ludźmi. A ludzie gadają i komentują. Czy tancerka Go Go może być dobrą matką?!

Małgorzata ma 32 lata i jak podkreśla – pochodzi spod Szczecina. – Czy na pewno chcesz żeby o tym pisać – pytam, bo wiem jak wygląda nasza małomiasteczkowa mentalność. – Rozniosą Cię – mówię.
– Roznieśli mnie już dawno, tutaj – odpowiada. Czyżby wielkomiejska mentalność była podobna?



Małgorzata w szkole była bardzo dobrą uczennicą. Dostała się bez trudu na upragnione studia do Warszawy. I na początku wszystko szło świetnie. Potem stało się coś dziwnego.

Zaczęło się banalnie. Suma, jaką co miesiąc otrzymywała od rodziców, okazała się niewystarczająca by utrzymać się w dużym mieście. A może to potrzeby Małgorzaty stawały się coraz większe? Sama przyznaje, że przeszła etap zachłyśnięcia się wielkim miastem, nocnym życiem, nowymi, nie zawsze korzystnymi znajomościami.

Do domu jeździła coraz rzadziej, weekendy coraz częściej spędzała w klubach. Pracy nie szukała. Praca ją znalazła. Małgorzata została ekskluzywna panią do towarzystwa. I choć nie zawsze chodziło o seks, rzecz nazywa otwarcie – Byłam drogą dziwką.
Spotykała się na godziny, weekendy, dwutygodniowe wakacje z panami “na pewnym poziomie” . – To nie byli przypadkowi mężczyźni – usprawiedliwia się.

Opiekun, który “załatwiał” jej kontakty bardzo dbał o jej bezpieczeństwo. W końcu, dla niego to był złoty biznes. Dla niej też. Nie potrafiła jednak pogodzić swojego zajęcia ze studiami, a dla swoich klientów musiała być dyspozycyjna. Po trzecim roku schowała indeks do szuflady. Przepracowała tak kilka lat, kupiła mieszkanie, samochód. Rodzicom powiedziała, że na studia wróci, a teraz znalazła świetną, dobrze płatną pracę. Jest asystentką w międzynarodowej firmie. Podziwiali ją.

Zakochała się. On, klient, żonaty, majętny prawnik. Rozwiódł pewnie połowę celebrytów w naszym kraju. Siebie nie chciał, nawet wtedy, gdy Małgorzata zaszła z nim w ciążę. Dziecka oficjalnie nie uznał (żona o jego kilkuletnim romansie nie wie), ale płaci co miesiąc umowne alimenty, które pozwalają na spokojne życie.

W rodzinie Małgorzaty następują pierwsze zgrzyty.

– Nie tak Cię wychowałam – reaguje stereotypowo mama, która kocha wnuczkę i nie może znieść myśli, że dziecko wychowuje się bez ojca. – "Co ludzie powiedzą" to jej motto życiowe – mówi Małgorzata. Dlatego nigdy nie powie Mamie, że była prostytutką. Ale tak to już jest, że w rodzinie Małgorzaty, typowo patriarchalnej i konserwatywnej, o wielu rzeczach się nie mówi.
Wygląda na to, że słabo się znamy – myśli głośno Małgorzata i opowiada dalej.
Chce być niezależna, dlatego kiedy Olka kończy rok, zaczyna szukać pracy
Przyzwyczajona do dużo wyższych zarobków niż oferują jej na stanowisku sprzedawcy w sklepie z odzieżą, odgrzewa stare kontakty. W dzień zajmuje się Olą, a w nocy tańczy w klubie Go Go, w centrum stolicy. Nie spotyka się już z mężczyznami, nie ma nawet chłopaka. Zarabia tyle, ile chciała, ale nie ujawnia konkretnej sumy. Na noc z Olą zostaje opiekunka, pani Basia. Ona jedyna wie. I nie potępia. Weekendy spędzają we dwie, mama i córka. Małgorzata jest cudowną mamą, czułą i kochaną.

Mijają kolejne dwa lata i Ola idzie do przedszkola
Jest dobrze. Małgorzata zaprzyjaźnia się z kilkoma mamami, chodzi na zebrania, podczas wycieczek angażuje się jako pomoc w opiece nad maluchami. Nowe znajome komplementują jej styl, figurę, wymieniają się z nią numerami telefonów. W ich umysłach funkcjonuje jako gospodyni domowa, żona lub partnerka majętnego biznesmena.

Na ferie zimowe Małgorzata zabiera córeczkę w góry, szaleją na śniegu, lepią bałwana i robią sobie śmieszne zdjęcia. Jedno z nich Małgorzata umieszcza na Facebooku i podpisuje "Ja i moja największa miłość".

Trzy minuty później znajomy ze studiów (taki, którego nawet dobrze nie pamięta) dodaje komentarz: "Ciekawe czy wie, czyj to bachor". Do wieczora pojawia się kilkanaście innych komentarzy, ale Małgosia ich nie widzi, zajmuje się dzieckiem. "Dziwka", "Prostytutka", "Droga jest?" komentarze zdążą przeczytać inne mamy z przedszkola Oli, zanim przerażona Małgorzata usunie zdjęcie. Czujni są już poinformowani i dzielą się elektryzującą nowiną. "Mama Oli z naszej grupy, to zwykła dziwka".

Ludzie patrzą
Małgorzata wraca do Warszawy, Ola do przedszkola. W progu wita się z koleżankami i kolegami, a jej mama uśmiecha się. W odpowiedzi otrzymuje nieodgadnione spojrzenia. Rodzicielki trzymają swoje dzieci kurczowo za ręce, jakby taniec w klubie Go Go był zaraźliwą chorobą przenoszoną przez dotyk lub prątkowanie.

– Może tylko jej się tak wydaje, może jest przewrażliwiona? – pytam – Nie – kiwa głową. Jedynie mama Krzysia wyciąga do niej rękę na powitanie. – Cześć, wypoczęłaś! Miło Cię widzieć. "Wie czy nie wie?" – kołacze się w głowie Małgosi.

Następnego dnia jest gorzej. Rano w szatni tłok, tatuś Pawełka, ten ze złotym krzyżykiem na owłosionej klacie, przeciska się obok i niby przypadkiem ociera o jej biust. – Co pan robi?! –pyta oburzona Małgorzata. – Chyba jest pani przyzwyczajona... – uśmiecha się porozumiewawczo mężczyzna. Małgorzata wychodzi z przedszkola i łzy napływają jej do oczu. "To minie" – myśli. Znajdą sobie inny temat, inną historię.
Ludzie gadają
W przedszkolu dzieci rozmawiają o zawodach. Pani pyta maluchy czym zajmują się ich rodzice. Kiedy przychodzi kolej Oleńki, wychowawczyni robi się czerwona. Ona też już wie. –No, Oleńko, to powiedz nam co robi Twoja Babcia? – zagaduje pani. Ola nie rozumie. Wie, że mama jest z zawodu tancerką. No i dlaczego inne panie od kilku dni patrzą na Olę ze współczuciem i częściej niż zwykle przytulają?

Na zebraniu Małgorzata chciałaby podjąć temat, ale nie wie od czego zacząć. – Z prostytucją już dawno skończyłam nie jestem niczyją utrzymanką, alimenty należą się mojej córce. Mam wstać i powiedzieć głośno "Tak, tańczę w klubie, to jest moja praca, nie robię nic złego!"? Dlaczego muszę się tłumaczyć ze swojego życia obcym osobom? Kto im daje prawo mnie oceniać?

Kiedy wychowawczyni pyta, czy są chętni by poczytać dzieciom bajki podczas zajęć, Małgorzata zgłasza się natychmiast, wywołując szepty wśród pań i znaczące uśmiechy na twarzach panów. – Dziękujemy, a może ktoś jeszcze? – słabym głosem odpowiada wychowawczyni.

Małgorzata wie, że musi to przeczekać. Dziwi się jednak, Warszawa to duże miasto, skąd te reakcje? Rodzice dzieci z grupy Oleńki to inteligentni, wykształceni ludzie. Chętnie organizują pomoc dla potrzebujących i wykluczonych, niejednokrotnie rozmawiała z nimi na różne tematy. Miała wrażenie, że ich zna. Zmieniła styl ubierania, nie często odsłania nogi, nie chce by komentowali. Tylko z mamą Krzyśka rozmawia tak, jak dawniej.
– Teraz są wakacje, zabieram Olę nad morze – cieszy się – Będziemy we dwie, tak zwyczajnie. Mama i córka.

Podajemy sobie ręce na pożegnanie, wymieniając kilka maminych uwag. Zupełnie zwyczajnych. Że po wakacjach buciki znów o numer większe, że nie wiadomo ile dzieci będzie teraz w grupie Oli. Nie oceniam, nie piętnuję w myślach. Widzę ciepłą, mądrą kobietę. Mamę.
Trwa ładowanie komentarzy...