"Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno". To nie prawa Murphy'ego, to rodzicielstwo!

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/patdavid/5802238803/]Pat David[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr/Pat David / CC BY-SA
Kto nie zna praw Murphy'ego? Jest ich ponad setka i wszystkie zawsze aktualne. A jeśli odniesiemy je do życia rodzica, można by pomyśleć, że autor stworzył je ze specjalna dedykacją dla dzieciatych.

Przeglądając ostatnio Facebooka natknęłam się na post, w którym mama opisywała swoją poranną "katastrofę" popartą dowodem naukowym w postaci prawa Murphy'ego. — Nie wiem jak to się dzieje, ale bez względu na to, czy przebiorę się pół godziny przed wyjściem czy na progu gospodarzy (zanim nacisnę dzwonek do drzwi), ona i tak uleje dopiero, gdy będę w wyjściowych ciuchach! — całość zgrabnie została skwitowana hasłem "wyjście z broszką".

Po krótkiej analizie doszłam do wniosku, że te prawa podświadomie zostały stworzone dla nas, rodziców. Bądź, co bądź przecież musimy traktować codzienną dawkę "fackupów" z przymrużeniem oka dla własnego zdrowia psychicznego, no i oczywiście nie zapominajmy, że dzięki nim jesteśmy jedyną grupą optymistów w tym kraju.

A jak wyglądałyby prawa Murphy'ego dla rodziców? (pamiętajcie, że każda katastrofa ma zawsze pozytywne strony!)

1. Zachodzenie w ciążę


Każdy wie, że gdy bardzo chcemy zazwyczaj się nie udaje. Jednak jest mocno prawdopodobne, że dwie kreski na teście pojawią się w zupełnie niewyjaśnionych okolicznościach, gdy spełnimy kilka warunków: stracimy stałą pracę, czeka nas duża zmiana/wyjazd/przeprowadzka lub zwyczajnie to nie jest "najlepszy moment".


Dodatkowo zwiększymy swoją szansę na poczęcie, gdy dostaniemy ekstra propozycję pracy w ekstremalnych warunkach lub siostra też jest w ciąży, więc nie dostaniemy w spadku ubranek i tego całego majdanu po jej pierwszym dziecku.

Badania całkiem nienaukowe potwierdzają tę regułę, a po szybkim rekonesansie w moim otoczeniu nie mogę jej podważyć.

PLUSY? No przecież się w końcu udało, o co chodzi?

2. Wspólny poród

Jeżeli zaplanujesz sobie poród, bardziej niż pewne jest, że przebiegnie on zupełnie inaczej.

"Inaczej" zazwyczaj można zmierzyć w zestawieniu ile kilometrów do szpitala zabrakło, żeby On zdążył z godziną narodzin dziecka.

PLUSY? Przynajmniej było szybko...

3. Choroba dziecka

Dzieci chorują w piątek wieczorem lub w nocy, wtedy gdy nie możesz ich zabrać do lekarza. To święte prawo weekendu. Chorują również, gdy macie wyjechać na wakacje lub iść na ślub znajomej. Oczywiście na zapominajmy o chorowaniu w terminie długo oczekiwanej wizyty u lekarza specjalisty lub planowanym szczepieniu.

Prawdopodobieństwo wystąpienia choroby zakaźnej (łatwo zaraźliwej) jest wprost proporcjonalne do wielkości uroczystości i liczby gości.

PLUSY? Możliwe, że w już w sobotę wieczorem będzie zdrowe jak młody bóg. Unikniemy tłumaczenia się przed szefem i kolejnego zwolnienia. Zawsze możemy wyłgać się z niepożądanego spotkania/imprezy zasłaniając się chorobą dziecka.

4. Wózek, czyli sztandarowa reguła "na odwrót"

Jeżeli zabierzesz ze sobą wózek, dziecko będziesz nieść na rękach lub gonić (z tym zafajdanym, nieużywanym wózkiem), jeżeli go nie zabierzesz, na bank twoje dziecko będzie umierać na syndrom "bolącej nogi". Wniosek: czego byś nie zrobił, i tak będziesz je nosić kilometrami. Wózek prawdopodobnie nie jest potrzebny, przyda ci się tylko wtedy, gdy nie będziesz go miał.

PLUSY? Bardzo się do siebie zbliżycie, to istny bombing love na spacerze. Zrzucisz te parę kilo, gdy do obciążenia (jakim jest dziecko) dołożysz solidną torbę zakupów.

5. Aparat fotograficzny - klątwa czasu

Masz doskonały aparat fotograficzny, dopóki nie zamierzasz go użyć. Twój telefon jest niezawodny i ma ogromną pamięć, dopóki nie musisz zrobić tego "jedynego" zdjęcia. W momencie, gdy twoje dziecko zrobi coś niesamowitego (pierwszy krok, pierwszy uśmiech) twój sprzęt się zawiesi. Każda technologia jest niezawodna dopóki działa, a nie działa wtedy, gdy powinna najbardziej.

PLUSY? Skoro już wiesz, że nie zrobisz tego zdjęcia, możesz nie tracić na to czasu i w pełni uczestniczyć w tym wydarzeniu ;).

6. Sikanie i nie tylko

Twoje dziecko nie chcę siku, dopóki mu się nie zachce. A zachce mu się dopiero wtedy, gdy tobie zachce się z tego powodu odgryźć sobie głowę.

Kiedy wychodzisz z domu twoje dziecko nigdy nie chce siku. Tuż po wyjściu też nie chce. Dopiero gdy stoisz w gigantycznej kolejce w supermarkecie lub nie masz pod ręką nawet pół metra kwadratowego trawy – wtedy chce mu się najbardziej. Wyjątek stanowią zamknięte przestrzenie, z których nie można od razu wyjść np. autobus – wtedy chce kupę (i nie tylko chce, Ono ją zrobi!).

PLUSY? Wiesz, że to się stanie. Możesz próbować oszukać przeznaczenie. Istnieje szansa, że jeśli spędzisz całe życie poruszając się wokół ToiToi'a twoje dziecko nie zrobi kupy – nigdy ;).

7. Sprzątanie

Podłoga jest jak wall na Facebooku, nie masz wpływu na to, że każdy wrzuca tam coś od siebie. Absolutnie pewne jest, że gdy tylko odłożysz mopa, twoje dzieci przypadkiem coś rozleją lub rozsypią, wbiegną w ubłoconych butach, popchną cię przypadkiem i rozlejesz brudną wodę z wiadra.

PLUSY? Jeżeli umyjesz podłogę kilkukrotnie, będzie bardzo czysta!

8. Sen

Obojętnie, która jest godzina i jak długo czekałeś, aż twoje dziecko zaśnie. Gdy tylko to zrobi, ktoś zadzwoni do drzwi/energicznie zapuka/telefon rozedrze się syrena alarmowa. Ewentualnie twoje dziecko obudzi się, gdy tylko wejdziesz pod prysznic lub nałożysz farbę na włosy.

PLUSY? Możesz bardzo dokładnie zaplanować swój dzień, będziesz wiedzieć, kiedy spodziewać się niespodziewanych gości.

Pamiętajcie, że "doświadczenie to coś, co zdobywasz tuż po chwili, w której tego potrzebowałeś" i dokładnie sprawdza się to w kwestii doświadczenia wychowawczego ;)

A wy jakie prawa Murphy'ego dla rodziców dodalibyście od siebie?
Trwa ładowanie komentarzy...