Gdy Kotów nie ma Myszy buszują. 9 rzeczy, o których zapominamy, gdy nie ma dzieci

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/martinaphotography/7154307892/]martinak15[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/martinak15 / CC BY
Rzeczywistość zmienną jest. Szczególnie gdy wyznacznikiem zmian jest obecność lub brak dzieci. Moje pojechały przed chwilą, przyjaciółki tydzień temu, a koleżanek w pracy z końcem czerwca. Rozmawiamy w Redakcji o tym, jak zmieniło się na życie (ach!) i jak szybko jesteśmy w stanie zapominać o tym, co działo się w ciągu roku.

Zbieram redakcyjne zapominajki. Oto 10 rzeczy, o których zapominamy, gdy dzieci nie ma w domu:
1. Rytm okołodobowy. Coś takiego istnieje? 6.30 pobudka? Jaka pobudka? Przed 8 ledwo otwieram oko, bo pies popiskuje, by go wypuścić na dwór (następnym razem wysyłam psa na wakacje). 22.00 to czas odpoczynku? Ależ skąd! To dopiero początek wieczoru, który warto zakończyć tak, by zdążyć na 10.00 do pracy. Nowe życie, nowy rytm.



2. Regularne posiłki. Raczej regularnie mało. Z lodówki znika masło, parówki, mięso. Z szuflady znika pieczywo. Toster ląduje na najwyższej półce. Jem, gdy mam ochotę. Jem, gdy dźwięki z mojego układu pokarmowego zaburzają homeostazę innych. „Jem o bardzo dziwnych porach i sięgam po znienawidzone w moim domu produkty. Krewetki, małże, szpinak, łosoś, cukinia- wracają do łask.”

3. Pranie, prasowanie, sprzątanie i tego typu nudy. „Nagle odkrywam mnóstwo nienoszonych ubrań, które zalegają na najwyższych półkach szafy.” „Tyle tego, że można prać raz na tydzień i wystarczy”. „Odkurzacz ładowany akumulatorem znajduje wreszcie swoje zastosowanie”. „Przelatuję dół raz na dwa dni i wystarczy. Nie ma okruchów, piachu ani resztek jedzenia. Tylko pies rozwala co jakiś czas maskotkę i trzeba zmieść trociny”.

4. Etat kierowcy. Zawożenie przywożenie od poniedziałku do piątku, każdego dnia bez wyjątku. Szkoła, języki, konie, tenis, basen i tak dalej. „Teraz jeżdżę tylko do sklepu po mleko lub waciki”. „A ja do Centrum Handlowego na wyprzedaże”.

5. Rozwój „ogólnonaukowy”. Koniec z przyrostem wiedzy o Władysławie Łokietku, Bitwie pod Cedynią czy upadku Państwa Krzyżackiego. Koniec z fascynującymi informacjami o tym, jak powstaje bryza morska i jak obliczać położenie względem poziomu morza. Koniec z budową materii czy liścia. Żegnajcie: Bracie Lwie Serce, Chłopcy z Placu Broni, Stasiu i Nel!
6. Zasady, tablica, plan. Jaki plan? Jakie zasady? Chyba tylko jedna: „carpe diem”. „Z ulgą zdjęłam z naszej lodówki tygodniowy rozkład jazdy. Na to miejsce przyczepiłam zdjęcie super modelki, aby mnie motywowało”. „Mam czystą tablicę i brak planu. Kocham to!”. „Moją zasadą jest brak zasad! Wreszcie można porządnie zakląć. K….a”.

7. Celibat towarzyski. Wciąż nie było czasu spotkać się ze znajomymi, reagowałaś śmiechem na propozycję „kawki po pracy”. Jak, gdzie, kiedy? Po pracy do domu na płytkim wydechu i runda zajęć pozalekcyjnych. A teraz? Jaki celibat? Weekend z przyjaciółmi, kawa z dawno nie widzianą koleżanką po pracy, wieczorem kino. Przecież jesteśmy takie towarzyskie!

8. Pruderia. „Wreszcie mogę chodzić nago po domu. Nie zamykam drzwi łazienki”. „Czuję się totalnie swobodnie”. „Nie udaję, że jestem aseksualna”. „Zdejmuję stanik już na progu i rzucam gdzie popadnie”. „Chodzę bez majtek”.

9. Seks po cichu i nie tylko ciemną nocą. „To jest czad! Odżyliśmy! Okazało się, że lubimy po południu”. „Wreszcie go słyszę!”. „Mój nawet zaczął przeklinać i…to jest fajne!”. „Jest nam cudownie i robimy to kilka razy dziennie, jakbyśmy mieli 18 lat.”

Rozmarzyłyśmy się swoim życiem. Hanka tylko syczy, byśmy się uciszyły, bo jej trzoda nadal w domu. Olka nagle „Boże, co my zrobimy, jak one wrócą”. Cóż. Napiszę o tym tekst. Albo kilka. A tytuł już mam: „Powrót jeźdźców Apokalipsy”.

PS: Wszystkie bardzo kochamy swoje dzieci.
PS2: Kochamy też jak wyjeżdżają na wakacje.
Trwa ładowanie komentarzy...