Ty to masz dobrze – mówią znajomi. Akurat, szewc bez butów chodzi – myślisz. Niepotrzebnie!

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/gareth1953/17027963648/]Gareth Williams[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Gareth Williams / CC BY
— Ty to masz dobrze — mówią znajomi, zazdrośnie analizując nasze życie uczuciowe. — Twój mąż psycholog pomoże Ci poradzić sobie z kryzysową sytuacją... Wy to chyba nie macie problemów...A z dziećmi radzicie sobie na pewno świetnie. Takie stereotypowe myślenie o związkach jest częste, choć przecież nie od dziś wiadomo, że szewc bez butów chodzi, a żony lekarza nie ma kto leczyć.

— Czy mogę wpaść ze swoim laptopem, to Maciek by spojrzał? — biorę głęboki oddech i przygotowuję dyplomatyczną odpowiedź — Kasiu, Maciek ma dziś bardzo dużo pracy i nie wiem kiedy będzie w domu. Może ja spojrzę?— Ok, to wpadnę za godzinę…



Kasia, blogerka i mama bliźniąt w wieku przedszkolnym, próbuje połączyć etat mamy ze swoją pasją. Od trzech lat większość sobót i niedziel w jej kalendarzu jest zajęta, bo Kasia z powodzeniem wykonuje zawód fotografa ślubnego. Obsługa strony internetowej to dla tej artystycznej duszy jednak ciągle sfera wiedzy tajemnej, więc kiedy raz w tygodniu na ekranie telefonu wyświetla się numer Kasi, wiem już, że będzie potrzebowała pomocy.

— Ty to jednak masz dobrze, że masz męża informatyka — (Informatyka?! Programistę! Od ślubu wiem, że to ogromna różnica, choć chyba nadal nie potrafię jej zdefiniować) — Zawsze masz pod ręką pomoc w razie problemów z kompem...

— Tak — odpowiadam głośno, a w myślach przypominam sobie ostatnią wymianę zdań z moim ukochanym. Nie potrafiłam umieścić zdjęcia na blogu: było za duże. — Nie umiesz? Przecież to proste...Popróbuj sobie, bo ja muszę popracować.

Ostatecznie uniosłam się honorem i sprawdziłam w internecie. Google odpowiedź na moje pytania znał i podzielił się nią natychmiast, a ja nabyłam nową umiejętność.

Konkluzja pierwsza:
Nie ma takiego pytania, na które nie można znaleźć odpowiedzi. Przynajmniej w Google. :)
W oczekiwaniu na Kasię, zaczynam przygotowywać obiad. Patrzę na moje zdrowe marcheweczki i gotowanego indyka, a myślami błądzę wokół beztroskiego okresu studiów.

Ewa, ta to ma super… Jej mąż, szef kuchni w pięciogwiadkowym hotelu gotuje smacznie i z fantazją. W okresie narzeczeństwa zaskakiwał wymyślnymi potrawami, rozpieszczał kubki smakowe i ‘wypróbowywał’ na niej swoje pierwsze przepisy. W ciąży Ewa jadła zdrowo, smacznie i różnorodnie. Teraz maja roczną córeczkę i piękny, mały domek na obrzeżach miasta. Dawno się nie widziałyśmy, więc obierając ziemniaki wybieram numer Ewy i przełączam na tryb głośno mówiący.

— Hej, co robisz?— zagaduję energicznie — Stoję przy garach — pada odpowiedź — Paweł wróci bardzo głodny.

Z rozmowy wynika, że Paweł od pojawienia się na świecie małej nie gotuje, bo po prostu nie ma na to czasu. Zaopatrzeniem w produkty żywnościowe zajmuje się teraz Ewa zmuszona wyeliminować ze swojej diety masę produktów, w tym mleko. Na rocznicowe obiady chodzą do restauracji, a wieczorami przegryzają kanapki. Ewie brakuje trochę tego celebrowania wspólnych momentów pysznym jedzeniem, ale zmianę uznaje za naturalną kolej rzeczy.

— Uczę się gotować na pierwszych zupkach Mani — mówi— i to wcale nie jest proste, ale radzę sobie coraz lepiej.

Konkluzja druga:
Samodzielność popłaca i sprawia, że nabierasz pewności siebie. Przynajmniej, jeśli chodzi o gotowanie :).
Kończymy szybko, a ja zacinam się w palec. Krwawiąc biegnę do łazienki po plaster i przypominam sobie Basię, żonę internisty i ratownika medycznego w jednym. Poznali się na studiach i razem zakuwali do egzaminów. Potem on zaczął pracę w szpitalu i prywatnym pogotowiu, a ona została w domu, z trójką dzieci (dwójką wspólnych i jednym z pierwszego związku Basi). Basia porady medyczne z zakresu pediatrii ma wyciągniecie ręki— myślę, ale za chwilę przypominam sobie naszą rozmowę sprzed tygodnia.

Ostatnie, wspólne wyjście do piaskownicy, prócz salw śmiechu na wspomnienie dawnych wypadów w góry, przyniosło też osobiste refleksje żony lekarza. Partner Basi, do reszty pochłonięty pracą w szpitalu i prywatnej przychodni, właściwie nie uczestniczy w życiu rodzinnym. Kiedy wraca z dyżuru, jedyne, o czym marzy to odpoczynek. Szczepienia, ospy, różyczki konsultowane są u zaprzyjaźnionej pediatry.

Są jednak i jasne strony związku z lekarzem. Kiedy w marcu mama Basi z podejrzeniem zawału trafiła do szpitala, w którym pracują znajomi Michała, otrzymała najlepszą opiekę i warunki, o których zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć.

Konkluzja trzecia, końcowa:
Gdy wykończony pracą zawodową partner lub partnerka marzy, by po powrocie do domu odpocząć i zapomnieć o obowiązkach służbowych, postaw się w jego sytuacji. Przecież Ty odczuwasz dokładnie to samo na myśl o obowiązkach domowych. I dajmy spokój znajomym. Choćby przysięgali, że “mają lepiej”, nie mają. Mają tak samo ;)

PS: Wieczorem z pracy wraca Mój Mąż. Nieco później niż zwykle, za to obładowany zakupami. Truskawki, kurczak, migdały… W nic mi się to nie układa.

No, co? — mówi — będzie pyszna kolacja, wymyśliłem taki przepis… a tu, masz na Twój ból głowy, pani w aptece poradziła, podobno bardzo dobry środek...
Trwa ładowanie komentarzy...