In vitro? Zostawcie rodziców i ich dzieci w spokoju! Czasami się wstydzę, że mieszkam w tym kraju!

Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/ch%C5%82opiec-szukam-p%C5%82ot-529065/]Greyerbaby[/url] / [url=  http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]
Fot. Pixabay/Greyerbaby / CC O
Nie angażuję się politycznie, co więcej, nie znam się na polityce tak, by być partnerem do rozmów tych, którzy na jej gruncie się spierają. Obserwuję, wyciągam wnioski, według własnego sumienia wybieram mniejsze zło podczas wyborów. Buduję swoje opinie nie w oparciu o dyskusje i kłótnie między politykami, ale na podstawie ludzkich decyzji.

Ostatnie kilka dni spędziłam z dala od tak zwanej cywilizacji. Słaby zasięg i mało sprzyjająca pogoda sprawiły, że kompletnie zostałam odcięta od jakichkolwiek informacji. Moim największym problemem było, jak wydostać się spomiędzy konarów drzew nie wychodząc na rzece z kajaka i ile razy machnąć wiosłem, by na zakręcie nie osiąść na mieliźnie.

Wracam ze spływu kajakowego, z którego najwięcej czerpały dzieci i podczas którego my dorośli ponownie od naszych pociech mogliśmy wiele się nauczyć i myślę sobie, jaki to dar móc posiadać dziecko, które mobilizuje cię do aktywności, do poszukiwania atrakcyjnych rzeczy, poznawania nowego. Jak fantastycznie jest obserwować dzieci, podsłuchiwać ich rozmowy, śmiać się razem z nimi. I tak wracam pełna optymizmu i chęci do pracy, zasiadam przed komputerem i pierwsze, co widzę, to zagorzałą dyskusję na temat in vitro. I krew mnie zalewa, bo oczywiście głos w sprawie zabierają ci, którzy dzieci nie mają i nigdy mieć nie będą.

Jestem pogodzona z tym, że nasz kraj jest w dużym stopniu katolicki, że Kościół od zawsze zaznaczał tu swoją władzę, wzmacniał ją różnymi sposobami, zresztą z tak samo różnym skutkiem. Dziś dla wielu Kościół jest opiniotwórczą instytucją, po której wsparcie sięgają często co niektórzy politycy, tymczasem władze Kościoła doskonale zdają sobie sprawę, że im głośniej teraz będą krzyczeć, grozić i upominać, tym większą mają szansę po wyborach parlamentarnych wzmocnić swoją pozycję, która zachwiana jest i słabnie od ponad dwudziestu lat.
Mam wśród swoich znajomych (bliskich i dalszych) takich, którzy zdecydowali się na zapłodnienie metodą in vitro. Jedni długo starali się o dziecko, leczyli się z niepłodności, ich małżeństwo niemal się rozpadło i pomimo swojej wiary, religijnych przekonań zdecydowali się na in vitro. Dziś mają dziesięcioletnią, wspaniałą córkę, którą kochają ponad życie – tak jak każdy rodzic swoje dziecko. Inni do dziś nie mogą wykończyć domu, bo wszystkie odłożone pieniądze przeznaczali na in vitro. Kilka nieudanych prób, załamanie nerwowe, a dziś jest z nimi dwuletnia córka, rezolutna i roześmiana, taka mała gwiazdka w naszym towarzystwie.

Znam kobietę, której syn jest z nią dzięki in vitro
i taką, dla której macierzyństwo było spełnieniem jej marzeń. Zwierzyła mi się kiedyś, że gdyby nie możliwość zapłodnienia in vitro i nadzieja, którą ta metoda jej dawała, nie byłaby tu, gdzie jest teraz – szczęśliwa w małżeństwie, spełniona w roli matki. Tak naprawdę przykładów mogłabym mnożyć. Bo kiedy rozejrzałam się wokół, okazało się, że rodziców, którzy zdecydowali się na zapłodnienie in vitro jest wielu. Dla żadnego z nich nie była to łatwa decyzja. Wśród dzieci tych znajomych nie ma ani jednego chorego, z upośledzeniem, którego źródłem byłaby „probówkowa” wada genetyczna. Jedyne, czym są naznaczone, to piętno, które próbują wycisnąć na nich osoby, które nie decydowały o ich przyjściu na świat.


Nie mogę słuchać tego, co mówią o tych dzieciach i ich rodzicach ludzie wypowiadający się publicznie. Nieustannie zastanawiam się, jak mogą rościć sobie prawo do oceny decyzji dorosłych ludzi. Ludzi, którzy chcieli mieć dziecko, którzy skorzystali z możliwości, jakie wypracowane zostały przez wciąż rozwijającą się wraz z naszą cywilizacją naukę.

Nie chcę dyskutować o tym, ile zarodków jest niszczonych i jakie są możliwości badań i eksperymentów na nich, dlatego, że dla mnie w rozmowie o in vitro ważne jest dziecko i jego rodzice, które mam wrażenie jest kompletnie pomijane.

Dla mnie ważna jest przyjaciółka, która ma syna i znajoma wychowująca z mężem fantastyczne bliźniaczki. In vitro daje przede wszystkim dorosłym ludziom szansę na zostanie rodzicami. A to, czy oni na tę metodę się zdecydują, powinno być tylko i wyłącznie ich własną podjętą zgodnie z sumieniem decyzją. Nam nic do tego! Przecież nikt nikogo do in vitro nikt nie zmusza!
Jest mi wstyd, kiedy słyszę: „Co ty, nigdy się nie przyznam, że Bartek jest z nami dzięki in vitro, zresztą wiesz tylko ty i moi rodzice, nawet teściowa nie wie. Nie chcę, by kiedyś mój syn usłyszał, że przez niego zginęły inne dzieci, że jest dzieckiem z probówki, sztucznym człowiekiem”.

Kompletnie nie umiem się w takiej sytuacji zachować. Najchętniej bym krzyczała: „Co Ty za rzeczy wygadujesz. Nie żyjemy w Ciemnogrodzie. To jest dwudziesty pierwszy wiek. In vitro jest metodą, dzięki której Bartek teraz gra z moim synem w piłkę, a ty możesz być dumna z jego umiejętności! Możesz cieszyć się, że jesteś matką i wychowujesz fantastycznego człowieka! A to, w jaki sposób został powołany do życia, nie jest dla mnie żadną miarą człowieczeństwa.”.

Jest dzieckiem, które jak się je gilga, to się śmieje, jak ktoś go popchnie, to płacze. Dzieckiem, które wkurza swoich rodziców i które daje im miliony powodów dziennie do uśmiechu.

Chciałabym wierzyć, że te głosy, które słychać z kościelnych ambon i sejmowej mównicy, to jedynie garstka ludzi, którzy myślą, że im głośniej będą mówić, tym będą ważniejsi, którym jedynie wydaje się, że nazywając kogoś mordercą lub wyrzutkiem zyskają poklask wśród społeczeństwa.

I jeszcze chciałabym głośno powiedzieć (bo chyba nigdy nie miałam okazji) moim przyjaciółkom, znajomym i tym, których nie znam, albo o których nie wiem, że zdecydowali się na metodę in vitro, że podziwiam was, bo to z pewnością nie była łatwa decyzja. Podziwiam, bo pomimo wielu nadal żyjących (jak się okazuje) zwolenników stosów dla czarownic, wy mieliście odwagę spełnić wasze pragnienia. Jesteście świetnymi rodzicami, zwyczajnych dzieci. I nic więcej nie powinno mieć znaczenia.
Trwa ładowanie komentarzy...