Nie czytajcie dzieciom baśni! Perrault i Grimmowie odchodzą do lamusa, ich bajki już nie wychowują

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1HtPT8O]JeffChristiansen[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / JeffChristiansen / CC BY-SA
Od zawsze czytamy dzieciom baśnie. Bezrefleksyjnie sięgamy po największe dzieła klasyków, nie myśląc o tym, że czasy w których powstawały bardzo różniły się od tego, jak teraz wychowujemy dzieci. Baśnie są w większości pełne przemocy, a historie jakie się w nich pojawiają, nie powinny mieć miejsca w bajkach dla najmłodszych.

Ostatnio czytając Czerwonego Kapturka córka zapytała mnie dlaczego Kapturek poszedł sam do lasu? “Mamo, przecież dzieci nie mogą same chodzić po lesie”. I nagle mnie olśniło, ona ma rację. Położyłam ją spać i zaczęłam wczytywać się w baśnie. Z każdą kolejną byłam coraz bardziej przerażona.

Choć jest w nich wiele pozytywnych postaci, wzorców zachowań i myśli, które przemycane pod postacią bajek, uczą dzieci czym jest dobro, a czym zło, to jednak zaskakujące jest to, że możemy też znaleźć w nich sporo treści, które czyta się ze ściśniętym gardłem. Dlaczego? Zastanówcie się, jak można się cieszyć, że myśliwy zabija wilka? Czarownica tucząca Jasia po to by go zjeść, serio? Dlaczego koźlątka skaczą z radości, bo wilk się utopił? Czy wilk zjadający babcie i kapturka naprawdę musi to robić? Po co siostry Kopciuszka ucinają sobie palce dla królewicza?

Jaś i Małgosia - Zła macocha i wyrodny ojciec

"Wiesz co, mężu," odparła żona, "Jutro wczesnym rankiem wyprowadzimy dzieci do lasu, gdzie jest najgęstszy, rozpalimy im ogień i damy każdemu po kawałku chleba. Potem zabierzemy się do roboty, a dzieci zostawimy same. Nie znajdą drogi do domu, a my będziemy od nich wolni." – "Nie żono," powiedział mąż, "nie zrobię tego, bo serce mi pęknie z żalu, że dzieci w lesie zostawiłem, aby wnet rozszarpały je dzikie zwierzęta." – "Ty głupcze," powiedziała, - "W takim razie we czworo zdechniemy z głodu. Możesz zacząć heblować dechy na trumny.," i nie dawała mu spokoju aż się zgodził. "Ciągle żal mi biednych dziatek," rzekł mąż.

Niedługo potem bieda znów zawitała w ich progi, a dzieci słyszały, jak matka nocą w łóżku mówiła do ojca: "Znowu wszystko zjedzone. Mamy tylko pół bochenka chleba, a potem to już koniec przedstawienia. Musimy pozbyć się dzieci. Zaprowadzimy je jeszcze głębiej w las, żeby nie mogły znaleźć drogi z powrotem.”

Jaki wniosek płynie z tej bajki? Ja widzę to tak. Kształtujemy w dzieciach przekonanie, że macocha jest zła. Nie dość, że nie kocha dzieci swojego męża, to jeszcze żaluje im jedzenia i skazuje je na śmierć w lesie. A ojciec? Ojciec jest podatny na manipulacje i pozwala wyrządzić swoim dzieciom krzywdę. Czy naprawdę chcemy takich wzorców dla swoich dzieci?

Oczywiście godne uwagi jest to jak zżyte i kochające się nawzajem jest rodzeństwo. Wspierają się, są razem mimo przeciwności, dbają o siebie. Zuzia zapytała mnie “dlaczego tata nie kocha Jasia i Małgosi?”. No właśnie dlaczego? Czy nie ma innego sposobu, żeby opowiedzieć tak piękną historię o rodzeństwie? Czy musimy dokładać do tego tyle cierpienia, odrzucenia ze strony najbliższych i nieodpowiedzialności dorosłych.

Czerwony kapturek - Nieodpowiedzialna matka i wilk ludojad

“Pewnego dnia matka rzekła do dziewczynki. "Chodź, Czerwony Kapturku, masz tu kawałek placka i butelkę wina. Zanieś to babci, bo słaba jest i niedomaga. Babcia bardzo się ucieszy. Ruszaj w drogę nim nastanie upał, a idź ładnie i nie zbaczaj z drogi, bo inaczej sobie kark utrącisz i babcia niczego nie dostanie. A gdy wejdziesz do izby, nie zapomnij powiedzieć Dzień Dobry i nie rozglądaj się po wszystkich kątach."

"Wszystko będzie dobrze," powiedział Czerwony Kapturek z ręką na sercu. Babcia mieszkała w lesie, jakieś pół godzinki od wioski. Gdy dziewczynka szła przez las, spotkała wilka, a ponieważ nie wiedziała, że to takie złe zwierze, wcale się go nie bała.”

To chyba oczywiste i nie trzeba tłumaczyć, że puszczenie dziecka do lasu gdzie grasuje zły i głodny wilk jest skrajną nieodpowiedzialnością. Jak matka może pozwolić swojej małej córce wyjść z domu bez opiekuna?


Tyle mówimy o porwaniach dzieci, tak często słyszymy o tym, że maluchy pozostawione bez opieki zaginęły. Dlaczego mamy opowiadać naszym dzieciom, że bajka ma zawsze dobry koniec, skoro tak często nie ma… Czy ta baśń nie powinna mieć przesłania “nie rozmawiaj z obcymi”, “nie chodź sama bez opieki”? Czerwony kapturek jest lekkomyślny, ale to w końcu dziecko, ale jego mama jest nieodpowiedzialna - zupełnie nie przypomina mamy XXI wieku, która zna zagrożenia płynące z pozostawienia dziecka bez opieki.

Dziewczynka nie widziała, że wilk to złe zwierzę, więc się go nie bała. To prawda, dzieci nie wyczuwają zagrożenia, dlatego należy wkładać im do głowy, że NIE WOLNO ROZMAWIAĆ Z OBCYMI OSOBAMI, że nie wolno brać od nich słodyczy i innych prezentów, że w końcu nie wolno odchodzić z nimi. Czerwony kapturek przeżył spotkanie ze złym wilkiem (na szczęście), jednak wielu dzieciom to się nie udaję.

Kopciuszek - Wszystko dla mężczyzny

"Najstarsza poszła z butem do izby i chciała go przymierzyć, a była przy tym matka. Nie mogła jednak zmiścić wielkiego palca, bo but był na nią za mały. Wtedy matka podała jej nóż i rzekła: "Odetnij tego palca: Kiedy będziesz królową, nie będziesz musiała chodzić pieszo." Dziewczyna obcięła palca, wcisnęła stopę w buta, a z bólu zacisnęła usta i wyszła do królewicza.

Kiedy miał odbyć się ślub z królewiczem, przyszły fałszywe siostry i chciały się przypodobać, by mieć swój udział w szczęściu Kopciuszka. Kiedy narzeczeni wchodzili do kościoła, starsza była z prawej strony, a młodsza z lewej. I wtedy gołębie wydziobały każdej po tym właśnie oku. I tak zostały ukarane ślepotą po kres życia za swe zło i fałsz".

Chyba każda mała dziewczynka zna bajkę o Kopciuszku - biednej sierocie, którą spotkało niebywałe szczęście, bo zakochała się ze wzajemnością w królewiczu. A co powiecie o siostrach Kopciuszka? Dla ukochanego (a w zasadzie, bądźmy szczerzy, chodziło o kasę) były w stanie zrobić wszystko. Nawet uciąć sobie palca.

Halo! Czy naprawdę powinniśmy uczyć dzieci (mówię tu głównie o małych dziewczynkach), że dla mężczyzny i ich uznania, czy miłości mają robić wszystko? Nie wspomnę już o tym, że ucinanie palca i tryskająca krew to nie jest treść dla małych dzieci.

W tych bajkach króluje jeden charakterystyczny rys - kobieta jest gotowa zrobić wszystko dla księcia, który ją uratuje. A co jeśli w rzeczywistości nie zrobi tego, jeśli królewicz nie odnajdzie nigdy swojej ukochanej? Dzieci powinny znać swoją wartość, powinny wiedzieć, że czasem nie warto poświęcać wszystkiego dla drugiej osoby. Uczmy je szacunku do samych siebie. Kocham Kopciuszka, uwielbiam to, że kończy się tak optymistycznie (chociaż może nie dla sióstr).

A, i na koniec te siostry i motyw macochy. Po raz kolejny macocha jest pokazywana jako negatywna postać. Ciężko się dziwić, że przywykliśmy do takiego właśnie postrzegania “przyszywanej mamy”. Dlaczego nie zachowywała się jak dorosła osoba, która rozwiązuje konflikty między dziećmi i pomaga im się dogadać? Czy nie lepiej byłoby pokazać dzieciom jak budować nowe relacje, nawet w sytuacji, gdy tracimy rodziców i zyskujemy nową rodzinę?
Trwa ładowanie komentarzy...