„Nie dbaj o kota kosztem męża". Czyli jak konserwatywni katolicy wychowują kobietę

Fot. 123RF
Pochodzę z tradycyjnego domu. Większość kobiet z mojego pokolenia pochodzi. Część z nas sama uczyła się wolności, niezależności, bo chciałyśmy być inne niż nasze matki. Wychowujemy silne córki. Potrafimy kochać, ale chcemy partnerstwa. Niektóre z nas stoją jednak w miejscu. Pomagają im w tym konserwatywne media. Tłuką do głowy brednie. I traktują kobietę jak niepełnosprawną istotę. Gratuluję!

Poranek na Facebooku. Kolega wrzuca tekst opublikowany we Frondzie. Intelektualna miazga– podpisuje. Ech, co mnie może zdziwić. Jestem feministką, zawsze miałam związki oparte na partnerstwie, wiem, że niektórzy mają partnerskie mniej. Wszystko to kwestia dogadania.

Nie zaglądam innym do domów, niech każdy żyje jak chce. Klikam w tekst, choć od tytułu już nieco mi słabo. „Jak przypodobać się mężowi. PORADY". Wow, myślałam, że już niektóre pisma kobiece pobijają rekordy radami w stylu: „jak zrobić mu dobrze?", ‚Jak ukoić agresywnego partnera", „Jak zadbać o dom" i takie tam. Ale nie, jednak nie. Czytam (wybrane niektóre punkty poniżej)
– pochwal, go, że z własnej inicjatywy pozmywał naczynia (NIE WIERZĘ)
– doceń, że bez szemrania (WTF?!) po raz trzeci poszedł do sklepu (co tam, że ty poszłaś pięć razy)
– kiedy wraca do domu w upalny dzień przygotuj mu coś do picia ( TO ŻART? Nie, nie szykowanie bliskiej osobie czegoś do picia tylko porada w tym klimacie)
– jak chcesz powiedzieć coś ważnego mężowi, to poczekaj aż będzie zajęty i będzie mógł cię wysłuchać ( NIE WIERZĘ)
– prośby określaj jasno, bez owijania w bawełnę (SŁUCHAM?!)
– nie wydzwaniaj do niego do pracy, bez naprawdę ważnego powodu ( ???!!!)
– nie dbaj o kota kosztem męża ( CZY JA ŚNIĘ?!)
– bądź zawsze czysta i ładnie pachnąca, dbaj o bieliznę (no coś takiego:) niesamowite)
– powiedz mu kiedy będziesz gotowa, żeby mógł się przygotować ( na seks)
– pytaj męża co mu sprawia przyjemność, MOŻE w końcu ci powie ( o, wspaniale)
– do miłości i gotowania podchodź z bezgranicznym oddaniem

i dalej w podobnym klimacie. Najpierw się z tego śmiałam, potem pomyślałam, że to jest jednak groza. Duży portal (co z tego, że katolicko-konserwatywny. Czy my żyjemy w XXI wieku czy jednak nie?!) traktuje kobietę jak jakiegoś pół debila niezdolnego do samodzielnych wniosków, myśli. Którego trzeba pouczać, żeby nie kupował mężowi znowu skarpet i uśmiechał się częściej. Akceptował, że Pan jest zmęczony, i najlepiej coś ugotował na pociechę (z bezgranicznym oddaniem, oczywiście). Do którego trzeba przemawiać zdaniami krótkimi, prostymi jak do dziecka w żłobku, bo jego możliwości intelektualne równają się mniej niż zero. Najgorsza groza, że ktoś to lajkuje, udostępnia i gotów pomyśleć, że to jest recepta na szczęśliwe życie.


I my się dziwimy, że tyle kobiet staje się ofiarami przemocy domowej, że tyle kobiet boi się szukać pracy, stawiać granice, walczyć o siebie. Że tyle kobiet pozwala, by przez mężczyznę były krzywdzone ich dzieci.

Miałam napisać dla panów z Frondy i im podobnych poradnik: „jak zadowolić żonę", ale mam odruch wymiotny.
Rady mam dwie:
– Idźcie do diabła.
Ewentualnie: idźcie po rozum do głowy, ale serio, nie wiem czy jest szansa, że go znajdziecie
Trwa ładowanie komentarzy...