Kilka okropnych słów, które mówimy dzieciom. Ja? Ja ich, oczywiście, nie używam!

Kilka dni bez dziecka, to jest jednak raj. Z gderającej matki Polki przemieniasz się w wyluzowaną, dowcipną i mającą życiowy luz kobietę. Nie pouczasz, nie strofujesz, nie marudzisz. Uważasz, że macierzyństwo to bułka z masłem i raj. Do czasu. Do czasu, oczywiście.

Rozsiadasz się wygodnie w parku z książkę, idziesz na basen, do knajpy, spotykasz się z koleżanką (niestety, u niej dzieci zostały). Oczywiście, gdzie indziej też widzisz matki z dziećmi. Boższ, jak te dzieci hałasują. A te matki, doprawdy. Czy one nie mogą przemawiać spokojnie i konstruktywnie? Przecież wiadomo, że dzieci potrzebują jasnych komunikatów. A słyszysz:
– Dlaczego znów się upaprałeś?! Czy ja jestem pralką?
– Ile razy mam Ci powtarzać?!
– Jak nie chcesz iść, to ja idę sama! Zostajesz tu?
– Czy ty mógłbyś zrozumieć co to jest zegarek?
– Dlaczego znów robisz bałagan! Czy naprawdę porządek przekracza twoje możliwości?
– Nie mów do mnie takim tonem! (ew. Ale co to za ton?)
– Pośpiesz się
– Jak Ty jesz?
– Prosiłam: jeden SMS dziennie z obozu, bo się martwię. Czy to takie trudne?
– Czy możecie się uspokoić?!
– Marzę o filiżance kawy w spokoju. Czy moglibyście mi to zagwarantować?
– Możesz założyć w końcu te buty?!
– Jak wy się zachowujecie, jesteście w cywilizowanym miejscu
– jeszcze chwila i NAPRAWDĘ zwariujeeeee



I tak dalej, i tak dalej. Jesteś szczerze przerażona. Biedne, zastraszone dzieci, te matki potrzebują chyba terapii. Tyle masz w sobie cierpliwości. Jesteś po prostu oazą spokoju.

Zrelaksowana pakujesz się i jedziesz w miejsce, gdzie jest Twoje dziecko. Do babci, gdzie są też inne dzieci. Rozkoszne maluchy w przedziale wieku 2-9. Do których przecież wystarczy spokojnie przemawiać, żeby rozumiały i w miarę współpracowały. Podjeżdżasz autem, z całą swoją filozofią zen jako nowym światopoglądem i spędzasz „urocze" kilkanaście godzin, podczas których zen idzie do nieba, przychodzi za to szał gratis i potok, potok twoich słów takich jak:
– Ranyyy, uspokójcie się, ciszej!
– jeszcze chwila i naprawdę zwariuje!
– ciszeeeeej! Nie słyszę własnych myśli!
– Ale jak można się tak upaprać w trzy minuty?
– Dlaczego Wy robicie taki bałagan!
– świnka Peppa je ładniej od was
– pośpieszcie się, na miłość boską, spóźnimy się. Czy potrzebujecie zaproszenia na piśmie?
– Ale jak to tego nie jesz? Od kiedy? O nie, nie jestem kucharką na pełnym etacie, nie będę teraz stała przy garach…

I tak dalej, i tak dalej.

Wieczorem uciekasz do samochodu. O rany, rany, rany.
Jak dobrze jeszcze przez chwilę być matką na urlopie. Możesz wierzyć, że jesteś taka dobra, taka idealna, taka cierpliwa. Ciotką też jesteś wspaniałą. W ogóle naprawdę dużo lepiej potrafisz wychowywać dzieci od tych matek co pokrzykują, pośpieszają i wybuchają.

Tak, teorie i iluzje są piękne:). Po to w końcu mamy te wakacje.
Trwa ładowanie komentarzy...