Drogie Panie, co Wy za bzdury wypisujecie!

Nie ukrywam, podczytuję MamaDu, choć wiem, że to przestrzeń w bardzo dużym stopniu przeznaczona dla kobiet. Cóż, serwis prowadzą same Panie, więc nie ma czemu się dziwić. Jednak ja, jako ojciec dwóch córek, będący w szczęśliwym (tak przynajmniej mi się wydaje, ale o tym zaraz) związku lubię poczytać o problemach wychowawczych, o naturalnych rozterkach i problemach rodziców.

I choć wkurzam się czasami na feministyczne wynurzenia, to myślę sobie – coś za coś, nie może być idealnie. Jednak czarę przelał wczorajszy list jednej z czytelniczek, która tłumaczy się dlaczego zdradza swojego męża.

Na miłość boską! Drogie Panie, czy Wy uważacie nas facetów za debili? Za idiotów, których w kilkuletnim związku interesuje jedynie kanapa, piwo w lodówce i wyprane skarpetki? Czy tylko Wy, Drogie Panie, jesteście zmęczone, znudzone, zapracowane? A my mamy być tymi fantastycznymi, którzy wpatrują się w Was z uwielbieniem?!? Nie widzieć i nie słyszeć Waszego narzekania? Zmęczenia, kiedy po całym dniu siadacie przed telewizorem i bardziej interesuje Was życie bohaterów serialu niż Wasze własne, znudzenia, kiedy proponujemy pograć w scrable, czy: "Daj spokój", gdy proponujemy spacer, bo dzieci śpią i na pół godziny moglibyśmy wyjść i się przejść.

Co to, to nie. To Wy jesteście te uciemiężone, od których ZAWSZE wymaga się WIĘCEJ. My, jako mężowie, którzy przecież tylko pracują, nie piorą, nie sprzątają, nie myślą, co zrobić na obiad i kupić dzieciom na urodziny, musimy kochać. Kochać Was bezwarunkowo. Nie możemy powiedzieć: „Kochanie, mogłabyś o siebie trochę zadbać, nie pociągasz mnie, jak kiedyś” – publiczny lincz. PRZECIEŻ URODZIŁA CI DWÓJKĘ DZIECI – fuck off! Nawet, gdy zaproponujemy: „Zajmę się dziećmi, żebyś mogła iść na ćwiczenia”, to też źle. Bo na pewno za szybko/za późno położymy dzieci, bo ona musi zrobić obiad na jutro, bo przecież jeszcze ma tyle prasowania. A kiedy wieczorem, przytulamy się, proponujemy seks, to słyszymy: „Daj mi spokój, jestem zmęczona”.

I później czytam takie pierdoły: „Zdradzam, bo nie ma czułości, nie ma bliskości”. Jak ją stworzyć z kimś, kto wyżej niż spędzony wspólnie czas stawia pranie, gotowanie czy gadanie godzinami z przyjaciółkami przez telefon. I kiedy słyszę: „Wiesz w piątek wychodzę z dziewczynami, takie babskie spotkanie”, to kiwam, głową, bo co mam zrobić. Powiedzieć: „Wolałbym, żebyśmy wspólnie spędzili ten czas?” Wtedy usłyszę: „A ci się nagle przypomniało? Przecież co wieczór jesteśmy razem. Co cię nagle naszło? JUŻ NIGDZIE SAMA nie mogę wyjść? Cały tydzień haruję, dzieci, dom, praca, to chociaż ten jeden wieczór niech mam dla siebie! "


A już gdyby tak wziąć sobie głęboko do serca niektóre z tekstów pojawiających się na MamaDu, można popaść w depresję. Bo źle, gdy pracujemy i zarabiamy więcej i źle, gdy zarabiamy mniej. Źle, bo mamy ochotę na seks, źle, gdy jej nie mamy. Źle gdy coś robimy bardzo dobrze, ale też źle bo jesteśmy jednozadaniowi. Źle bo zdradzamy i źle gdy nie zdradzamy. Źle gdy seks jest szybki, źle gdy długi. Jedyne co nam zostaje, to udawany orgazm.

Oczywiście, nie chcesz nie czytaj. Byłoby najłatwiej. Ale sam jestem mężem od piętnastu lat, ojcem dwóch córek (12 i 8 lat), a mój związek przeszedł co nieco. Z winy jednej i drugiej strony. Tyle tylko, że choć do zdrady było blisko, to siebie szanowaliśmy i z tego szacunku byliśmy oboje uczciwi wobec siebie, choć nie było to łatwe. Terapia, praca nad związkiem, czasami jazda bez trzymanki.

Drogie Panie wymagacie od nas – facetów, a same idziecie na łatwiznę stawiając mężczyźnie poprzeczkę tak wysoko, by zwyczajnie nie mógł sprostać waszym oczekiwaniom. A może warto pomyśleć, pochylić głowę i przyjrzeć się też sobie?!? Naprawdę jesteście bez winy???
Trwa ładowanie komentarzy...