PsychoZabawa - sprawdź jak beznadziejnym rodzicem jesteś. I jak NIE reagować na problemy wychowawcze

Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/tiswango/3457847976/in/photostream/]Matthew Hoelscher[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Matthew Hoelscher / CC BY-SA
Proponuję taką małą psychozabawę… Na podstawie tych kilku pytań chciałam Wam pokazać jak, co prawda skrajnie, zdarza się nam reagować na zachowania dzieci. Zwłaszcza te, które nas irytują i denerwują.

1. Co robisz w sytuacji gdy dziecko płacze już trzecią noc z rzędu? (Sprawdziłeś - nie ma kolki, kupy w pampersie, jest najedzone i nic go nie boli)
a. myślisz - co za złośliwe stworzenie, ryczy a ja nie mogę spać. Idziesz do drugiego pokoju
b. myślisz - płacze, bo chce na ręcę. Nie będę nosić smarkacza, bo się tego nauczy i jak będzie ważył 30 kilo też będę musiała go tak usypiać. Super niania radzi żeby przeczekać więc (kupiłam zatyczki do uszu) czekam
c. mówisz - syneczku przestań płakać mamusia ponosi cie na rękach (wtedy dziecko nie płacze)



2. Twój syn/córka, w fazie ponadprzeciętnej ruchliwości - 2-3 rok życia, biega dookoła stołu, przy którym siedzą goście i krzyczy wniebogłosy na zmianę “dupa, kupa”. Co robisz?
a. mówisz spokojnie - kochanie nie krzycz dupa, kupa, bo to nieładnie mówić tak przy stole, przejdź do pokoju obok
b. nic nie robisz, przecież dupę ma każdy, kupę w sumie też każdy robi
c. patrzysz skupionym wzrokiem i czekasz na moment, aż z Twoich oczu zaczną strzelać laserowe promienie, tworząc w ziemi dziurę do której wpadnie rozwydrzone dziecko

3. Wychodzisz ze sklepu i orientujesz się, że Twoje dziecko wyniosło (oczywiście bez płacenia) najnowszą wersję FIFY (to podobno jara facetów, jakaś gra w piłkę. Chyba…). Co robisz?
a. zastanawiasz się jak wykorzystać nową umiejętność swojego dziecka. Następnym razem pójdziecie do jubilera…
b. jesteś dumny, że Twoje dziecko jest na tyle sprytne, że ominęło bramki i wykiwało ochroniarza. Chwalisz je i doceniasz jego wysiłki, przecież tak radzą psycholodzy
c. roztacza się przed Tobą wizja grania w grę, której nigdy byś nie kupił (podobno kosztuje 300 zł. Naprawdę?!). Po krótkim kazaniu mówisz, że odniesiesz grę na miejsce - tak naprawdę wkładasz grę do plecaka “czego oczy nie widzą, tego…”

4. Odbierasz syna z przedszkola i już na wejściu spotykasz się ze złowrogim spojrzeniem przedszkolanki. Okazuje się, że twoje dziecko naśmiewało się z koleżanki z grupy, ponieważ jest ona otyła. Jak reagujesz?
a. tłumaczysz, że nie wolno naśmiewać się z grubych ludzi, takie rzeczy można mówić jedynie gdy nie ma ich w pobliżu. Przecież nie będziesz oszukiwał dziecka, grubi nie mają lekko
b. zastanawiasz się dlaczego ta dziewczynka jest taka gruba. Co musiała jeść żeby przez trzy lata tak przytyć. Nic nie robisz, przecież Twoje dziecko stwierdziło fakty, to dobrze, że zwraca uwagę na problem otyłości w swoim środowisku
c. olewasz to, przecież twoje tłumaczenia zazwyczaj nic nowego nie wnoszą, a już na pewno nie powodują zmiany zachowania twojego dziecka. W sumie, to co powiedział twój syn było dość zabawne, więc śmiejecie się razem

Nie ma tu dobrych odpowiedzi, to jedynie przykłady sytuacji i ich FATALNYCH rozwiązań. Nigdy nie wybierajcie takich opcji! Niestety są rodzice, którzy tak właśnie postępują (o zgrozo!)... I tak powstały 3 typy reakcji na problemy wychowawcze, ale teraz już na poważnie…

Ignorowanie problemu

(Odpowiedzi a) Ta strategia rozwiązywania problemu kojarzy mi się z takim typem rodzica “OLEWKA”. To gatunek, który często przesiaduje na ławce, wpatrzony w ekran telefonu i nie zdający sobie sprawy, że jego dziecko bawi się z wielkim psem, a za chwilę wsadzi mu palec do oka i ciągu dalszego nie muszę chyba opowiadać.

Niestety… Często ignorujemy dzieci i ich problemy i w zasadzie nasze problemy wychowawcze. Bo większość zachowań dzieci jest jednak konsekwencją naszych zachowań.
Nigdy nie wolno nam ignorować. Po prostu nie i koniec. Dziecku należy się uwaga, wiadomo, że nie zawsze, ale na tyle na ile możemy czas, który poświęcamy dzieciom, rzeczywiście im poświęcajmy. Ignorowanie problemów dzieci prowadzi do tego, że po pierwsze nie słuchamy ich więc nie wiemy co się u nich dzieje (a wielokrotnie można zapobiec sytuacjom zagrażającym dzieciom), a po drugie dzieci widząc naszą niechęć nie będą z nami rozmawiać i zwierzać się ze swoich zmartwień. Czy warto? No nie warto...

Zła interpretacja problemu

(Odpowiedzi b) Czasami po prostu nie wiemy skąd pochodzi problem. Lub nie chcemy wiedzieć i nie dostrzegamy tego, że może on być naszą winą. Dzieci uczą się przez naśladowanie i często powielają nasze zachowania w różnych sytuacjach, z którymi spotykają się na co dzień. Ostatnio Gosia Ohme pisała ciekawy tekst o wyborach i o tym jak dzieci powielają nasze zachowania.

Bardzo często słuchamy też ekspertów od wychowywania, czytamy poradniki, pytamy doświadczone koleżanki. Niestety równie często źle rozumiemy te wszystkie mądrości i nie bardzo wiemy jak używać ich na co dzień.

Jednym z najczęstszych błędów, pozostałość po programie Superniania, jest korzystanie z karnego jeżyka. Nie wiem kto wymyślił temu biednemu jeżykowi nazwę “karny”, bo z karą ma niewiele wspólnego. Niestety już samo słowo nasuwa możliwą interpretację i większość rodziców traktuje go właśnie jako metodę karania dziecka za złe zachowanie. Oj źle…
Dorota Zawadzka

Karny jeżyk (przyp. red.) NIE JEST karą i nie może być w tych kategoriach rozpatrywany. Jest to time-out czyli WYCISZENIE. Moment w relacji rodzic/dorosły-dziecko, gdy nie można poradzić sobie z emocjami i trzeba po prostu dać sobie chwilkę na wyluzowanie. Czytaj więcej

Trzymamy się kurczowo wytycznych, które przeczytaliśmy w mądrej psychologicznej książce (polecała przyjaciółka!). Szkoda tylko, że autorzy tych wspaniałych poradników (czasem oni nie mają dzieci!!!), nie piszą na okładkach, że KAŻDE DZIECKO JEST INNE I MOŻE INACZEJ REAGOWAĆ. Zapominamy, że w całym tym chaosie informacji najważniejsze jest dziecko. To do dziecka i jego indywidualnych możliwości powinniśmy dopasować czas oddziaływań, siłę, zadania itd.

Uniknie problemu chociaż go dostrzegamy

(Odpowiedzi c) To chyba najgorsza strategia. Już lepiej popełnić błędy, uczyć się na nich, ale je popełniać. Rodzic też człowiek i ma prawo się mylić. Ale nigdy, przenigdy nie ignorujmy i nie unikajmy problemów.
Co tu dużo pisać, jeśli unikamy problemu, odkładamy go w czasie, szukamy innych czynności lub osób, które rozwiążą go za nas, to marne szanse, że dobrze wychowamy dziecko. To trochę tak jak z modą na psychologa. “Moje dziecko ma problem? Po co się męczyć i z nim rozmawiać, skoro psycholog załatwi sprawę”. Pewnie… Jeden raz, drugi, trzeci. Psycholog nie zastąpi rodziców. Nikt ich nie zastąpi.

Dlatego nie unikajcie, stawcie czoła problemom waszych dzieci. Trochę więcej odwagi.
Trwa ładowanie komentarzy...