Kochani rodzice. Nie jesteśmy już dziećmi. Zrozumcie to!

Fot. 123RF
Na palcach jednej ręki mogę policzyć znajomych, którzy stworzyli z rodzicami relacje partnerskie. Całe reszta w mniejszym lub większym stopniu przed rodzicami: tłumaczy się (ze swojego życia i swoich wyborów) udaje kogoś, kim nie jest (zwykle kogoś lepszego), odpuszcza (dla świętego spokoju). Rodzice, odpuście. Będzie nam łatwiej żyć.

„Po co ja w ogóle dzwoniłam do matki" mówi Kamila odkładając słuchawkę. Trzydziestolatka, mężatka, mama 3- letniej Poli, kobieta pracująca. Niezależna.

W ciągu pięciu minut rozmowy mama Kamili zdążyła:
– zdziwić się, że Kamila puściła dziś córeczkę do przedszkola („Przecież miała katar. Czy to odpowiedzialne? Ale na pewno podałaś jej leki? Ale odbierzesz ją dziś wcześniej? Odbierzesz, taaaak?)

– skomentować, że praca Kamili jest bez sensu („za mało zarabiasz, córeczko, żeby tak harować. To absurd, zastanowiłaś się nad tym?).

Kamila: – Mama mnie kocha, chce dobrze. Ale doprowadza do tego, nie mam ochoty jej słyszeć. Kto chce mieć kontakt z kimś, kto codziennie uświadamia mu, że mógłby żyć lepiej, lepiej wychowywać dziecko, być bardziej zaradnym.

Kamila jest wyjątkiem? O, nie.

„Moja córka bardzo rzadko do mnie dzwoni" mówi K. Lat 60. Córka lat 27.
Jest mi przykro, bo lubię K, ale wcale się nie dziwię, że córka dzwoni rzadko.
Za każdym razem, kiedy słyszę ich rozmowy, mam poczucie, że to rozmowa sędziego z winną. Załatwiłaś? Byłaś? Dopilnowałaś? Ojejku, a dlaczego nie?

Droga K i inni Rodzice,
Dzwoniąc do Was, spotykając się z Wami nie chcemy słyszeć, że:

– mamy problem ze znalezieniem mężczyzny życia. „Kochanie, masz 29 lat, dlaczego jeszcze nikogo nie masz? Wiesz, potem będzie za późno".

– jesteśmy nie najlepszymi rodzicami. A tak czujemy się, gdy mówicie: „Czy ona (czyt. NASZA) córka jest odpowiednio ubrana?" „Nie za zimno jemu?", „Byłaś z nią u dentystki?" „Naprawdę nie zauważyłaś, że ona się garbi? Boże…", „Wyjechałaś sama…. No dobrze, ale wiesz ja na twoim miejscu nie zostawiłabym dzieci. No tak, są inne czasy. Nie martw się, nie chciałam cię urazić (ale uraziłaś, na miłość boską).

– nie najlepiej prowadzimy dom „O rany, gdzie masz mopa? Umyję podłogę". „Kiedy ostatnio myliście okna. Chyba wczesną wiosną, co?, „A co ta góra naczyń robi w zlewie, córeczko….", „Jak wy możecie coś tu znaleźć?". Cieszymy się, gdy nas odwiedzacie. Ale to NASZE mieszkanie. NASZA góra naczyń w zlewie, podłoga, okna.


– nie najlepiej gotujemy „Tu powinno być więcej soli, pieprzu, papryki". „Kochanie, wiesz, to lepiej ja zrobię ten pasztet". Ale my nie jesteśmy dziećmi– też potrafimy zrobić pasztet na święta czy nie– święta.

– kiepsko sprawdzamy się w naszych związkach. „No wiesz, za moich czasów żona była przy mężu". „Na mężczyznę w domu powinna czekać zupa, a ty wciąż pracujesz", „Kochanie, masz prawo być wolna, ale pamiętaj, mężczyzna w końcu się zniechęci. Znajdzie sobie bardziej gospodarną żonę", „Naprawdę, doceniaj to, co masz". Jeśli nie pytamy– nie oceniajcie naszych związków i nie wpędzajcie nas w poczucie winy.

– kiepski sprawdzają się nasi partnerzy. „Ech, on ci tak mało pomaga. Nie wiem, jak ty to znosisz", „Powinnaś się z nim / nią rozwieść", „To się dobrze nie skończy". Kochani, my naprawdę sami widzimy jak się sprawdzają nasi partnerzy. Z jakiś powodów z nimi jesteśmy.

– nie jesteśmy zaradne „Kochanie, czy po to skończyłaś studia, żeby tak teraz ciężko pracować?", „I co ty robisz w tej swojej pracy, bo zapomniałam? O jejku, i to ci zajmuje cały dzień?", „No wiesz, ja z twoim tatą, w twoim wieku mieliśmy już mieszkanie".

– Wasze koleżanki, przyjaciółki mają lepsze, fajniejsze dzieci. „A słyszeliście, Marcin, syn cioci Joli dostał awans. Idzie jak burza", „ Ania, córka wujka Marka urodziła trójkę dzieci, a ma tak świetną figurę. Widziałaś? I ostatnio dostała propozycję nowej pracy. A jej mąż…. mąż to marzenie. Albo co najgorsze- nasze rodzeństwo jest lepsze od nas. „Na Magdę to ja zawsze mogę liczyć", „Powinnaś uczyć się od siostry/ brata".

– za mało o Was dbamy. „Wolałabym, żebyś dzwoniła częściej", „Tak rzadko nas odwiedzacie".

Wielka prośba: kochajcie nas, jak my próbujemy kochać nasze dzieci. Mądrze, dojrzale. Wspierając, a nie oceniając. Chociaż próbujcie. Zrozumcie, że tak, jesteśmy już dorośli. Nie chcemy słyszeć, że źle karmimy, wychowujemy nasze dzieci, nie chcemy tłumaczyć się przed wami ze swojego życia. Tak, widzimy swoje błędy. Po prostu nie zawsze o nich mówimy.
Uciekamy przed wami, gdy wpędzacie nas w poczucie winy, wciąż traktujecie, jak maluchy, które można pouczać, czy nimi dyrygować.
Trwa ładowanie komentarzy...