"Nie wyobrażałam sobie zostawić Tymka. Ćwiczyłam w domu, bo nie miałam innego wyjścia". O formie po ciąży bez lukru

Kiedy zobaczyłam ją ćwiczącą z mopem i robiącą przysiady przy wieszaniu prania, pomyślałam: „Ale wariatka”, a że lubię takie właśnie „wariatki” postanowiłam się dowiedzieć o niej czegoś więcej.

Aleksandra Rożnowska, znana ostatnio coraz częściej jako Sportsmama to przede wszystkim mama dwuletniego Tymka. I choć, jak sama mów,i informacja o ciąży spadła na nią jak grom z jasnego nieba, to dzisiaj nie wyobraża sobie życia bez swojego synka. – Nic nie daje tyle szczęścia i satysfakcji co macierzyństwo. Jasne, że nie zawsze jest łatwo, ale nie wyobrażam sobie nie mieć Tymka obok siebie.



Bycie mamą zmienia, inaczej ustawia priorytety. Ola od ośmiu lat jest instruktorką fitness, ukończyła studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Jej życie było jedną niekończącą się aktywnością. – Zostałam managerem fitness i właściwie chyba nie przestawałam w ciągu dnia pracować – wspomina.

Mama

Wszystko uległo zmianie, gdy Ola dowiedziała się, że jest w ciąży. – Pierwszy trymestr nie należał do najprzyjemniejszych – opowiada mama Tymka. – Ze względu na mdłości i kiepskie samopoczucie nawet nie myślałam o ćwiczeniach. Jednak, kiedy minął ten okres postanowiłam zadbać o swoją formę. Wcześniej prowadziłam zajęcia dla kobiet w ciąży, także wiedziałam, co mogę robić, a jakich ćwiczeń nie powinnam wykonywać. Ćwiczyłam w domu, pozwalało mi to oswoić się z myślą, że za chwilę zostanę mamą – śmieje się Ola.

Kiedy urodził się Tymek, Ola, jak obecnie większość świeżo upieczonych mam, szukała wsparcia i porad na forach macierzyńskich, to właśnie tam spotykała się często z opinią, że będąc mamą trudno wrócić do formy sprzed ciąży. Kobiety pisały, że dziecko tak absorbuje ich czas, że ciężko jest znaleźć chwilę na jakąkolwiek aktywność. Tymczasem Ola wróciła po porodzie do swojej aktywności.
- Wiedziałam jak trudno jest być aktywną mamą, jak ciężko wypracować sobie czas, by wyjść do siłowni czy na ćwiczenia. Sama jestem typową mamą kwoką. Nie wyobrażałam sobie zostawić Tymka pod czyjąkolwiek opieką, więc ćwiczyłam w domu, bo nie miałam innego wyjścia. I kiedy czytałam o rozterkach mam, które chciały wrócić do formy, tylko nie wiedziały w jaki sposób to zrobić, zapaliła mi się zielona lampka. Wtedy pomyślałam, że przecież ja znam rozwiązanie. Postanowiłam więc nagrywać filmiki z swoimi domowymi ćwiczeniami i wrzucać je do sieci – tłumaczy Ola. Na tę decyzję złożyło się jeszcze jedno. - Przed ciążą dużo pracowałam, byłam bardzo aktywna i takiej właśnie aktywności zawodowej brakowało mi podczas spędzania czasu z Tymkiem. Postanowiłam zatem fakt, że jestem w domu i ćwiczę z moim synkiem, wykorzystać do zachęcania kobiet do ruchu.

Motywator

Sportsmama niczego nie udaje. Na jej nagraniach zawsze widać Tymka, który przed rokiem nie potrafił jeszcze chodzić, a teraz coraz aktywniej bierze udział w ćwiczeniach, które wykonuje jego mama. Ola wykorzystuje zabawki syna, sprzęty domowe, pokazuje, jak wzmacniać uda, chociażby podczas prasowania. Na jej filmach można przygotować się do wykonywania ćwiczeń podczas spaceru z wózkiem, a także dowiedzieć się w jaki sposób wykorzystać pobyt na placu zabaw do wzmocnienia swoich mięśni.
Prawdziwą jednak furorę w internecie wywołały ćwiczenia z mopem oraz te wykonywane podczas codziennych czynności. – Chciałam pokazać kobietom, że tak naprawdę nie ma przekonujących wymówek, że ćwiczyć można nawet przy wieszaniu prania wykonując pięćdziesiąt przysiadów. Oczywiście, że pojawiły się głosy, że jak mogłam coś takiego pokazać mężczyznom, że teraz oni będą myśleli, że my mamy możemy już naprawdę wszystko. Myślę, że osobom wyrażającym takie opinie zabrakło jednak trochę dystansu – mówi Ola, która w ten sposób chciała pokazać, że w napiętym grafiku każdej mamy można znaleźć miejsce na aktywność.

- Trening przy rozwieszaniu prania nie jest tak naprawdę prawdziwym treningiem, bo nie jest regularny. Tyle tylko, że dzięki temu nagraniu widać, że jeśli w ciągu dnia mama nie znajdzie ani chwili czasu na ćwiczenia, to może wykonać przysiady przy codziennych czynnościach i nie mieć wyrzutów sumienia, że nie poćwiczyła – tłumaczy Ola dodając: - Kobiety nie muszą nic robić, jeśli nie chcą, ja nikomu niczego nie narzucam.

Kobieta

Na pytanie czy ma czasami dość i rezygnuje z treningu Sportsmama odpowiada? – Im bardziej mi się nie chce, tym bardziej "robię trening" (śmiech). Mówię sobie: „Ty to jesteś walnięta, jak ci się nie chce, to niech ci się zachce”. Poza tym mam osobistego trenera – Tymka, który codziennie o godzinie dziesiątej, bo to jest właśnie godzina naszego treningu skacze, biega… Nie mam wyjścia. Muszę ćwiczyć (śmiech).

Jesteś szczęśliwą mamą? - Bardzo. Niesamowicie jestem szczęśliwa. Zdałam sobie sprawę, że nie mając dziecka często marnowałam swój czas.
Trwa ładowanie komentarzy...