Seks z przyrządami, masturbacja na żywo, zabawa prezerwatywą, czyli norweski program edukacyjny dla najmłodszych

Screen z Youtube.com
Screen z Youtube.com
"Pieszczenie genitaliów", "Seks, zwany inaczej pieprzeniem, bzykaniem czy kochaniem się", "Włóż język do pomidora i kręć wokół" – a teraz wyobraź sobie, że Twoje kilkuletnie dziecko oglądało w publicznej telewizji program, w którym usłyszało m.in. takie hasła. Czy edukacja seksualna powinna mieć granice?

Zdaniem Line Jansrud, prowadzącej „Newton”, program popularno-naukowy dla dzieci w norweskiej telewizji publicznej NRK, najwyraźniej nie. Program w bardzo bezpośredni i pozbawiony granic sposób wprowadza w świat seksu i cielesności. I nie byłoby w tym raczej nic szokującego, gdyby nie fakt, że "Newton" jest dozwolony dla wszystkich, nie ma więc żadnych ograniczeń wiekowych. Tymczasem w ostatnim odcinku dotyczącym dojrzewania pokazano, jak się masturbować, jak się całować, jak zrobić sobie słynną „malinkę” i oczywiście - jak uprawiać seks. Wszystko bardzo obrazowo, przy użyciu w kolejności odpowiednio: ludzi (masturbacja), pomidora (całowanie), odkurzacza (malinka) i modeli imitujących waginę i penisa (seks).
Temat edukacji seksualnej dzieci, w większym bądź mniejszym stopniu, zawsze budzi kontrowersje. I choć co do samego zapotrzebowania edukacji w tym zakresie trudno mieć jakieś wątpliwości, to jednak forma i ograniczenia wiekowe powinny mieścić się w granicach zdrowego rozsądku. Malowanie na ciele nagiej kobiety położenia macicy i jajowodów, pokazywanie dzieciom "na żywo" technik masturbowania, budzi co najmniej duże wątpliwości. Nic więc dziwnego, że nawet w przypadku kraju skandynawskiego, który słynie z bardzo bezpośredniego podejścia do edukacji seksualnej, taką formułę programu niektórzy komentujący określili jako ocierającą się o pornografię. W sieci nie brakuje opinii atakujących norweską telewizję po emisji. Są jednak i ci, którzy bronią „nowatorskiej” narracji.



Dla mnie sytuacja, w której najmłodsi oglądając program dla dzieci, i to w publicznej telewizji, widzą nagie ciała, zbliżenia narządów płciowych, na których na wesoło omawia się techniki masturbowania, a później przy użyciu modeli pokazuje się, jak dosłownie uprawia się seks, jest po prostu absurdem. Przede wszystkim dlatego, że odbiera rodzicom prawo decydowania, czy ich dziecko jest już gotowe na takie obrazy. Adnotacja, która się pojawia na początku odcinka, że niektórzy rodzice mogą być zawstydzeni treścią programu, nie wystarczy. Edukacja seksualna jest potrzebna, ale nie musi i nie może być prowadzona w sposób wulgarny i napastliwy. "Nowatorskość" nauczania, jak widać na wideo, nie koniecznie musi być właściwym rozwiązaniem.
Trwa ładowanie komentarzy...