Przyjdzie Baba Jaga i cię zabierze. Straszymy dzieci, choć to głupie i mało wychowawcze

Fot. Pixabay/ [url=http://pixabay.com/pl/grim-reaper-horror-creepy-straszny-656083/]currens[/url] / [url=http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url] Dlaczego straszymy dzieci?
Fot. Pixabay/ currens / CC O Dlaczego straszymy dzieci?
Mnie najczęściej chyba straszono czarną Wołgą. Przygotowując ten tekst zastanawiałam się, czy przypadkiem do dzisiaj się jej nie boję. Może z tego lęku wzięła się moja obsesja, że ktoś podjedzie samochodem i porwie mi dzieci?

Czym straszymy najczęściej?

1. Policją.
Kto choć raz nie powiedział przechodząc obok policjanta z wrzeszczącym dzieckiem: - Uspokój się, bo Pan Policjant cię zabierze. Albo ukarze. Albo zamknie w więzieniu. Kiedyś znajoma nauczycielka opowiadała mi historię dziewczynki. Mieli spotkanie z policjantem w klasie. Mała wpadła w taką histerię, że nie mogli jej uspokoić. Bała się, że policjant weźmie ją ze sobą.

2. Panem Zdzichem.

Zenkiem czy Edkiem. Zwał jak zwał. Cicho, bo przyjdzie Pan Zdzicho. Zabierze Cię Edek, jest zły bo najadał się kredek. A Zenek może nawet połknąć bochenek, więc co za problem ze zjedzeniem dzieci. Nikt nie wie, jak wygląda Pan Zdzich. Ale na pewno nie jest przemiły pan, który pogłaska po głowie i opowie bajkę na dobranoc.

3. Babą Jagą.
Tak tradycyjnie. Bo to przecież znana postać z bajki, która jedynie zamknęła dzieci w klatce, tuczyła, by później móc je zjeść. A że złapana na domek z piernika para była ostatnią, na szczęście niedoszłą ofiarą łakomej czarownicy… Cóż Jaś i Małgosia mieli dużo szczęścia.

4. Tatą.
- Przyjdzie tata, to zobaczysz. Może być i mama, ale przyznajmy szczerze, że łatwiej straszyć tatą, jako tym surowszym, bardziej zasadniczym i namacalnym straszakiem. Tata rzadziej bywa w domu, a dziecko często zabiega o jego uwagę, boi się, że jak coś przeskrobie, to trudno będzie zrobić na nim dobre wrażenie i wywołać uśmiech.

5. Klapsem.
- Uważaj, bo nie wytrzymam i dostaniesz w tyłek! Strasznie, które rzadko na szczęście zamienia się w czyn. Kiedy nie miałam jeszcze dzieci, przyjechali znajomi z synem. On od rana tłukł młotkiem w krzesło, a ja słyszałam: Jasie przestań, bo dostaniesz w dupę. Nie przestawał. Spytałam, czy kiedyś dostał? Odpowiedzieli, że nigdy.

6. Śmiercią/odejściem

Jak nie zjesz, to umrzesz. Jak się nie ubierzesz, to zamarzniesz. Jak się nie uspokoisz, to umrę. Jak będzie się tak dalej zachowywać, to sobie pójdę. A jeśli będziesz tak mówił do babci, to ze smutku umrze. Okrutne i bezsensowne.


7. Pogniewaniem
- O nie droga panno, jeśli nadal będziesz się tak zachowywać, to się pogniewamy. Brrrr. Straszne? Może, bo to oznacza, że złość, milczenie, a co za tym idzie upokorzenie drugiej osoby. Chcielibyście zostać tak potraktowani?

Wyżej podane przykłady przyszły mi do głowy, jak pierwsze, choć pewnie jest jeszcze wiele innych. O chociażby wyszorowaniem buzi mydłem, jeśli używa brzydkich słów. Drzewem w brzuchu, jeśli będzie jeść pestki. Przykładów pewnie można by mnożyć. I choć z perpsketywy dorosłych takie straszenie bywa nawet zabawne, to raczej z punktu widzenia dziecka nie ma w tym nic śmiesznego.

Właściwie dlaczego straszmy?

1. Bo brak nam cierpliwości.

Powtarzamy: - Nie biegaj, nie skacz po kałużach, oczywiście bez rezultatu. A kiedy czujemy, że zaraz para pójdzie nam uszami wyduszamy z siebie: - Jeśli nie przestaniesz, to cię tu zostawię i sobie pójdę. Po co tłumaczyć, co może się stać, jeśli będzie biegać w mokrych butach. Lepiej szybko zamknąć sprawę bez wdawania się w dyskusję.

2. Bo chcemy natychmiastowego efektu.

Każdy spojrzy na nas z podziwem, kiedy szepcząc coś do ucha rozkrzyczanemu dziecku, natychmiast je uciszymy. Robie wrażenie, no nie? Zwłaszcza, gdy w sklepie tupie nogami i domaga się natychmiast paczki żelków. Wtedy my, dorośli, duzi i silniejsi szepczemy: - Widzisz tu są kamery, pan ochroniarz to wszystko widzi i zaraz po ciebie przyjdzie… „Cudowny” sposób.

3. Bo nie potrafimy być konsekwentni.

Straszeniem przykrywamy rodzicielskie słabości i błędy. Trudno się nam przyznać, że sami sobie, jak i dziecku robimy krzywdę nie egzekwując wprowadzonych zasad. – Żeby to było ostatni raz - mówimy pozwalając dziecku zasiąść wieczorem przed telewizorem (choć już jest bardzo późno). Jak jeszcze raz będziesz tak prosił to zadzwonię po policję, oni się już z tobą rozprawią. Chyba nie ma co komentować.

4. Bo sami się boimy.
- Jedz, bo nie urośniesz. Jak nie zjesz, to nie będziesz zdrowy. Bezustannie obawiamy się o zdrowie i bezpieczeństwo dziecka. Mamy nadzieję, że ze strachu nie zrobi ono głupoty. Tylko, czy w dorosłym życiu tak to działa? Czy ten kto nie wsiada za kierownice po wypiciu alkoholu robi to, bo boi się policji?

5. Bo dziecko inaczej nie zrozumie
Czy aby na pewno? A może warto wytłumaczyć, że słowa, których używa są przekleństwem, powiedzieć, co znaczą, niż grozić mydłem w buzi. Dziecko nie jest istotą bezrozumną, co prawda tłumaczenie, że bieganie po dworze bez czapki, niesie ze sobą ryzyko przeziębienia, może nie od razu przyniesie efekt, ale z pewnością będzie procentować w przyszłości bardziej niż powiedzenie: - Zobaczysz głowa ci odpadnie, jak będziesz chodzić z gołą głową.

Dzieci lubią się bać, ale wtedy, kiedy wiedzą, że wszystko dobrze się skończy. Wilk wypluje Kapturka, a Śpiącą Królewnę wybudzi pocałunkiem książę. Jaki jest sens straszenie Zdzichem? Żaden. No chyba, że chcemy mieć znerwicowane dziecko, które pewnego dnia zacznie moczyć się w nocy na myśl o tym że zapomniało umyć zęby wieczorem i teraz na pewno zje ją Edek, dla którego zabrakło kredek. Może też stać się inaczej – nasze dziecko nigdy nie będzie nas słuchać, bo w pewnym momencie zrozumie, że całe to straszenie jest nic nie warte, bo gdyby Baba Jaga istniała przyszłaby po nie już z tysiąc razy.
Trwa ładowanie komentarzy...