Zabetonowany. Dlaczego mężczyźni nie płaczą, kiedy tracą dziecko — czy poronienie ich nie dotyka?

[url=http://pixabay.com/pl/kochanie-dziecko-%C5%82adny-tata-daddy-22194/]Pixabay[/url] / [url=http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url] Czy mężczyźni faktycznie są nieczuli na stratę dziecka?
Pixabay / CC O Czy mężczyźni faktycznie są nieczuli na stratę dziecka?
Poronienie jest nadal tematem tabu. Było, zdarzyło się, należy zapomnieć i iść do przodu. Kobiety najczęściej czują się osamotnione w swoich emocjach. Zwłaszcza, gdy mężczyzna wychodzi z domu — nie chcąc widzieć łez swojej partnerki.

Udajemy, że nic się nie stało
Kiedyś pisałam o poronieniu dla jednej z gazet „ciążowych”. Usłyszałam wtedy:
— Tylko wiesz, napisz tak, żeby nikogo nie przestraszyć, ma być miło, bez wywoływania paniki. Zagotowało się we mnie, bo jak napisać o poronieniu? — Kochana zdarza się, ale innym kobietom, Tobie na pewno się nie przytrafi?!?



Wśród moich koleżanek średnio co trzecia jest po poronieniu. A my nadal nie chcemy o tym rozmawiać. Pewnego dnia dostałam rozpaczliwego maila od przyjaciółki, która pisała: — Oszaleję. Mam wrażenie, że nie mogę płakać, że nie mogę o tym mówić. Wszyscy traktują mnie tak, jakby nic się nie stało. — Masz prawo do żałoby — powiedziałam. Jej mąż wychodził z domu, zupełnie nie wiedząc, jak odnaleźć się w tej trudnej przecież dla nich obojga sytuacji.

Poronienie cały czas dotyczy jedynie kobiet. Kiedy mówimy o stracie dziecka, widzimy tę, której odebrano nadzieję na bycie mamą. Dlaczego gdy dochodzi do próby związku, kiedy kobieta jak nigdy wcześniej potrzebuje wsparcia najbliższej jej osoby, to mężczyzna zawodzi?

Pierwsze poronienie
Michał ma 32 lata, Ania jest rok od niego młodsza. Poroniła dwukrotnie, pierwszy raz w ósmym tygodniu ciąży, drugi w dziesiątym. W pierwszą ciążę Ania zaszła w noc poślubną, test robili wspólnie podczas podróży poślubnej: — Wiedziałam, że mogę być w ciąży, ale jak już zobaczyłam dwie kreski to bardzo się zdenerwowałam. Byłam zła, bo bałam się, jak się wszystko ułoży. Niedawno zmieniłam stanowisko i obawiałam się reakcji w pracy. Poza tym nie spodziewałam się, że tak szybko zajdę w ciążę. Potem setki razy sobie wyrzucałam, że to co się stało później, było karą za to, że się nie ucieszyłam — wspomina Ania.

Michał zawsze chciał mieć dzieci i od samego początku cieszył się, że zostanie tatą. – Myślę, że byłem gotowy na to wielkie wydarzenie — śmieje się dodając: — Oczywiście było we mnie mnóstwo obaw, czy podołam, czy będę dobrym tatą ,czy dam radę. Niestety los zadecydował, że to było dla nas za wcześnie.
Ania

Czułam się jakby mi ktoś odciął dopływ tlenu, jakbym spadła na dno najgłębszej i najczarniejszej studni, jakbym była obdarta ze skóry. Chciałam wiedzieć, że dziecko które było, nie jest zapomniane i chciałam żeby inni też okazali smutek, zadumę. Zamiast tego słyszałam: Nic się nie stało. Dobrze, że teraz, a nie później. Lepiej tak, niż miałoby się urodzić chore. Nie histeryzuj. Jeszcze przeżywasz? Nie masz innych tematów?

Bardzo często po poronieniu kobiety mają silną potrzebę mówienia o tym, co się stało, potrzebują czasu na płacz i rozpacz.

Mężczyźni natomiast działają zadaniowo, dla nich najważniejsze, to wesprzeć swoją partnerkę, spróbować ukoić jej ból. Przyjmują postawę: Jeśli ona płacze, ja nie będę płakał, nie dam po sobie poznać że też cierpię, tylko tak jej pomogę.". Dlatego też, bardzo często kobiety zarzucają partnerom brak empatii, uważają, że mężczyzna ich życia jest „jak inni” nie wykazując zrozumienia, a przecież to było też JEGO DZIECKO.

Co czuł Michał?
— Oczywiście, że rozumiałem, co się stało i nigdy nie bagatelizowałem nieszczęścia, które nas spotkało. Zawsze jednak miałem problemy z okazywanie złych emocji, więc i tym razem zabetonowałem je w sobie. Starałem się wspierać Anię jak potrafiłem. Wtedy wydawało mi się że muszę być twardy, przecież jestem facetem. To cholerne wychowanie lat osiemdziesiątych — facet nie może płakać , facet ma być twardy.
Michał

Przy pierwszym poronieniu zwyczajnie uciekłem od problemu. Wyszedłem dość szybko ze szpitala znajdując jakąś idiotyczną wymówkę w stylu „nie lubię szpitali”. Jak teraz o tym myślę, to mam wielki żal do siebie. Wtedy Ania przeżywała najgorsze chwilę w życiu a ja uciekłem jak najgorszy łach. Byłem też zdumiony, że Ania leżała z ciężarnymi… Wróciła ze szpitala całkowicie inna. Jak nie ona, cały czas płakała i się zadręczała. Nic jej nie cieszyło, ani nie sprawiało przyjemności. Czułem się bezsilny.

Poronienie razy dwa
Drugi test Ania z Michałem zrobili trzy lata później. — To była nawet śmieszna sytuacja, bo kiedy zobaczyłam dwie kreski rozpłakałam się mówiąc, że nie wiem, jak to się stało. Mąż zapytał, czy ma mi dokładnie wytłumaczyć — opowiada Ania. — Mieszały się we mnie uczucia radości i strachu, ale radość przeważała. Czułam się tak pełna nadziei, jakby skrzydła mi wyrosły... Michał tym razem nie miał już obaw o to, czy będzie dobrym ojcem. — Byłem generalnie w świetnym nastroju, bo przecież tym razem miało już być wszystko dobrze. Przecież nie zdarzają się dwa poronienia pod rząd – tak sądziłem.

Niestety tym razem również się nie udało. Ania ze szpitala wróciła zdewastowana psychicznie. Nie pomogła sytuacja w szpitalu, gdzie podobnie, jak za pierwszym razem została potraktowana przedmiotowo. — Leżałam na sali z ciężarnymi kobietami i przez całą noc słyszałam krzyki rodzących kobiet i płacz dzieci. Czułam się zepsuta, bezużyteczna, bezwartościowa i niechciana, jak paranoiczka – wspomina. Zaczynała dzień od płaczu i na nim kończyła. — Mijały tygodnie, miesiące, a ból, żal i tęsknota wcale się nie zmniejszały. To był bardzo trudny czas. Dużo też między nami było pretensji. Często się kłóciliśmy o byle co – opowiada Ania.

— Nie chciałam nigdzie wychodzić, wszystko było dla mnie bez sensu. Ludzie wydawali mi się płytcy, z trywialnymi problemami. W zasadzie nic oprócz dziecka nie miało dla mnie znaczenia.

Michał po raz kolejny zabetonował w sobie emocje. Pękł jedynie dwa razy — raz przy Ani i raz przy swoim tacie. — Wiem, że gdybym pozwolił poszaleć moim emocjom i oboje byśmy cały czas płakali i się zadręczali to w końcu doprowadziłoby to jeszcze większego kryzysu, i kto wie czy dzisiaj bylibyśmy razem. Działanie zadaniowe „po męsku”
Ania z Michałem postanowili znaleźć medyczną przyczynę poronień. — Badaliśmy się oboje. Na początku obawiałam się, że Michał nie będzie chciał, jednak w ogóle nie trzeba było go namawiać. Ja zajęłam się stroną praktyczną, przedstawiłam różne opcje, bardzo chciałam iść do kliniki leczenia niepłodności i tam się gruntownie przebadać. Na NFZ nie było co liczyć, bo dwa poronienia nie kwalifikują się do otrzymania jakichkolwiek dodatkowych skierowań. Długo na ten temat rozmawialiśmy i szukaliśmy informacji w Internecie, a potem razem zadecydowaliśmy, co robimy.

Dla Michała podjęcie konkretnych działań stało się możliwością pokazania Ani, że nie jest sama. — Wydaje mi się, że mam bardzo zdrowy stosunek do siebie — nie jestem ideałem. Dlatego dopuszczałem możliwość, że mój sprzęt nawalił i nie dostarczyłem właściwego materiału do zapłodnienia. Byłem gotowy przejść najgorszą kurację, żeby tylko zajść w zdrową ciążę. Badania chciałem wykonać też dla samej Ani, zgoda na nie i moje zaangażowanie, to był jeden z niewielu dowodów na to, że mi także zależy, że w pełni jestem z nią w tej naszej tragedii. Trzecia ciąża
Poronienie nie było już tematem tabu. — Ciągle mówiliśmy o tym, co może pójść nie tak. Bardzo skupialiśmy się na tej ciąży, w zasadzie nie było innego tematu. Wymyślałam coraz to nowe badania, nowych lekarzy, a Michał pomimo, że bywał przeciwny, to zgadzał się na wszystko, abym tylko choć trochę się uspokoiła — wspomina Ania.

Michał bardzo się bał. — Trzecia ciąża była ogromnym wyzwaniem dla Ani, bo to ona nosiła trzecie dziecko. Trochę skruszyłem beton i starałem się okazywać uczucia, ale było mi strasznie ciężko ze względu na ogromny strach przed kolejnym poronieniem. W końcu jak zdarzyły się dwa, to mogły zdarzyć się i trzy pod rząd. Wtedy bardzo dużo rozmawialiśmy. Ania szalała z nowymi badaniami, z wyszukiwaniem coraz to lepszych lekarzy od USG. Na wszystko się zgadzałem chcąc, by Ania mogła odzyskać spokój — tłumaczy Michał, który czuł, że w ten sposób może okazać jej swoje pełne wsparcie.
Ania

Mam takie wspomnienie jak siedzimy objęci na kanapie, to był trzeci miesiąc i Michał powiedział, że szkoda, że ciąża trwa aż dziewięć miesięcy, a nie trzy, bo chciałby już przytulić nasze dziecko. Te dziewięć miesięcy wydawały się nam wiecznością. Gdyby nie trzecia ciąża, gdyby nie Oliwka to nie wiem co by było ze mną, z nami...

To była bardzo trudna próba dla naszego związku — kłóciliśmy się bardzo często, a najmniejsza pierdoła rosła do rangi problemu globalnego. Dzisiaj wiem, że część jej serca odleciała z małymi Aniołkami i pomimo, że mamy obecnie dwie cudowne córeczki, to zadra w sercu dalej boli. Nie tak jak siedem i cztery lata temu, ale boli. Michał pozwolił sobie na skruszenie betonu, który jemu jak i wielu innym mężczyznom nie pozwała na okazywanie uczuć. — Teraz ten niby twardy facet, kiedy wspomina, co się wydarzyło, ma łzy w oczach na myśl, że mógłby mieć jeszcze dwa brzdące, które zapragnęły być Aniołkami.
Trwa ładowanie komentarzy...