Klapsy to nie bicie? Skandaliczne orzeczenie sądu

Fot. [url=http://skroc.pl/3a1ac]Jared Smith[/url] / [url= http://goo.gl/OOAQfn]CC BY[/url] Klapsy to nie bicie??
Fot. Jared Smith / CC BY Klapsy to nie bicie??
“Nawet kilkukrotne skarcenie dziecka tzw. klapsem (...) nie jest równoznaczne z biciem” – stwierdził niedawno warszawski sąd. To ja mam – proszę Wysokiego Sądu – pytanie. A co jest równoznaczne z biciem? Gdzie według sądu zaczyna się ta granica? Gdy widać krew, czy gdy dziecko traci przytomność? A może jakaś kość powinna być złamana, hę? Czy jak dziennikarz parentingowego pisma da sędziemu klapsa, to to będzie “równoznaczne z biciem”, czy nie? Bo mnie kusi, żeby sprawdzić...

Eksperci swoje, a życie swoje
Prywatne i państwowe miliony złotych są wydawane na kampanie dotyczące bicia dzieci. Że nigdy, że w ogóle, pod żadnym pozorem. I że to niegodne cywilizowanego człowieka barbarzyństwo, a straty w psychice dziecka są dramatyczne. Dziesiątki autorytetów, setki artykułów, tysiące słów, stosowne zmiany w prawie.

I co? Guzik! Oddajmy na chwilę głos Markowi Michalakowi, Rzecznikowi Praw Dziecka.
Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka

Do Rzecznika Praw Dziecka napływa corocznie wiele spraw związanych z biciem dzieci przez osoby dorosłe (...). Stosowanie różnego rodzaju form karcenia w stosunku do osób małoletnich ze strony rodziców (...) stanowi fakt powszechnie znany. (...). Na gruncie tych spraw z niepokojem obserwuję przypadki umarzania postępowań przygotowawczych z powołaniem się przez prokuratorów na tzw. pozaustawowy kontratyp dozwolonego karcenia małoletnich lub też umarzanie postępowań (...) wobec znikomej szkodliwości społecznej czynu. Czytaj więcej

Wyjaśnijmy jeszcze, że “pozaustawowy kontratyp” to nic innego tylko wynikająca “ze zwyczaju” okoliczność wyłączająca bezprawność czynu. Innymi słowy – postępowanie, które w normalnych warunkach jest bezprawne, staje się prawnie dozwolone.

Więc – drogie bite przez rodziców dzieci – prokuratura Wam nie pomoże. Bicie Was to dla prokuratorów “pozaustawowy kontratyp” o znikomej szkodliwości społecznej.

Sąd zgadza się z prokuraturą
Z zadumy nad kondycją umysłową prokuratorów wyrywa jednak wiara w niezawodność i mądrość sądu. Przecież tak absurdalne postanowienia prokuratury muszą zostać do sądu zaskarżone. Nie ma szans, aby zostały utrzymane, prawda?


Nieprawda.

Sąd (dla przypomnienia – działający w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej) – orzeka: “Jednorazowe czy nawet kilkukrotne skarcenie dziecka tzw. klapsem, jakkolwiek jest przedmiotem licznych kontrowersji co do zasadności takich metod wychowawczych, nie jest równoznaczne z biciem”. To nie jest orzeczenie z końca XIX wieku. To jest orzeczenie z 5 lutego 2015 roku, w którym warszawski sąd utrzymał w mocy jedno z prokuratorskich umorzeń sprawy o bicie dziecka.

Wysoki Sądzie, “skarcenie dziecka klapsem” NIE JEST przedmiotem kontrowersji. Jest równoznaczne z biciem. Koniec. Kropka.

Puszka Pandory
Jakakolwiek dwuznaczność, niepewność, czy niedopowiedzenie otwiera mroczną puszkę Pandory. Wszędzie tam, gdzie jacyś beznadziejni tata, czy mama wstrzymywali rękę ze względu na strach przed konsekwencjami – ten strach znika. Przechodzi na dziecko. Wszędzie tam, gdzie po odpowiednich działaniach organów ścigania można było liczyć na poprawę losu dziecka – liczyć na to trudniej.

Mówi sąd: “Kilkukrotne skarcenie klapsem”? A ilu krotne? A czy 50 klapsów to już bicie? A czy klapsy muszą być ręką, czy mogą być kapciem albo paskiem? Tylko w pupę, czy w twarz to też klaps? Absurdalne pytania można dodawać i mnożyć, ale nie o to chodzi.

Można oczywiście podejrzewać, o co sądowi chodziło. Pewnie o takie sytuacje, w których w zwyczajnej i przeciętnej rodzinie, mama/tata od czasu do czasu stracą cierpliwość i “skarcą klapsem”. I – myślał pewnie Sąd – to przecież nie to samo, co jakieś patologie i regularne katowanie dziecka. Oczywiście, że nie to samo, tylko co to zmienia? Nic. To, że dziecko A. jest bardziej pobite niż dziecko B. wcale nie znaczy, że to B. w ogóle nie jest pobite… Czy naprawdę trzeba to ciągle tłumaczyć?

Toga nie czyni mądrym
Czytając sądowe uzasadnienie chce się powiedzieć: “Jednorazowe czy nawet kilkukrotne założenie sędziowskiej togi, jakkolwiek jest przedmiotem licznych przywilejów, nie jest równoznaczne z byciem mądrym”. Niestety.

Jest – Wysoki Sądzie, Szanowny Prokuratorze – takie słowo: “empatia”. Szczególnie ważne, gdy zajmujecie się sprawami dzieci, które same się swoimi sprawami zająć jeszcze nie potrafią. To zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób. Nie potraficie? To pomogę. Wyobraźcie więc sobie, że Wasz szef w sądzie, czy prokuraturze jest od Was cztery razy większy i 10 razy silniejszy. I za każdym razem, gdy zrobicie coś nie tak (a jak widać zdarza się), to on daje Wam klapsa… Bezkarnie. A Wy nie możecie z tego powodu rzucić pracy, ani nikomu skutecznie się poskarżyć. Nic z tym zrobić nie możecie, oprócz nadstawiania tego pośladka, która obecnie mniej boli… Fajnie? Ciekawe, czy uznacie to za pozaustawowy kontratyp...

RPD do Ministra Sprawiedliwości: proszę o sprawdzenie
Rzecznik Praw Dziecka w liście do Ministra Sprawiedliwości przypomina, że “osobom wykonującym władzę rodzicielską (...) nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych”. Rzecznik prosi ministra, aby ten dokładnie przeanalizował działania prokuratury i sądów. Trudno jednak spodziewać się po tej ministerialnej analizie przełomu – wszak i prokuratura i sądu są (i słusznie) niezależne i niezawisłe w swoich ocenach i działaniach. Pozostają jedynie apele i zwracanie uwagi publicznej...

Janusz Korczak powiedział przepięknie: “Nie ma dzieci – są ludzie”. Ta prawda zdaje się nie dotarła do głów i sumień wielu polskich sędziów i prokuratorów, którym ciągle zdarza się przykładać inną wagę do zła wyrządzonego dzieciom przez ich rodziców. Niektórzy uważają, że sądów wyroków nie powinno się komentować. W nosie mam taką zasadę, gdy chodzi o dzieci. Niestety obraza sądu jest ciągle karalna, a nie sądzę, żeby ktoś tu zastosował “niską szkodliwość społeczną”....

PS. Według badań własne dzieci biją rodzice w każdej grupie społecznej. Statystyka w skrócie. „Klapsy” akceptują:
– mężczyźni (64 proc.),
– kobiety (58 proc.),
– osoby starsze (powyżej 65 proc.),
– osoby młodsze (poniżej 55 proc.),
– osoby o niższym wykształceniu (65 proc.),
– te o wyższym wykształceniu (52 proc.),
– osoby oceniające swoją sytuacje materialną jako złą (69 proc.)
– oceniające ją jako dobrą (51 proc.),
– niemający obecnie dzieci poniżej 18 roku życia (63 proc. proc)
– mający dzieci poniżej 18 roku życia. (55 proc.).

Czyli w zasadzie wszyscy. Nigdzie, w żadnej grupie, ani kategorii nie ma wyniku PONIŻEJ 50 procent. Innymi słowy – gdy dziesięcioro dzieci bawi się na placu zabaw to sześć z nich dostało co najmniej raz klapsa od rodzica. Według statystyki troje dostało od rodzica lanie, bo co trzeci rodzic “wykorzystywał w postępowaniu z dzieckiem przemoc fizyczną”. Na wsi i w mieście. Na Żoliborzu i podwórku. Wszędzie. Jak widać w sądach też...
Trwa ładowanie komentarzy...