"Muszą kastrować mężczyzn, bo facet mocny zagraża miłości". O kobietach, mężczyznach i wszystkim co z tego wynika

Fot. Magda Starowieyska
– Dlaczego mamy rozmawiać o tym, że kobietom matkom jest trudno łączyć pracę z macierzyństwem. A gdzie wątek mężczyzny? Nie bagatelizujmy go. Kobietom i mężczyznom jest tak samo trudno. O życiu współczesnej kobiety rozmawiamy z psychologiem biznesu Jackiem Santorskim.

Katarzyna Troszczyńska: Co może zrobić kobieta, żeby połączyć pracę z macierzyństwem?



Jacek Santorski: Widzę, że idziemy w stronę najmodniejszego trendu, będziemy rozmawiać o tym, jak kobietom jest trudno.

Może ten trend wynika z tego, że tak jest?

Niekoniecznie. Proszę zobaczyć, kobiety mają do wybory mnóstwo opcji dotyczących tego jakie chcą być. Jest szkoła feministyczna, rodzinna, katolicka, neutralna. A proszę znaleźć coś dla ojców.

Teraz uczestniczę w takim projekcie, którego tematem przewodnim jest rola ojca współczesnego mężczyzny. Jego powodzenie pokazuje, że wstrzeliliśmy się w ogromną lukę. Od pół roku mamy platformę dla ojców fathers.pl, która wywodzi się od futu.pl. Ma już 10 tysięcy stałych użytkowników.

Gdy piszę teksty o matkach mężczyźni często – w komentarzach – piszą: „A co co dla nas?"

Jest coraz więcej mężczyzn, którzy realizują się w biznesie, w korporacjach i chcą też być dobrymi ojcami. Nie mają wzorca, bo nie chcą biegać z wózkami jak ich rówieśnicy w Sztokholmie, nie pasuje im też rola ojca forsującego, którego zadaniem jest przypominanie i egzekwowanie zasad. Więc to jest pytanie jak być ojcem i na własne życzenie się nie wykastrować. Jak tworzyć wspólnotę z kobietą czy innym mężczyzną. To nie jest tak, że dzieci potrzebują od matki cycka, śniadania i pomocy w szkole, a od ojca kasy, klapsa i trochę sportu. Potrzebują wspólnoty, która będzie dla nich punktem odniesienia. I tę wspólnotę buduje się razem.

Co kastruje mężczyznę?

Stereotypy. Społeczne oczekiwania. Mamy stereotyp mężczyzny surowego, który stoi po stronie wartości, dominuje nad kobietą, zarabia na dom – ale to już nie interesuje współczesnych mężczyzn, którzy pracują w agencjach reklamowych, nowoczesnych korporacjach. I nagle okazuje się, że kontrpropozycja przychodzi ze Skandynawii i polega na upodabnianiu się do kobiety – ale im też nie o to chodzi.

Pytanie jak zostać facetem i być jednocześnie empatycznym, serdecznym, wspaniałomyślnym i miękkim. Jak pogodzić tradycję, która ma swoje powody, by trwać wieki, z fantastycznymi opcjami naszych postmodernistycznych czasów. Redakcja fathers.pl pokazuje ludzi, którym udaje się przełamywać stereotypy. Tak samo jest z wyborem stylu życia. To nie jest tak, że albo nie wychodzę z samochodu, nie ruszam się znad komputera, przeliczam pieniądze, walczę o prestiż albo wyjeżdżam w Bieszczady, pasę owce i robię coś alternatywnego. Okazuje się, że można być wiernym jednej i drugiej wartości.

Wciąż mam poczucie, że kobietom matkom jest trudniej. Facet może rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

To dziecinne poczucie. Każdy człowiek ma swój wszechświat nieporównywalny z innymi. I jeśli mamy ustalać komu jest trudniej, trzeba ustalić kryteria. Możemy ustalić kryteria, które pokażą, że trudniej jest kobiecie, i inne, które pokażą coś zupełnie odwrotnego.

A czy nie trudniej jest kobietom w korporacji?

Ale co to znaczy trudniej?

No na przykład to znaczy, że jeśli choruje dziecko – to najczęściej kobieta musi wziąć wolne. Jeśli ktoś ma biec po to dziecko o 17.00 do przedszkola, też najczęściej robi to kobieta. Czyli siłą rzeczy – jako pracownik – jest na straconej pozycji.

Ale pani mówi o okresie od karmienia piersią do szkoły, a matką jest się przecież całe życie. Jeśli mówię o byciu matką to mówię o całym życiu. I rzeczywiście są takie okresy, gdy kobieta jest bardziej potrzebna, bo ma mleko, bo do jej zabiegów higienicznych – choć wcale nie musi tak być – dziecko jest bardziej przyzwyczajone, bo ona się dzieckiem opiekuje, gdy ono choruje. I rzeczywiście kobieta, która nie ustaliła z partnerem podziału ról, może mieć trudniej, bo pracę w nowoczesnej korporacji z tradycyjną rolą matki trudno jest pogodzić. Ale my psycholodzy właśnie po to budzimy świadomość, mówimy: „Ale halo, nie dajcie się zwariować". Zdefiniujcie od nowa swoje role.To nie może tak być, że jest nowoczesność w pewnych aspektach życia, a w innych nie ma jej kompletnie i wszystko jest na głowie kobiety.

Znam bardzo dużo tradycyjnych związków, gdy mężczyzna oczekuje tego od partnerki, ale też ona wchodzi sama w taką rolę, że wszystko jest na jej głowie.

Korporacje w 80 procentach zaludnione są ludźmi z mniejszych miast. Bo dla ambitnych dzieci spoza miasta korporacje były iluzją dobrego życia. Sam znam dużo takich ludzi. Tam wciąż tradycja to podstawa. Mama, zacna pani rzemieślnik, stoi na straży tradycyjnego wzorca, przypomina córce, że z jednej strony faceta trzeba złapać, mieć z nim dziecko, ale jednocześnie temu facetowi nie można ufać, bo na pewno okaże się świnią. Ale można się to wkręcić albo nie.

Młodzi ludzie się w to wkręcają?

Ja pracuję głównie z ludźmi na wysokich stanowiskach. Z kobietami trzydziestoparoletnimi, które są już szefowymi, prezeskami. One wciąż mają dylematy. Wiele z nich świadomie podejmuje decyzje, że najpierw umocnią swoją pozycję materialną i zawodową. Dopiero potem mówią „No może to nie jest „last call", ale trzydziestka minęła. Może to pora na dziecko, już jestem gotowa. A ich mama, zacna pani rzemieślnik jest, czeka gotowa, by pomóc, być babcią. To jest ogromna siła tradycji. A inne myśli: „Może mama mi nie pomoże, ale stać mnie na opiekunkę”. To są kobiety, które zarządzają swoim życiem, i również tym kawałkiem życia. Nie są miotane przypadkiem.

A jeżeli to jest dziewczyna na niższym szczeblu kariery?

To jest pytanie dokąd trafia. Taka firma jak np PZU, zatrudniająca kilkadziesiąt tysięcy ludzi, mogąca wydawać się przaśna, konserwatywna, ma taki system, że dziewczyna, która idzie na macierzyński jest informowana o wszystkich fetach, eventach, przekształceniach. Przyjeżdża na nie, wie co się dzieje. Tak żeby, gdy wróci po urlopie macierzyńskim, miała poczucie ciągłości. Tam jest mocny HR. Moja znajoma pisała pracę doktorską na ten temat. Poszedłem do działu HR i pytałem czy mają jakiś program dla matek. Okazało się, że nie, bo wartość matki jest „zaszyta" w kulturze tej firmy, więc pytanie w jakiej firmie się pracuje.

Dużo jest takich firm?

Myślę, że sporo i będzie coraz więcej. I trzeba ich szukać – to też bardzo ważny aspekt zarządzania sobą.

Teraz byłem na kongresie firm rodzinnych w Poznaniu. Kobiety przedsiębiorcy opowiadały jak wielkim dylematem jest to, żeby te dwie wspólnoty – dom i firmę połączyć. I że to wymaga zrezygnowania z odrobiny szaleństwa, którego czasem w życiu tak bardzo potrzeba. Trzeba być bardzo poukładanym, zorganizowanym. Trzeba umieć być. Jak pracuje to pracuję. Jak kocham to kocham. Być przytomnym.
Czyli to nie jest matka, która wraca do domu i siada do komputera?

Nie. To kobieta, która jak pracuje to pracuje, a nawet zapier…..a. Ale jest też uważna, obecna wśród ludzi, ładuje w nich energię. Gdy jest w domu– to jest w domu i koniec. To jest tak zwana obecność. I wbrew rozpowszechnionej mitologii o rzekomej zdolności kobiet do wielozadaniowości, jak się zrozumie, że jest „one thing" i pilnuje się, żeby zawsze było to „one thing" to się daje to pogodzić. Ale jeszcze raz chcę powiedzieć, że trzyma mnie pani w obszarze stereotypu. Kobieta jej rola i zadanie, mężczyzna jego rola i zadanie.

Proszę mnie z niego wyprowadzić.

Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejszą rolą matki i ojca nie jest to co się za tę rolę powszechnie uważa. Dziecko potrzebuje domu, a dom to coś znacznie więcej niż obsługa. Zresztą dziecko potrzebuje tego serwisu na początku, potem ma to w nosie, bo rówieśnicy są najważniejsi. Ale ważne, by dziecko po perypetiach, awanturach z rówieśnikami mogło wrócić do domu, który jest bazą. To jest coś fantastycznego, gdy potem dwudziestoparoletni chłopak, słyszy jak jego koledzy mówią: twoja matka jest kapitalna, można z nią porozmawiać o wszystkim.

Zasadnicze pytanie jest – jak budować wspólnotę, której potrzebują dzieci robiąc jednocześnie karierę zawodową. Przez tą wspólnotę niekoniecznie rozumiem tradycyjną, katolicką rodzinę. W latach 80-tych pracowałem dużo w Szwecji. Tam już wtedy budowano mieszkania na komuny. Był duży salon, jedna duża kuchnia i kilka sypialń – wszystko przygotowane od razu pod patchworkową rodzinę. Ale to jest wspólnota, która jest najważniejszym punktem odniesienia dla dziecka. Pytanie jak być matką czy jak być ojcem to nie jest dla mnie pytanie o to czy karmić piersią, zostawić dziecko z babcią czy opiekunką tylko pytanie jak być współtwórcą wspólnoty, której potrzebują dzieci.

Czasem jedna strona nie współpracuje w budowaniu wspólnoty. Znam mężczyzn, którzy porzucają matki swoich dzieci, odsuwają się. Kobiety też potrafią być okrutne.

Najważniejsza jest świadomość. Wiele kobiet miało ogromny problem w relacjach z ojcem. Najpierw były ukochanymi córeczkami, a potem j– gdy zaczęły im rosnąć piersi – ojciec się od nich odsuwał. One, jako dorosłe, najpierw uwodzą, a potem dyskredytują mężczyzn, kastrują ich. Seksualność ojca spowodowała, że ten ojciec się od nich odsunął. W związku z tym one muszą kastrować mężczyzn, bo facet mocny zagraża miłości. Która z Pani koleżanek jest zdolna do tego, by dokonać takiej refleksji, że to ona nie walczyła o relacje, nie pracowała nad nią. Oczywiście, są też mężczyźni narcystyczni, którzy porzucają, gdy kobieta ich już nie karmi. Ale ważne, by mieć tą świadomość kim się jest i jakie się ma ograniczanie. I co można zrobić ze sobą.

To znaczy?


Znam pewną kobietę. Była prezeską w jednej z największej firm finansowo- ubezpieczeniowych. Mąż pracował w firmie consultingowej. Ona któregoś dnia stwierdziła, że dotychczasowe życie jej nie pasuje. Że nie może połączyć odpowiedzialności biznesowej z odpowiedzialnością za wspólnotą, którą tworzą i którą nazywają rodziną. Że potrzebuje nowych emocji, i wrażeń. Nie odeszła od męża, nie nawiązała romansu z innym facetem jak wiele innych kobiet w takiej sytuacji, tylko stworzyła fundację, która zajmuje się rodziną i szkołą, czyli tymi obszarami, które są źródłem frustracji, cierpienia, niedosytu młodych ludzi. Zamiast być ofiarą korporacji zaczęła wykorzystywać swoją przedsiębiorczość na innych płaszczyznach.

Ja uważam, że problemem kobiet i mężczyzn jest to nagromadzenie stereotypów. W tym świecie stereotypów jest po prostu trudniej. Stereotyp to znaczy, że trzeba żyć tak, a nie inaczej. Podejmować takie, a nie inne wybory. I z tej perspektywy kobietom może być trudniej.

Co może nam pomóc?

Samoświadomość. Otwartość, gotowość do zadawania sobie pytań. O to kim jestem, do czego zmierzam, jakie są moje prawdziwe wartości i jaką mam gotowość, żeby pojąć swoją skłonność do discopolowego, uproszczonego postrzegania siebie i świata. Tak, wiem, że to jest magnetyczne. Sam to wiem doskonale. Chodzi o to, żeby codziennie zadawać sobie pytanie: jak mogę nie ulegać stereotypowym rolom, jak mogę poznać samego siebie. Zrobić raban wewnętrzny.

Czyli?

Szukać inspiracji, ludzi, którzy tworzą wspólnoty – odnajdują się i w swojej pracy, i w życiu rodzinnym. I macierzyństwie i w ojcostwie w dużej mierze odrywając się od stereotypu. I tego, który przekazuje mama i tego nowoczesnego, feministycznego czy antyfeministycznego. Trzeba się obudzić się i wybrać sobie właściwe życie. Bez wtłaczania się w jakieś role. Najlepszą rzeczą jako mama i ojciec mogą zrobić dla swoich dzieci, to rozwijać dojrzałe związki w których są szczęśliwi. Jak tego nie mają, muszą się tego uczyć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...