Najgorszy wróg matki w korporacji? Oczywiście druga kobieta i wcale nie szefowa

Fot. 123RF
Powinnyśmy się w pracy wspierać – nie wspieramy. Szukamy swoich słabości, bo wtedy mamy szansę wygrać z tą drugą. A kobiety matki mają przekichane. Nie wierzysz? Naprawdę. No to przeczytaj.

Dorota napisała maila zaraz po tym, jak opublikowaliśmy tekst o kobietach, które są mobbingowane przez swoje szefowe. „Rozumiem, że teraz wszyscy mówią o mobbingu, ale dlaczego nikt nie napisze tekstu o tym, że najgorszym wrogiem matki w korporacji są zwykle jej koleżanki z biurka obok? Od nikogo nie zaznałam tyle zła co od współpracowniczek. Chętnie o tym opowiem".



„Spotkajmy się" proponuję.

Dorota przychodzi na spotkanie z teczką pełną maili. „Dowód nielojalności koleżanek" mówi. Maile regularnie przychodziły na adres szefowej, z którą potem się zaprzyjaźniła. Na przykład taki, z listopada 2014: „Nie rozumiem dlaczego Dorota może wychodzić wcześniej. Nie uważasz, że to niesprawiedliwe?". Albo inny: „To chyba podejrzane, że dzieci Doroty wciąż chorują, nie sądzisz? Nasze jakoś nie chorują". Maile wysyłała jedna z bliższych koleżanek Doroty, koleżanka z działu. W tym samym czasie uśmiechała się do niej i mówiła: „Kochana, pewnie, idź do domu, wszystkim się zajmę".

„Ale dlaczego twoja szefowa pokazała Ci te maile? Nic nie rozumiem" spytałam. „Bo wciąż broniłam swojej koleżanki. Brałam za nią projekty. I nie wierzyłam, że może na mnie mówić tak straszne rzeczy".

Dorota mówi: Nie ufam kobietom, nie wierzę im. Marzę o pracy z samymi mężczyznami. Tylko oni rozumieją macierzyństwo. Tylko oni rywalizują otwarcie.

Kobieta kobiecie wilkiem, czyli historia Doroty


Początek pracy

Pracuję w dużej, międzynarodowej korporacji. Trafiłam tam pod koniec studiów. W moim dziale było dziesięć kobiet. Jeśli myślisz, że przyjęły mnie serdecznie, to się mylisz. Wtedy miałyśmy nad sobą szefa. Wyróżniał mnie. Znałam cztery języki, byłam dyspozycyjna. Zależało mi na tej pracy. „Co się wyrywasz?" słyszałam. „Przez ciebie nie możemy wychodzić o 17.00, a musimy, bo mamy dzieci" mówiły. Starałam się trzymać z boku. One wciąż się obgadywały.

„Wiesz, że Anka zdradza męża? Jest okropna" mówiła jedna. Ta, która się z Anką przyjaźniła. „Marta stara się o dziecko. To już piąte in vitro i wciąż nic. Męczę się, kiepsko pracuje przez to, bo wciąż ją szprycują ją hormonami" żaliła się druga. Oczywiście jedna z najbliższych przyjaciółek Marty. Uśmiechały się, były słodkie, pytały czy mam chłopaka, męża i jak często uprawiam seks. „Nie chcę o tym gadać" mówiłam. Wtedy oddalały się.
Ciąża i wczesne macierzyństwo
W 2011 zaszłam w ciążę „Musi pani leżeć, inaczej jest ryzyko, że pani poroni" oznajmił ginekolog. Poszłam do szefa. „Poprowadzę wszystkie projekty. Mogę pracować zdalnie. Nic nie zostawię. Możesz na mnie liczyć. To początek ciąży, na pewno potem będzie lepiej" obiecałam. Uspokajał mnie. Mówił, żebym niczym się nie przejmowała. Dał mi asystentkę, stażystkę. Miała tylko wykonywać moje polecenia. Załatwiać miejsca na imprezy. Ogarniać rzeczy w mieście, których ja nie mogłam ogarniać. Polubiłam ją. I ufałam jej.

Nagle szef zaczął pytać: „Ale z tym klientem to Magda załatwiła, tak?". Magda? Nie, ja to zrobiłam. Ona pojechała tylko z umową. Zaczęłam mieć straszne myśli: nieważne ile bym pracowała, ile poświęcała firmie: jeśli tego nie kontroluję na miejscu, przegrywam.

Jeszcze godzinę przed porodem ogarniałam jakiś projekt. W jakim byłam szoku, gdy po dwóch dniach przeczytałam maila: „Dzięki Magdzie udało się sfinalizować kontrakt". Dzięki Magdzie?! Nie reagowałam. Moja pozycja w firmie była stabilna. Zresztą w domu uczono mnie: „Miej klasę".

Ale wtedy pomyślałam pierwszy raz: nie dawaj szansy drugie kobiecie, bo jeśli będzie mogła przegryzie Ci aortę.

Drugie dziecko i samotność
Nie możesz być matką w korpo, nie możesz ufać nikomu. Któraś ma inne doświadczenia? Chciałabym to usłyszeć. Bo moim zdaniem wszystkie się do siebie uśmiechamy, jesteśmy słodziutkie, a kiedy możemy – dokopujemy sobie. Taki przykład. Redukcje w firmie. Zwolnienia. Usuwają mojego szefa, kilka dziewczyn też. Pełniącą funkcję kierownika działu zostaje jedna z moich bliższych koleżanek – kobieta bezdzietna.

Siedzimy na zebraniu. „Muszę jechać na ferie z dziećmi. Potrzebuje cztery dni wolnego" mówi matka dzieci w wieku 9 i 10 lat. „To twoja sprawa, że masz dzieci" odpowiada moja koleżanka.Patrzę oniemiała. „Zastąpię ją" interweniuję. „Nie, nie zastąpisz" słyszę. Potem tłumaczy mi w kuchni: „Mam w d…, że ma dzieci. Dała się wybzykać niech teraz cierpi. Jestem za tę robotę teraz odpowiedzialna".

Niedługo potem moje życie prywatne się wali. Zachodzę w drugą ciążę, porzuca mnie facet. Jestem uważna, staram się nie zdradzać jak bardzo cierpię. Ale siłą rzeczy wymiękam. Samotną laska w ciąży. Myślisz, że któraś mi pomaga? Haahahahaha, pękam ze śmiechu. Nie mogę się spóźnić na zebranie, żeby nie było komentarzy. Nie mogę się zwymiotować w łazience bez tekstów: „Boże, ona taka biedna. Jak da radę". Nie chcę współczucia. Chcę elastyczności. I męskiej pomocy: „Podwieźć Cię do lekarza?"– tak chcą mi pomóc koledzy z firmy.

Nie mam czasu na kawę, przyjaźnie. Nie chcę siedzieć do 20.00 jak wszyscy, nie muszę, bo człowiek jest w stanie przez osiem godzin efektywnie wykonać swoją pracę. Kobiety, szczególnie bezdzietne raczej tego nie rozumieją. Może jak ja kiedyś, przyznaję. Rodzę drugie dziecko. Przychodzi do nas nowa szefowa. Dziewczyny oblepiają ją jak sępy. Trzymam się z boku, jak zawsze.

Awans
Więc mam dwoje małych dzieci. Jesteś samotną matką? Nie jesteś, aha. Wybacz, ale niewiele wiesz o macierzyństwie. A masz chociaż więcej niż jedno dziecko? Nie, o rany. A wiesz jak to jest, gdy jedno choruje i drugie zaraz też. Uśpisz córkę (starszą), zaraz płacze syn. Gorączka, płacz, choroby. I taki sajgon w pracy, że nie sikasz przez cały dzień. Czasem pomagała mi mama.

Wracałam do domu po 10 godzinach pracy. Patrzyłam na swoje okna w mieszaniu. Zapalone? To znaczy, że dzieci nie śpią. „Poczekam chwilę" mówiłam sobie. Kładłam głowę na fotelu w samochodzie. Pięć minut ciszy. Budził mnie telefon od mamy: „Gdzie jesteś?!!!" okazywało się, że jest 22. Wymiękałam. Naprawdę. To taki stan, kiedy już nie płaczesz. I nie czujesz za wiele. Marzysz tylko by zasnąć. Sen – to jest właśnie szczęście. Raz zwierzyłam się koleżance z pracy. Że umieram ze zmęczenia. Następnego dnia zostałam wezwana przez szefową: „może chcesz pół etatu". Pół etatu? Kiedy mój eks nie zarabia. To pomoc czy niedźwiedzia przysługa przyjaciółka koleżanki? No jak myślisz?

Walczę, nie odpuszczam. Jestem ambitna. I mega pracowita. Piję yerba mate, śpię trzy godziny na dobę. To wtedy dowiaduję się od mojej szefowej, że mam uważać na koleżanki. Bo obgadują, jątrzą, donoszą. Ona wie, że nie byłam na zebraniu, bo Jagoda (starsza) zachorowała – a przecież powiedziałam to koleżankom w tajemnicy. Ona wie też, że spóźniłam się, bo mam szczepienia syna – a przecież powiedziałam to koleżankom w tajemnicy. Ona wie też jak często płacze – a przecież powiedziałam to koleżankom w tajemnicy.

Ale pracuję po nocach i dostaję awans. „Nie należało jej się" „Ona, samotna matką z dwóją dzieci, zwariowałaś?" mówią mojej szefowej.

Kobiety. kobiety. Proszę, nie bredź, że kobiety są fajne. Nie ma gorszych suk. Przekonałam Cię?

Koniec
Dorota: – Chciałabym, żebyś ostrzegła inne kobiety. Jesteśmy dla siebie wredne, niszczymy się, nienawidzimy się.
Nie wiem. Nie sądzę. Wciąż zastanawiam się: Dorota jest wyjątkiem czy normą ( a ja o tym nie wiem)? Jak myślicie? Jakie Wy macie doświadczenia w pracy?
Trwa ładowanie komentarzy...