Dla dobra dziecka... życie po zdradzie. "Czy można zapomnieć, wybaczyć? Nie można."

Fot. 123RF
Czy zdradę można wybaczyć? Czy dziecko jest wystarczającym argumentem, żeby walczyć? A miłość? Czy jest jeszcze możliwa po tym, jak nas ktoś skrzywdził?

Według badań prof. Izdebskiego prawie połowa Polaków zdradziła swojego partnera. Poprosiłam dwie osoby – kobietę i mężczyznę – żeby mi opowiedzieli swoje historie.

Anna

Mój mąż: Jest odpowiedzialny (tak, wciąż tak o nim myślę). Zawsze był ambitny i często powtarzał: „Najważniejsze są dla mnie dzieci". Jest bardzo dobrym ojcem. Ma dużo większą cierpliwość do nich, niż ja.

Nasza rodzina: Chłopiec (lat 8), dziewczynka (lat 5). Mamy trzypokojowe mieszkanie, dobre relacje z rodzicami, kredyt. Pracujemy w korporacjach. Wieczorem nie zamykamy się w wirtualnych światach. Gramy w gry planszowe, układamy klocki (z młodszą).

Nasze marzenia: Dziesięć lat temu, na kilka tygodni przed naszym ślubem rozmawialiśmy o tym, że nie rozumiemy, jak ludzie mogą się zdradzać. „Nigdy bym ci tego nie zrobił" powiedział. „Nigdy bym ci tego nie przebaczyła" powiedziałam.

Ona: Wciąż widzę przed oczami ich wiadomości. I wciąż, gdy o tym myślę zaczyna boleć mnie brzuch. Gorące maile, słowa zarezerwowane (tak myślałam) dla mnie. Kiedyś – gdy odkryłam ich romans – pojechałam pod jego firmę. Chciałam spotkać tę kobietę, powiedzieć, że jej nienawidzę. Że zniszczyła moje życie, małżeństwo. I że teraz ja zniszczę jej, bo zadzwonię do jej męża.

Czekałam w samochodzie aż wyjdzie z pracy. W końcu wyszła, była z kimś. Miała czarne długie włosy, czerwony płaszcz. Patrzyłam, jak zapala papierosa. Tanie. Ale zdradzona kobieta myśli tylko o jednym: w czym tamta jest lepsza ode mnie? Nie była ładniejsza. Ale w gestach miała pewność siebie. Nie wyszłam z samochodu. Pomyślałam, że dlaczego mam nienawidzić jej. Przecież, to nie ona mnie zdradziła. Nie była zimną suką, która wpakowała mu się do łóżka. To on jej pisał: „Zakochałem się, oszalałem dla Ciebie".


Jak się dowiedziałam:Wyjazdy integracyjne, zespołowe wypady na piwo – to w jego firmie norma.Taka specyfika korporacji. Trzeba motywować zespół. Długo więc nic nie widziałam, bo mógł się ukryć za wszystkim tym co służbowe.

Z perspektywy czasu pewne rzeczy powinny mnie niepokoić. Na przykład nie odbierał, kiedy dzwoniłam (kiedyś z delegacji dzwonił często). Potem mówił, że nie widział, że dzwonię. Albo, że mu się telefon rozładował. Czasem stawał się nerwowy. Za chwilę był nienaturalnie wesoły. Ale może ja teraz szukam w przeszłości znaków? Nie, nie nie podejrzewałam. Zawsze był taki mój.

Któregoś dnia nie wylogował się z Facebooka. Przeczytałam wiadomość od jakiejś K.: „Wczoraj było super, chcę więcej". Nie wstawałam od komputera przez następną godzinę. Nie miałam siły. Zrobiłam screen, wysłałam mu. Zaczął natychmiast dzwonić. Że to nic, że trwa niedługo. Tylko, że pisał z nią od trzech miesięcy.
Nasze życie przed: Kiedy się ma dwoje dzieci trudno żyć, jak kiedyś. Ale mieliśmy dobre życie. I o to miałam największą pretensję. Że nie działo się nic strasznego. Może oboje za dużo pracowaliśmy? Może byłam zbyt zajęta dziećmi? Boże, jak wszyscy. I to właśnie było najgorsze – to okropne poczucie niesprawiedliwości.

Czy chciałam odejść: Wyrzuciłam go z domu. Dzwonił, przepraszał, mówił, że kocha. Nie jestem kobietą, która przebacza. Zdrada jest jak gwałt. Ale nie mogłam patrzeć na tęsknotę dzieci. „Mamo, a dlaczego tata nie śpi w domu?", „Dlaczego się kłócicie?", „Mamo, a kiedy tata wróci". Córka zaczęła się moczyć w nocy, syn kilka razy pobił kolegę. Rozmawiałam z mamą, teściową. Obie mówiły: „Przebacz, cierpi, jest tego wart. Macie przecież szczęśliwą rodzinę. W małżeństwie dzieją się różne rzeczy". Po trzech miesiącach powiedziałam: możesz się wprowadzić.

Nasze życie po: Jestem twarda. Nie lubię analiz. Staram się patrzeć w przód. I patrzę. Często w łóżku myślę o tamtej. Jaka była, czy o nim myśli (odeszła z firmy, on twierdzi, że nie ma z nią kontaktu). Czasem śni mi się, że ich widuję. Jeśli ktoś się mnie spyta czy można zapomnieć zdradę, to odpowiadam – nie można. Minął rok.

Marcin

Moja żona: dla mnie wciąż jest idealna. Piękna blondynka, cholernie bystra, dobre stanowisko, pasje. Ma w sobie mnóstwo uroku. Zawsze podobała się mężczyznom. Wiem, bo studiowaliśmy razem. Nigdy jednak nie pomyślałbym, że mogłaby mnie zdradzić. Choć ona była liberalna. „Wybaczyłabym Ci zdradę, ludzie popełniają błędy" mówiła. Do tej pory tak ma. Usprawiedliwia wszystkich.

Nasza rodzina: mamy 7- letnią córkę Karolinę. Teraz staramy się o drugie dziecko. Do Warszawy przyjechaliśmy oboje z północy Polski.

Nasze marzenia: Nie marzyliśmy o domku pod miastem, tylko o podróżach. „Nigdy się nie zmienimy" obiecywaliśmy sobie. „Nie zmienimy" czyli będziemy wyluzowani, szczęśliwi, weseli. Będziemy kochać się wszędzie i w każdy sposób. Będziemy się sobą pasjonować.

On: Nie jestem w stanie tego opisać. Chcesz zabić gościa, rozjechał go autem, utłuc jak psa. Nie ma silniejszej nienawiści. Przynajmniej ja nigdy nie czułem do nikogo takiej agresji. Wiele nocy nieprzespanych spędzanych na wyobrażaniu sobie, jak to robili. Popełniłem błąd, bo wciąż ją pytałem: Co ci robił?Jak? Było Ci dobrze? Zadzwoniłem do niego: „Ch**u, odp***dol się od mojej kobiety" wrzeszczałem. „To ona zdecyduje czyją będzie kobietą" odpowiedział. Tak właśnie rozwala ci się świat. W tamtym czasie uratowała mnie praca. I córka. Wiedziałem, że dla niej muszę wziąć się w garść.

Jak się dowiedziałem: Żona przyszła do mnie i powiedziała: „Zakochałam się". Znów wróciłem za późno z pracy, znów jej nie zauważyłem. Stała w kuchni boso i powtarzała: „Mówiłam ci, że cierpię. Nie chciałeś mnie słuchać". „Myślę o rozstaniu" dodała. Przytkało mnie. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej tak się czułem. Jakby ktoś przywalił mi obuchem w głowę.
Nasze życie przed: Jestem jednym z tych gości, którzy pewnie nie zauważają typowo kobiecych potrzeb. Ona to zawsze mówiła. „Zmieniłeś się", „Nie przytulasz się". „Nie jesteś czuły". I miała rację. U mnie w domu nie było takich gestów. Nigdy w życiu nie widziałem przytulających się rodziców. Poza tym dawałem jej wszystko co mogłem, pracowałem, zajmowałem się córką. Nie byliśmy złym związkiem. Bagatelizowałem jej dylematy.

Czy chciałem odejść: Nie. Chciałem o nią walczyć. O nią, rodzinę. Czułem się winny, miałem wrażenie, że spieprzyłem najbardziej wartościową rzecz w moim życiu. Ona mi powiedziała, że zerwie z tamtym pod jednym warunkiem. Pójdziemy oboje na terapię. Terapeutka na początku doprowadzała mnie do szału. Chciałem wyjść i trzasnąć drzwiami. Poczułem się atakowany przez dwie kobiety. Potem poczułem złość na żonę. Przecież za nim powiedziała „zakochałam się", przez pół roku spotykała się z innym facetem. Wyrzucałem z siebie raniące słowa: „Jak to ja?!" „Dlaczego nie myślałaś o dziecku" . Wtedy milion razy dopytywałem o tamtego. Całe godziny nie pozwalałem jej spać. Terapeutka: „To, że czuje się pan winny, to jedno. Ale ma pan też prawo być zraniony. Też powinien to pan poczuć".

Nasze życie po: Ciężko jest mi zaufać. To jest chyba najgorsze. Mam ochotę sprawdzać jej maile, telefon. Nieustannie kontroluje dokąd wychodzi. To jest chyba w zdradzie najgorsze. Możesz przebaczyć, możesz wiedzieć, że jesteś winny, ale i tak już jest pozamiatane. Może potrzeba czasu? Na pewno.
Trwa ładowanie komentarzy...