Mamo! Rusz tyłek na wiosnę!

Dziecko nie musi być kulą u nogi wciskającą cię w domową kanapę
Dziecko nie musi być kulą u nogi wciskającą cię w domową kanapę Fot. Lee Haywood / http://bit.ly/1Ee4iXV / CC BY-SA / http://bit.ly/CC-BY-SA-2
Nie, no już wystarczy patrzenia w lustro i myślenia: Dobra, jutro. Koniec płaczów i lamentów i w poczuciu winy zjadania kolejnego kawałka drożdżówki do zbożowej kawy. Mamo, dziecko nie musi być kulą u nogi wciskającą cię w domową kanapę i wytyczającą nudną ścieżkę spacerową!

Gradowa chmura
Robi się pięknie. Słoneczko świeci, ptaki śpiewają, jest coraz cieplej, spacerujemy po parku i nagle zbliża się do nas ogromna chmura gradowa. Nie bardzo wiemy, gdzie się schować… Na szczęście mija nas bokiem pchając przed sobą wózek i z zaciętą miną bujając w nim dziecko, które płacze, bo może jest głodne, albo wymaga nagłej zmiany pieluchy. Mama nie zauważyła jeszcze, że to wiosna i nadal otulona zimową kurtką spieszy, by z szafy wyciągnąć idealnie wyprasowaną o pierwszej w nocy parę śpioszków. Zgrabnie omija dziurę w chodniku. Widać, że trasę zna na pamięć.



STOP.

Idziemy alejką parkową. Powoli przyroda budzi się do życia (dodaj w myślach wszystkie pozytywne aspekty wiosennego spaceru). Zza pleców dobiega nas śmiech, który zbliża się w dość szybkim tempie. Z zaciekawieniem odwracamy głowę i co widzimy? Kobiety uprawiające nordic walking. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że żwawo maszerują ze swoimi niemowlakami umieszczonymi czy to chuście czy nosidle. Śmieją się i rozmawiają.

Do której sytuacji bliżej Tobie Mamo stojąca przed szafą i ze smutkiem spoglądająca na wiosenne ciuchy, o których ze złością myślisz, że już z pewnością w przyszłym roku się w nie wciśniesz, bo w tym raczej na pewno się nie uda? A może jednak?
Mało wiarygodna wymówka
Wiecie, czemu kobiety podejmują aktywność fizyczną? Bo uważają, że są grube, że zbędnym kilogramom nic już nie pomoże, ani głodówka, ani rozsądna dieta, ani nawet popularne hasło „Żryj Mniej”. Wydawałoby się, że ta sytuacja często dotyczy kobiet po ciąży, które chcą wrócić do dawnej formy. No właśnie, tylko czy naprawdę chcą? A może nie wiedzą jak?


Wszystko wskazuje na to, że zamiast rosnącej świadomości wśród mam o pozytywnym wpływie aktywnego wypoczynku, rośnie w tym wypadku jedynie mnogość wymówek:
1. Dzisiaj nie dam rady, mały nie dał mi pospać.
2. Muszę poprasować ciuszki (czytaj: obejrzeć zaległy serial).
3. Mąż długo w pracy, babci i dziadka brak, kiedy mam się wyrwać?
4. Właściwie spacer powinien mi wystarczyć do schudnięcia, przecież nigdy wcześniej tyle nie chodziłam!
5. Od wysiłku zanika pokarm, także poczekam, aż przestanę karmić. (pamiętaj: przy bardzo, ale to bardzo intensywnym wysiłku!)
6. Jak ja zostawię takie maleństwo, ono na pewno będzie płakać! (czytaj: co powiedzą sąsiedzi, jak zobaczą mnie wychodzącą bez dziecka z domu?!?)

To tylko niektóre z argumentów czyniących mamy niewolnicami kanap, foteli i z czasem coraz nudniejszych spacerów. W końcu ile można łazić z wózkiem po parku i z rozpaczą patrzeć na własny, zbyt przerośnięty w naszych oczach tyłek (pamiętajcie, że zawsze jest to zdanie subiektywne)?!

A gdyby tak obalić kilka mitów macierzyństwa dotyczących aktywności i poszukać zajęć dla mam przy czynnym udziale dzieci?

Bardzo wiarygodny przykład
Żeby nie być posądzoną o branie z kosmosu przykładu i narażoną na komentarze w stylu: Tak, jasne, łatwo powiedzieć, posłużę się autentycznym. W Trójmieście kilka przyszłych mam uczestniczyło w zajęciach fitness dla ciężarnych. Jeszcze przed porodem wymieniły się adresami mailowymi. – Kiedy urodziłam córkę brakowało mi wcześniejszych zajęć i towarzystwa mam borykających się z problemami i wątpliwościami macierzyństwa. Rozesłałam do dziewczyn maila i postanowiłyśmy się spotkać. Padła propozycja kontynuowania aktywności. Miałyśmy to szczęście, że wśród nas znalazły się instruktorki i trenerki, także do prowadzenia zajęć nie musiałyśmy szukać fachowca. Wynajęłyśmy za niewielkie pieniądze salkę i zaczęłyśmy regularnie się spotykać – opowiada Sylwia, jedna z inicjatorek powołania fundacji „My to mamy”.

Kobiety od samego początku spotykały się w towarzystwie swoich niemowląt. Uczyły się, jak ćwiczyć z małymi dziećmi. – Przynosiło to nam wiele frajdy. Pewnego dnia rozmawiając doszłyśmy do wniosku, że skoro my chętnie bierzemy udział w takich zajęciach, to może zorganizować je dla większej liczby kobiet – opowiada Ewelina, instruktorka między innymi nordic walking i aqua aerobicu. Słowem pasja, a w jej efekcie fundacja, zrodziła się wraz z dzieckiem. W końcu kto zna lepiej problemy i potrzeby mam niż inne mamy? Dziewczyny z fundacji postanowiły stworzyć możliwość aktywnego spędzania czasu dla kobiet z najmłodszymi dziećmi. Dlatego też w każdych z organizowanych przez nie zajęciach, mogą biernie lub czynnie uczestniczyć niemowlaki.
– Na naszych zajęciach dzieci zasypiają w nosidłach czy chustach rytmicznie bujane, a mamy mogą czerpać pełną przyjemność z wykonywanych ćwiczeń. Pewnego dnia mama dwumiesięcznego Julka musiała go nakarmić w trakcie fitness, co dla nas jest zupełnie naturalne, nie chciała przerywać ćwiczeń, więc ułożyła go obok siebie na macie i karmiąc nadal machała nogą – wspomina śmiejąc się Ewelina. Z dzieckiem naprawdę można pójść na basen, czy też kupić nosidło i nauczyć się chodzić z kijami obowiązkowo namawiając do tego „spacerową” koleżankę.

Zniewalające lenistwo?
Jak widać dla chcącego nic trudnego. Jednak diabeł tkwi właśnie w tych chęciach. - Z frekwencją na naszych spotkaniach było dobrze do Świąt Bożego Narodzenia, później pań było coraz mniej. Ciężko mi powiedzieć, czemu tak się dzieje, bo przecież jeśli chcę utrzymać formę, to ćwiczę cały rok. Aktywna mama nie musi biegać na zajęcia codziennie, wystarczy, że porusza się dwa razy w tygodniu – tłumaczy Sylwia. To podczas spotkań mamy mają możliwość wymiany macierzyńskich doświadczeń, a dzieci bawią się ze swoimi rówieśnikami, często dzięki temu szybciej się rozwijając. Mamy z fundacji widzą, jak wiele korzyści niesie wspólne aktywne spędzanie czasu. Napotykają jednak czasami na niezależne od nich samych trudności.

– Bywało zimą, że na zajęcia przychodziła jedna dziewczyna, a mamy, które spotykałyśmy, w parku mówiły „To jeszcze wam się chce, ja przy dziecku już na nic nie mam siły”, dając nam do zrozumienia, że to nie dla nich zajęcia . Nie wiem, czy to wynika z lenistwa, czy z nieumiejętności samoorganizacji – opowiada Sylwia. Podobno im mamy mniej czasu, tym jest go więcej. A kiedy będziemy mieć go więcej, jak nie przy niemowlaku? Jak wrócimy do pracy?

I oczywiście można by tu przytaczać statystyki, zgłębiać temat udowadniając, który wybór będzie lepszy – czy fitness, basen, a może chodzenie z kijkami, potwierdzać słuszność aktywnego spędzania wolnych chwil z dzieckiem.
Można by pisać, że tak jest zdrowo, że u mamy wyzwalają się endorfiny, które czynią także dziecko szczęśliwszym, że nie ma lepszego sposobu na zrzucenie zbędnych kilogramów i wzmocnienie kondycji, która przyda się, gdy niemowlak zacznie być chodzącym roczniakiem, a później uciekającym dwulatkiem. Ale po co o tym pisać? Przecież właściwie każdy o tym wie.

Dziecko nie będzie szczęśliwsze w idealnie wyprasowanych śpiochach, a kto wie, może lepiej pośpi w nocy, gdy wspólnie z mamą będzie uczestniczyć w zajęciach? A aktywnej mamie może uda się wbić latem w sukienkę kupioną dwa lata wcześniej?

Powodzenia!
Trwa ładowanie komentarzy...