„Jesteś głupia i beznadziejna", „Powinnam cię zwolnić". O kobietach, które doświadczyły w pracy przemocy

"Jedna koleżanka zemdlała w pracy ze stresu, druga też. W weekend mamy wszyscy przyjechać, bo tak sobie życzy szefowa."
"Jedna koleżanka zemdlała w pracy ze stresu, druga też. W weekend mamy wszyscy przyjechać, bo tak sobie życzy szefowa." Fot. 123RF
Czytam artykuł we Wprost. „Nietykalny”. Porusza mnie historia Magdy, która opowiada o tym, jak stała się ofiarą swojego szefa. „Skąd ja to znam?” myślę. Od Magdy, bohaterki artykułu różni mnie tylko to, że nikt mnie seksualnie nie molestował. A największym wrogiem na mojej drodze zawodowej nie okazał się mężczyzna, tylko kobieta. Kobieta mająca w mediach wizerunek tolerancyjnej, mądrej i rozumiejącej inne kobiety.

Słyszałam: „Na pani miejscu wyskoczyłabym już z okna". „Współczuje pani mężowi", „Myśli pani, że ja nie wiem kim pani naprawdę jest?", „Musi pani schudnąć" (lekceważąco przy kilkunastu innych osobach), „Ale pani ma duże palce u stóp ( ze wstrętem, przy reszcie zespołu), „Ona jest niezrównoważona" (to o mnie): zamiennie z: głupia, pusta, beznadziejna.
Mam wtedy dwuletnie dziecko, kredyt. U męża w firmie redukcje. Nie mam odwagi, by trzasnąć drzwiami.

Nie jestem wyjątkiem

„Jakbym czytała o K" pisze na Facebooku znajoma, też dziennikarka. Inna (z agencji PR): „Wszystko – poza molestowaniem seksualnym – pasuje jak ulał". Jeszcze inna (dobre stanowisko w reklamie): „ Czasem słyszę: nie podoba się, to s….. aj. Mam na twoje miejsce setki chętnych. Nawet zazdroszczę Magdzie. Jest młoda, ambitna. Ja mam ponad 40 lat. Dwoje dzieci, jestem samotną matką. To, że stażystki ulegają autorytetowi i milczą – jeszcze jakoś rozumiem, ale ja – dojrzała baba? Wstydzę się, ale nie mogę pozwolić sobie na rezygnację z pracy. Kto nas utrzyma?"



Nagle się okazuje, że większość ludzi z mojego środowiska (ale nie tylko) była ofiarą mobbingu. Jesteśmy ambitni, wykształceni, pracowici. Nasze miejsca pracy są dla wielu ludzi marzeniem. A my przemykamy firmowymi korytarzami, łykamy psychotropy i wyżywamy się na rodzinie.

Milczymy. Tak jak milczy Magda. Bo:
a.) naszymi szefami są osoby szanowane społecznie za którymi stoją wielkie wydawnictwa
b.) boimy się, że stracimy pracę. Potrzebujemy pieniędzy, by mieć za co żyć.

Dziś rano proszę znajomych: „Opiszcie mi swoje historie". Dostaję kilkadziesiąt wiadomości. Nawet, gdy już piszę ten tekst – cały czas przychodzą SMS-y „Nie zapomnij opowiedzieć o tym, i o tym, i jeszcze o tym".

ADORACJA

Z nadesłanych wiadomości:
„Narcystyczna, egoistyczna szefowa na początku cię adoruje i sprawia, że czujesz się wyjątkowa. Im masz niższe poczucie własnej wartości, tym łatwiej tobą manipulować.".

Anka: – Mam 30 lat i dwoje małych dzieci. Idę na rozmowę kwalifikacyjną do redakcji kobiecego magazynu. Pani M. zachwycona moim zawodowym dorobkiem. Na spotkaniu jestem szczera: „Mogę przyjeżdżać wcześniej, pracować w nocy, w weekendy. Ale muszę wychodzić po 16-tej, bo tylko ja odbieram dzieci z przedszkola. Czy na pewno to pani pasuje?".

„Tak, oczywiście" uśmiecha się M. Wierzę jej, w końcu to miesięcznik. M. przyjmuje mnie do pracy. „Zobaczcie, jak pani Ania idealnie pracuje", „Boże, wreszcie przyszła tu jakaś kompetentna osoba" wciąż mnie komplementuje. Głupio mi. Z drugiej strony myślę: może naprawdę jestem świetna? Potrzebuję tego. Przecież wiesz, co czuje kobieta, która dostaje swoją pierwszą pracę po urodzeniu dzieci. Śmiać mi się dziś z tego chce.

Natalia: - To dla pani zaszczyt, że pani u nas pracuje – słyszę. Na początku jestem stawiana za wzór. Udaje, że nie widzę tego, co się dzieje wokół. Taki przykład. Dyrektor artystyczna projektu, samotna matka. O 24.00 siedzi w pracy. Nanosi bezsensowne poprawki szefowej. Następnego dnia widzę ją o świcie. Bladą, przestraszoną. Potem słyszę, jak szefowa wrzeszczy: „Czy ty jesteś nienormalna?" „Beznadziejne to, co robisz!, „Czy ja muszę zatrudniać głupców?!".

Nina: – Długo jestem wolnym strzelcem. Ale mam męża, dwoje dzieci. Dostaję propozycję ze świetnego miejsca. Pieniądze? Dla mnie marzenie. Może dlatego staram się nie widzieć tego, że kierowniczka mojego działu o wszystkich mówi źle. „Ona jest twoją koleżanką? Wydaje się strasznie głupia i pazerna na kasę", „Patrz jak ona się ostrzykała, stara pudernica". Nic dobrego nigdy. O nikim. Może na początku o mnie. „Jesteś inna" słyszę.

RODZINA? TWÓJ WRÓG

Z wiadomości:
1. Kierowniczka działu żądała ode mnie chodzenia po pracy na kawę (w te nieliczne dni, kiedy nie wychodziłam po 22). Na moje sugestie, że właśnie w te dni chciałabym spędzić chociaż chwilę ze swoim 8-letnim dzieckiem, które całe dnie spędzało z opiekunkami, usłyszałam: „Rozczulasz się nad sobą".

2. „O 18.00 chcę wyjść z pracy. Wszystko co miałam zrobić, skończyłam. W drzwiach łapie mnie szefowa: A gdzie ty się spieszysz?! Po co idziesz do domu?".

3. „Jestem w ósmym miesiącu, ona się drze na mnie, że jestem idiotką i debilem".

Karolina Korwin Piotrowska w swojej książce „Ćwiartka raz" opisuje pracę w jednym z popularnych tygodników „Umarł mój tata, a mi naczelna kazała robić listę najbardziej wpływowych kobiet w Polsce, czyli jej kumpelek. Siedziałam w pracy do północy. Przetrwałam dzięki koleżance. Nie rzuciłam tej roboty, bo miałam śmiertelnie chorą mamę na utrzymaniu i musiałam zarabiać. Karolina przez 18 miesięcy pracowała od rana do nocy, łącznie z sobotami. Kiedy prosiła o urlop usłyszała: „A po co ci urlop, przecież i tak nie wyjedziesz, masz chorą matkę". Po latach do niej dotarło, że to był klasyczny mobbing.

Anka: Pracuję po nocach i w weekendy, ale kiedy o siódmej rano orientuje się, że moje dziecko jest chore, szprycuję je paracetamolem i wysyłam do przedszkola. Wszystko po to, żeby nie musieć dzwonić do pracy, nie tłumaczyć się. Szefowa, bezdzietna, tego nie lubi. Lubi za to powtarzać: „Zasłaniacie się tymi dziećmi, gdybym ja miała dzieci, umiałabym sobie poradzić ze wszystkim. No, ale nic dziwnego. Ja to ja" (westchnięcie).

Natalia: Jedna koleżanka zemdlała w pracy ze stresu, druga też. W weekend mamy wszyscy przyjechać, bo tak sobie życzy szefowa. Wśród nas jest Marta, następnego dnia (w niedzielę) ma wyjechać z mężem na narty. Wciąż nie ma podpisanego urlopu, ale taki jest z firmie zwyczaj. Szefowa lubi przeciągać, często powtarza: „No zobaczę czy pani zasłużyła na wakacje". Marta na koniec dnia słyszy: „Nie puszczę pani" . „Ale ja mam wszystko opłacone" broni się Marta, „Niczego pani nie obiecywałam" oznajmia sucho szefowa. Nikt nie rozumie dlaczego. Marta wywiązała się ze wszystkich obowiązków, nie ma zaległości. Szepczemy po kątach, oficjalnie nikt w obronie Marty nie staje.

Nina: Próbuję wyjść z pracy– zrobiłam wszystko, co miałam. „My tu pracujemy do oporu" słyszę głos pełen pretensji. „Muszę odebrać dzieci" tłumaczę. Prychnięcie. I tak jest ciągle. Chociaż moja szefowa też ma dzieci i zdarza się, że bierze wolne. Ona, inni nie. Zaczynam zachowywać się, jak dziecko. Przemykam, żeby nie zauważyła, że wychodzę.

DETRONIZACJA

Z wiadomości: „Jesteś moim największym rozczarowaniem". „Jesteś moją życiową pomyłką" słyszysz któregoś dnia. Nie wiesz co się stało. Przecież wciąż pracujesz tak samo.

Anka: Długo nie potrafię powiedzieć „Nie". Jestem zalewana obowiązkami. Telefony wieczorem, w weekendy. Kiedyś ląduje z córką w szpitalu. Podejrzenie zapalenia wyrostka robaczkowego. „Przecież możesz pracować w szpitalu" słyszę. „Nie, nie mogę" mówię twardo. Następnego dnia przyszłam do pracy, zostałam wezwana do gabinetu. „Obcinam Ci premię. Nie mogę na tobie polegać" dowiaduję się.

Natalia: Mam wrażenie, że trafiam do domu wariatów. Koleżanka dostaje arytmii serca, inna biega do do apteki po środki uspokajające. Co najmniej raz w tygodniu jesteśmy wszyscy świadkami spektaklu. Siedzimy u Królowej (tak ją nazywamy). Ona mówi: „Najlepiej wszyscy się zwolnijcie", „Jestem wami zażenowana", „Stare baby, a głupie". I tak dalej, i tak dalej.

Dorośli ludzie, a wbijają wzrok w podłogę. Nikt nie ma odwagi się odezwać. Zresztą nawet gdy ktoś próbuje, słyszy: „To bezczelność, proszę zamilknąć!". Jesteśmy świadkami wykańczania kolejnych ludzi. I to wyciąganie z ludzi osobistych zwierzeń („Przecież wie pani, że może mi zaufać"), a potem wykorzystywanie tego publicznie.

Zasada jest jedna: pokazujesz jakąś słabość – przegrywasz. Koleżanka przebaczyła mężowi zdradę – pod byle pretekstem zostaje zwolniona, bo szefowa deklaruje, że kobieta musi mieć godność. Inna wyznaje, że ma małżeński kryzys „To idiotka" mówi się w kuluarach. Kolega, który chce się rozwieść z żoną, jest na straconej pozycji. Ja też już jestem na straconej pozycji. Milion zarzutów do każdej rzeczy, którą robię. W końcu zostaje odsunięta od ważniejszych zadań: „Lepiej niech to zrobi Marysia" Królowa ma nową faworytkę.

Nina: Szefowa codziennie powtarza, że jestem głupia, beznadziejna, że się na mnie zawiodła. Że powinnam bardziej się angażować, spędzać wieczory na galach. Ja zamiast skupiać się na pracy, skupiam się na jej emocjach. Wracam do domu rozedrgana. Dzieciaki gorzej się zachowują, syn zaczyna mieć problemy w szkole.

UPOKORZENIE

Z wiadomości: „Nigdy sobie nie wybaczę, że na to pozwoliłam", „Do tej pory śni mi się praca i ona", „Nie mogłam nic jeść, w miesiąc schudłam osiem kilo", „Przed każdym zebraniem drżały mi ręce. Moja mama nie mogła o tym słuchać. Przecież ty jesteś dorosła!".

Anka: Z mobbingiem jest jak z klasyczną przemocą, zaczynasz wierzyć, że coś z tobą nie tak. Że nie znajdziesz pracy, że jesteś beznadziejna. Zamieniłam się w warzywo. Przestałam spać, byłam nieznośna dla rodziny. Stałam się straszną matką, bo powrocie do domu nie byłam w stanie dobrze zająć się dziećmi. W końcu trafiłam do psychiatry. „Nie jest pani pierwszą osobą z tej firmy" wyznał doktor. Przypisywał kolejne tabletki. W końcu oznajmił: „Wysyłam panią na zwolnienie". Dopiero po miesiącu bez pracy przespałam pierwszą noc.

Natalia: Przychodzę do niej, chcę złożyć wypowiedzenie. Wzywa swoich zastępców, patrzy na mnie i mówi: „Całe szczęście, że pani pierwsza, i tak chciałam panią zwolnić". Zastanawiam się: to się naprawdę dzieje? Kobieta, która mówiła mi, że jestem zdolna, piękna i najlepsza? Płakałam całą drogę do domu. Do tej pory, kiedy mijam budynek dawnej firmy, mam dreszcze.

Nina: „Rzuciłam tę robotę. Może mam mniej pieniędzy, może więcej pracuję, ale jestem w stanie zająć się dziećmi. Wszyscy w moim domu są szczęśliwsi. Żadne pieniądze nie są warte tego, żeby to znosić. Cieszę się, że to zrobiłam. Moja koleżanka była niszczona w agencji PR. Przeżyła poronienie, załamanie nerwowe. Długo leczyła się na terapii. Kiedyś, kiedy była na zwolnieniu, poszłyśmy na spacer. Szłyśmy spokojnie, ale ona nagle złapała mnie za rękę jakby zobaczyła potwora. Wczepiła się we mnie, jak małe dziecko i powiedziała, że jej słabo. Szybko musiała zapalić, a ja musiałam długo ją głaskać. Była jak bezradna dziewczynka. Potem okazało się, że po drugiej stronie ulicy zobaczyła swoją szefową.

Kiedy kończę ten tekst wciąż dostaje maile od przyjaciół i znajomych. Te historie starczyłyby na grubą książkę. Wszyscy piszą, że najgorsza jest bezradność. Bo im dłużej jesteś w takiej pracy, tym ciężej ci ją rzucić. Bo myślisz tylko o kredytach, zobowiązaniach i tym, że jesteś beznadziejna.

Dopiero, kiedy już się z tego uwolnisz widzisz, że jest inny świat. „To ludzie w pracy naprawdę mogą być dla siebie uprzejmi?" zastanawiasz się.

Nie milczmy. Mówmy o tym, choć się boimy.

Mojej byłej szefowej nienawidzi bardzo wiele osób. Wielu chętnie oskarżyłoby ją o mobbing. Nikt do tej pory tego nie zrobił.

Jest mi ciężko z tym, że do tej pory jest bezkarna. Tak jak Magdzie jest ciężko, że bezkarny jest jej były szef.
Trwa ładowanie komentarzy...