Małgorzata Foremniak i jej córka Aleksandra w rozmowie o relacji matki z córką

Małgorzata Foremniak
Małgorzata Foremniak fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Widzę dwie uśmiechnięte dziewczyny, matkę i córkę. Pierwsze co słyszę, to śmiech. Głośny śmiech. W mojej głowie pojawia się myśl - ten wywiad będzie łatwy i przyjemny. Zaraz, zaraz, jak mogę myśleć, że rozmowa o relacji matka-córka może być prosta?

Małgorzata Foremniak

Jesteśmy wolne i niezależne, a szczerość daje nam siłę. Dla mojej córki jestem podporą, przyjaciółką, ale przede wszystkim matką.

Ola - córka. Znam ją ze studiów. Świetna, sympatyczna i zaradna. Dla mnie była zawsze młodą bizneswoman. Miałyśmy jedynie po dwadzieścia parę lat, a ona miała już swój interes, projektowała torebki. Twarda, uparta i często wybuchająca śmiechem.

Małgosia - mama. Patrzę na nią i myślę, że fajnie porozmawiać ze znaną osobą - aktorką. Jaka będzie? Dostępna czy raczej wycofana? Sympatyczna czy rzeczowa i konkretna? Okazuje się, że jako mama jest… mamą. Kochającą, wyrozumiałą, stawiającą granice i słuchającą swojego dziecka, mamą.

Dziewczyny mam dla Was zadanie. Przed Wami są krótkie zdania, które musicie dokończyć, najlepiej jednym słowem. To ma być pierwsze skojarzenie, pierwsza myśl, nie zastanawiajcie się długo.

Ola

Moja mama jest… super.
Największą wadą mojej mamy jest… spóźnialstwo (i mam to po niej ;) ).
Najbardziej lubię w mojej mamie… że jest silna i zawsze ze wszystkim daje sobie radę.
Moja mama nauczyła mnie… jak dbać o siebie.
Zawsze chciałam być córką… mojej mamy.

Małgosia

Moja córka jest… wspaniała, uwielbiam ją.
Największą wadą mojej córki jest… rozkojarzenie.
Najbardziej lubię w mojej córce… zapach i delikatność.
Moja córka nauczyła mnie… wyluzowania :)
Zawsze chciałam być mamą… przyjaciółką.

Jaka jest Wasza miłość?
Małgosia: Ja jestem choleryczką (śmiech).


Ola: A ja jestem wredna (śmiech).

M: No to mamy już wywiad.

O: A rozwijając temat… Nasza miłość jest... spokojna. To, co jest między nami, zawsze było silniejsze od wszystkiego innego. Nawet gdy były jakieś problemy, dogadywałyśmy się. Trzymałyśmy się razem.

M: Co nie oznacza, że zawsze było między nami idealnie. Były i poważne zgrzyty. Musiałyśmy powiedzieć sobie wiele rzeczy i to wcale niełatwych. Siadałyśmy i wykładałyśmy na stół wszystkie swoje żale i pretensje.

Czyli jesteście wobec siebie szczere?
O: Oczywiście! Inaczej to przecież nie ma sensu.

M: Bez szczerości nie zbuduje się relacji… Przychodzą takie momenty kryzysowe, gdy tych spięć między rodzicami, a dziećmi jest więcej. Choćby czas gdy dziecko dojrzewa. Ale jest na to jedna metoda, trzeba rozmawiać. My rozmawiamy ze sobą dużo, mówimy o tym, co nas boli, co nas martwi. Zawsze był między nami dialog.

O: W relacji matka-córka nie może być inaczej jak szczerze. To jest tak silna więź, że nie da się w niej być i udawać. Czasem jest dobrze, a czasem jest po prostu źle. Nad tym się pracuje całe życie.
Jesteście do siebie podobne? Co lubicie w sobie nawzajem?
M: Tak, mamy podobne żuchwy! (śmiech)

O: Szarżujemy po ulicach furami. (śmiech)

M: Ja moim Czesławem z “przyciemnionymi szybami”, bo nigdy nie mam czasu go umyć.

O: A ja moją Czerwoną Strzałą, postrachem warszawskich ulic! Wszyscy mi mówią, że ma zepsuty wydech, a ona po prostu tak chodzi. Wracając do mamy, to ona jest czasem impulsywna, ale przez to zabawna. Wpada do domu i krzyczy “Ola!!! Ktoś mi ukradł portfel!”, “Zgubiłam telefon!”. Wtedy zazwyczaj wybucham śmiechem, bo pewnie wszystko ma w torebce, tylko trochę za szybko sprawdzała. (śmiech)

M: Tak, przyznaję. Jestem impulsywna, cały czas w gotowości. Taki przyczajony tygrys. Czekam tylko na sygnał i wkraczam do akcji.

O: A ja jestem kompletnym przeciwieństwem. Czasem trzeba mi powtórzyć kilka razy, a czasem po prostu potrzebuję kopa. Mama jest zakręcona, a ja wole wziąć głęboki oddech i dopiero działać.

M: I właśnie ta spokojna Oleńka uprawiała arctic rafting, skakała z kilkumetrowej skały do rwącej rzeki na Islandii (dobrze, że tego nie widziałam!) i zamierza zaliczyć skok spadochronowy.

O: Ty też jesteś twarda i wytrzymała. Chociaż… mama boi się jednej rzeczy... technologii!

M: Owszem, praca na komputerze nie jest moją domeną. Stresują mnie też nieznane sytuacje, miejsca i rzeczy, zwłaszcza gdy muszę poznawać je sama. Dlatego wolę podróżować z kimś. A z Olą uwielbiam. Mam takie marzenie o wspólnych podróżach po różnych zakątkach świata.

O: Jestem za! Fajnie nam się razem podróżuje. Mama dba o nasze potrzeby, a ja zajmuję się logistyką.

M: Lubimy spędzać ze sobą czas. Mamy swoje wspólne przyjemności, kino i filharmonię.

O: Melomanki to jeszcze za dużo powiedziane, ale jesteśmy na dobrej drodze. Myślę, że mamy podobną wrażliwość muzyczną.

Mieszkacie razem?
O: Chwilowo tak.

M: I to jest fajny bonus od życia. Bardzo cenię sobie ten czas. Możemy się do siebie jeszcze bardziej zbliżyć.

Nie sądzicie, że teraz jest trudniej? Ola jest już kobietą, ma swoją autonomię, swoje granice i nawyki. To już nie jest sytuacja, w której mamy do czynienia z mamą i zależną od niej córką, ale z dwiema kobietami, silnymi i niezależnymi.
O: Na początku był mały stresik, bo już od jakiegoś czasu nie mieszkałam z mamą. Musiałyśmy wypracować swój system “mieszkaniowy”. Bardzo ważna jest w takiej sytuacji komunikacja. Mówimy sobie wprost, co nam się podoba, a co nie.

M: Rola mamy, która mówi dziecku, co ma robić, skończyła się. Mogę tylko doradzać Oli. Jest już dorosłą kobietą.

Jesteście matką i córką, czy raczej przyjaciółkami? Stawiacie granice?
M: To jest zbalansowane. Trzeba być matką i córką, a przyjaźń po prostu idzie w parze.

O: Dla mnie to związek mama-córka, ale taka mama, z którą można o wszystkim porozmawiać.

M: Tak, stawiamy granice, szanujemy swoje terytorium. Każda z nas ma inny temperament i trzeba to jakoś połączyć. Największą siłą zespołu jest synergia, dlatego staramy się wykorzystać nasz potencjał we wspólnym działaniu.

O: Dogadujemy się. Wieczorem gramy w marynarza, która wyjdzie z psem. (śmiech)
Ola ty jesteś prawdziwą bizneswoman!
O: Może nie bizneswoman, ale pewne doświadczenie w prowadzeniu własnego interesu mam. Założyłam go z moją wspólniczką Viktorią. Miałyśmy po 22 lata i bardzo dobrze nam szło. Były momenty, że padałyśmy ze zmęczenia, a z niewyspania miałyśmy sińce pod oczami. Jednak nie dawałyśmy za wygraną. Ta praca dawała nam wielką satysfakcję.

M: Obserwowałam dziewczyny. Widziałam, jak ciężko pracują i byłam dumna z Oli, że mimo wszystko nie odpuszcza. Kobiety w naszym rodzie zawsze były zacięte.

O: Bardzo się starałam. Tworzenie własnej marki to twardy kawałek chleba i przyspieszony kurs dojrzewania. To świetna okazja aby poznać świat biznesu od podszewki. W końcu przyszedł jednak moment, w którym musiałyśmy skończyć studia. Wyższe wykształcenie po prostu trzeba mieć i dlatego niedawno zawiesiłyśmy działalność. Ale furtka cały czas pozostaje otwarta, może jeszcze wrócimy do projektowania.

Czy jest coś czego Pani żałuje? Czego nie dała Pani dziecku?
M: Największą bolączką młodych matek-aktorek jest czas, który ten zawód zabiera macierzyństwu. Było wiele takich chwil, kiedy szłam do pracy z rozdartym sercem. Pamiętam do dziś dzień, w którym Ola w przedszkolu miała swój pierwszy poważny występ. Przeżywała to bardzo. Ja też. I właśnie na ten dzień przesunięto mi zdjęcia na planie. Nie mogłam nic zdziałać. Grałam chyba najszybciej w mojej historii! Już nawet nie przebierałam się, tylko w sukni z epoki popędziłam prosto do przedszkola. Niestety było już po występie. Najgorsze były wieczory. Wieczór to taki ważny czas, gdy dziecku czyta się bajki, przytula się je i usypia. A matka-aktorka musi iść do pracy, grać spektakl. Czułam wtedy, że tracę bezcenne chwile, które już nigdy się nie powtórzą.

O: Dobrze pamiętam, że mamy nie było wieczorami. Bardzo za nią tęskniłam.

M: Często zabierałam Olę do teatru, na plan filmowy. Gdy grałam w Gdańsku w serialu „Radio Romans” Ola leciała ze mną. Kiedy nudziła się na planie, z przyjemnością rolę opiekunek przejmowali koledzy z planu. Zabierałam też Olę do teatru Kwadrat. Siedziała wtedy z cudownym panem Mareczkiem, garderobianym.

O: Pamiętam to! Byłam malowana, przebierana i zawsze było śmiesznie. Najfajniejsze, że byłam przy mamie. Będąc już starsza obserwowałam, ile to ją wszystko kosztuje, ile pracy w to wkłada i ile stresu ma na co dzień. Widziałam ciemną stronę sławy, bycia medialnym, rozpoznawalnym i co oznacza brak prywatności. Dzięki temu bardzo dobrze rozumiem mamę. Ciesze się, że możemy bez problemu o wszystkim rozmawiać. Nieskromnie powiem, że takiej relacji można pozazdrościć!
Trwa ładowanie komentarzy...