Rozbudź w dziecku ciekawość. Czyli jak rzeczy zwykłe zamienić w sensację

Fot. eagle102.net / http://skroc.pl/9de07 / CC BY / http://goo.gl/sZ7V7x
W powodzi klocków, lalek, samochodzików, koników i całej reszty zabawek warto zrobić trochę miejsca. Przesunąć sterty, odkurzyć półkę. I dumnie postawić w pokoju dziecka… mikroskop. Brzmi nudno? Może trochę. “Kacperek nie będzie się bawił?”. Nieprawda. “Zosi się szybko znudzi”. Nic podobnego! Mikroskop jest super i ekstra. Wystarczy raz pokazać co i jak, a większośc dzieci “złapie bakcyla”. I obejrzy go pod mikroskopem oczywiście.

Nieznany świat pod nosem
Gdy dziecko ma 6 -7 lat, to świat jakoś już zna. Przynajmniej ten swój. Dom, szkoła, zabawki, koledzy, treningi. Bajki i tablety. Nikt nie twierdzi, że jest nudno. Ale jakoś szczególnie fascynująco też nie. Wiedza i doświadczenie przychodzą dalej samo, nikt nie krzyczy codziennie “łoł!”.



Tymczasem pod nosem (dosłownie) dziecka jest naprawdę fascynujący świat kształtów, barw i niespodzianek. Z milionem nowości i możliwości każdego dnia. Mikroświat. Dostępny za darmo, 24 godziny na dobę. Cały rok. Nie wiem, czy fajniejszy od Lego, ale na pewno stanowiący solidną konkurencję. I tańszy.

Potrzebny mikroskop
Co jest potrzebne? Przede wszystkim mikroskop. Ale spokojnie — to nie jest tekst reklamowy, nie będzie więc zaraz “najlepsze mikroskopy oferuje…”. Z mikroskopami jest trochę jak z samochodami — czym lepsze tym droższe. Ale dobrze wybrane tańsze też dają dużo radochy. Nie tylko zresztą dzieciom, bo który rodzic nie popatrzy chętnie na skrzydło ćmy…
Ale — jako się rzekło — przy ograniczonym budżecie (a który budżet nie jest ograniczony?) trzeba uważać. Bo łatwo kupić coś, co z prawdziwym mikroskopem nie ma nic wspólnego. W sklepach z zabawkami pełno “mikroskopów”, przez które mało co widać, soczewki są mętne, a powiększenie żałosne. Wszystko trzeszczy, kołysze się na boki i pęka. To nie jest mikroskop — to jest nędzna próba naciągnięcia rodzica, aby myślał, że kupuje mikroskop. Otrzymawszy coś takiego dziecko zniechęci się do obserwacji mikrokosmosu na zawsze. A rodzic powie — jak na wstępie — że “Zosi się szybko znudziło”. Nic dziwnego — ile można patrzeć w coś, gdzie nic nie widać. To już lepiej lupę Zosi kupić, bo będzie więcej zabawy.

Za około 250 złotych (czyli mniej niż duży zestaw klocków) można w wyspecjalizowanych sklepach internetowych znaleźć bez problemu mikroskopy przez prawdziwe M (jak mikroskop). Czyli po prostu porządne. Aluminiowe, nie plastikowe. Z przyzwoitym powiększeniem rzędu 600x i w zestawie z kompletem szkiełek, odczynników i innymi dodatkami (to wcale nie jest niebezpieczne). A w dodatku z bardzo ważnym podwójnym oświetleniem, które pozwala oglądać nie tylko półprzejrzyste przedmioty podświetlając od dołu, ale też takie nieprzejrzyste świecąc na nie od góry.

Wszystko jest ciekawe
Jak mikroskop jest, to co oglądać? Nieskończenie wiele rzeczy. Dla małych zoologów —skrzydła muchy, nogi pająka czy pancerze biedronki. Albo wyhodowane z wody z kałuży pierwotniaki, które się ruszają, a gołym okiem nie widać (“Tato, tato — one się ruszają, choć zobacz szybko!”). Dla botaników — liście, łodygi i igły wszystkiego, co znaleźć można na dworze. Dla wszystkich — wszystko inne, czyli:
- monety (wyglądają super pod mikroskopem)
- papier (“wygląda jak siatka”)
- tkaniny
- kurz z podłogi
- krew (tata się poświęci)
- włos psa
- włos mamy
- płytę dvd
- pleśń (“eeekstra!”)
- sól
- cukier
- końcówkę igły (“wcale nie jest ostra”).
Wymieniać można bez końca. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia, a tej dzieciom nie brakuje. Zresztą internet jest pełny porad dla początkujących amatorów “mikroskopowania”. Można dowiedzieć się jak przyrządzać najprostsze preparaty, jakich użyć powiększeń i co koniecznie trzeba przynieść ze spaceru, żeby obejrzeć.

Od razu powiedzmy też, że bakterie w domowym mikroskopie są do uchwycenia dosyć trudne, a już na pewno nie w tych tańszych modelach. Poza tym nawet dysponując odpowiednim powiększeniem (potrzeba ok. 1200x) to jeszcze trzeba je odpowiednio wybarwić, żeby były widoczne. Wszystko to nie jest tanie i proste. Słowem — nie obiecujmy dzieciom, że zobaczą bakterie.

Rodzic z inicjatywą
Problem z mikroskopem jest taki, że chcieć go musi… rodzic. Dziecko samo raczej nie poprosi o kupno mikroskopu, bo nie zobaczy jego reklam w kanałach z bajkami. Nawet widziany w sklepie będzie na pierwszy rzut oka wydawał się nudniejszy niż nowa lalka, czy zestaw klocków. Ale — jak nigdy — warto się uprzeć i przynajmniej próbować postawić na swoim. Większość dzieci szybko się przekona, że bez mikroskopu jest po prostu… nudno.
Trwa ładowanie komentarzy...