Pracuję w korpo, jestem perfekcjonistką, ambitną kobietą i matką. Mam mały sekret - codziennie piję

Pijemy do kolacji i do śniadania (w wakacje). Pijemy ze smutku, i z radości. Pijemy, żeby się dobrze bawić ze znajomymi. I, żeby przeżyć cierpienie. I stres. Pijemy rozsądnie. Nie za dużo.
Pijemy do kolacji i do śniadania (w wakacje). Pijemy ze smutku, i z radości. Pijemy, żeby się dobrze bawić ze znajomymi. I, żeby przeżyć cierpienie. I stres. Pijemy rozsądnie. Nie za dużo. Fot. 123RF
Jestem singielką, matką. Jestem ambitna, dobrze zorganizowana, perfekcyjna. Jestem kobietą fit. Jestem Iwoną. Masz w życiu dobrze – mówią znajomi. Uśmiecham się. Tak, mam dobrze. Od roku nie zasnęłam bez wypicia butelki wina.

Dawno (któryś luty)
Mam Niemęża (nie chcemy ślubu) i Małą (córkę). „Poukładane" tak mówię o swoim życiu. Pracujemy do 17.00 (intensywnie), czas wolny spędzamy: na basenie, łyżwach, nartach, sankach. „Życie bez celu, nie ma sensu" lubili powtarzać rodzice. Mam mnóstwo celów: chciałabym czytać Prousta w oryginale, znać cztery języki, przebiec maraton, awansować. Niemąż czasem mówi: „odpuść", ale ja bardzo nie lubię tego słowa. I nie chciałabym, żeby moja córka je lubiła.



Do kolacji pijemy z Niemężem wino. Niedużo. Najwyżej butelka chardonnay.

Iluzja (luty 2014)
Ginekolog nie podoba się moja – spora – torbiel na jajniku. Konieczne badania. Czytam o raku. Boję się. Nikomu nic nie mówię – nie lubię stresować bliskich. Codziennie wstaję o czwartej. Idę biegać. Zawsze 10 kilometrów. Potem prysznic, i śniadanie. Niemąż lubi naleśniki. Mała też. Odwożę córkę do przedszkola i jadę do biura. Nie wiem, kiedy ostatnio spędziłam bezproduktywne pięć minut. „Liczą się wyniki" mawia szef. I zwalnia kolejne osoby. Mam coraz więcej obowiązków. Popołudniami bawię się z córką. Sprzątam, gotuję.

Do kolacji pijemy wino. To moja jedyna rozrywka w ciągu dnia. „Kupisz alko? Ciężki dzień" pytam Niemęża. Oczywiście, kupi. Też ma stresującą pracę. Piję tylko kieliszek, potem idę Małej czytać bajkę. Czasem z nią zasypiam. Budzę się po północy, próbuje pracować, coś czytam. Kończę wino. Niepokój? Nie. Wszyscy nasi znajomi piją do kolacji. Wszyscy piją w weekendy. Co w tym dziwnego?

Odchodzenie (marzec 2014)
„Coś między nami pękło" mówi Niemąż. Nie pytam co pękło. Uważam, że zwariował. „Jesteś zimna nawet teraz" słyszę. Zawsze będziemy cię kochać" skupiam się na córce. Czytamy pana Kuleczkę. Ona w końcu zasypia, ja otwieram butelkę białego wina.

Następnego dnia mam ważną prezentację. Odkładam wizytę u ginekologa – onkologa. Znów wstaję o czwartej– ćwiczę w domu. Dwie godziny. Dopiero wtedy czuję względny spokój. Prezentacja wypada świetnie. Tego dnia pomagam jeszcze w przedszkolu Małej, piekę przyjaciółce pączki. W nocy analizuję wydatki. Ile potrzebujemy pieniędzy, żeby przeżyć bez Niemęża. „Mamo, czy tata wróci?" pyta ona. A ja myślę: Nie zdążyłam kupić wina: jechać na stację benzynową czy nie? Wygrywa rozsądek – nie zostawię Małej. Bardzo źle śpię.

Czekanie (czerwiec)
Oprócz sprawy z Niemężem mam problemy rodzinne. Mój tata (60 lat) ma romans. Znalazł sobie kochankę w moim wieku (30 lat). Mama nie wstaje z łóżka. „Jestem już stara. Co z moim życiem?" – pyta. Sprzątam jej w szafach, porządkuje strych. „Cierpisz, to sprzątaj. Nic tak nie czyści głowy" mawiała zawsze. W jej lodówce znajduję resztkę wiśniówki. Wypijam duszkiem. Lepiej mi się sprząta. Łatwiej słucha jej druzgoczącego: „Chcę umrzeć".

Awansowałam. Przedszkolanka mówi, że powinnam Małą zapisać na balet. I na tańce. Jestem dumna. Moja krew. Perfekcjonistka.

Niemąż nie dzwoni.
Tata mówi: „Takie jest życie. Tak jest. Będziesz szczęśliwa".
Tak, jestem. Oczywiście.

„Powinnaś wziąć antydepresanty" mówi jedyna przyjaciółka, z którą rozmawiam. „Zwariowałaś!" Antydepresanty usypiają, rozleniwiają. Muszę być aktywna. Piję codziennie. Butelka chardonnay. Kiedyś przeczytałam tekst o kobiecie, która przez 15 lat wypijała między 22.00– kiedy położyła dzieci– a trzecią w nocy ponad litr wódki. Nikt z rodziny o tym nie wiedział. Dowiedzieli się, kiedy – w wieku prawie sześćdziesięciu lat– trafiła do szpitala z zapaleniem wyrostka robaczkowego. Po dobie bez alkoholu dostała delirki. „To przecież nie o mnie" pomyślałam.
Zabawa (wakacje)
Jesteśmy pokoleniem „alko". Pijemy do kolacji i do śniadania (w wakacje). Pijemy ze smutku, i z radości. Pijemy, żeby się dobrze bawić ze znajomymi. I, żeby przeżyć cierpienie. I stres. Pijemy rozsądnie. Nie za dużo. Przed wejściem do auta dmuchamy w alkomat. Staramy się nie pić przy dzieciach. Robimy sobie przerwy. Ale czy to coś zmienia?

Mała jest u Dziadków i z Niemężem. Dużo piję. Bardzo, bo nikt mnie nie ogranicza. Wieczorem włączam „House of Cards". Końcówki odcinka nie pamiętam. Przestaję pracować w nocy. Myślę: „A co tam". Ale wciąż wstaję biegać. I nigdy nie nawalam w pracy. Czy to jest dowód, że nie mam problemu? Bo wciąż o tym myślę. „Spokojnie mogłabym przeżyć wieczór bez wina" mówię przyjaciółce, która też nie zasypia trzeźwa. „O rety, ja też. Nałogi to zło"— powtarza za mną. Moje pokolenie lubi się oszukiwać.

Smutek (październik)
„Kocham Cię. Brakuje mi Ciebie" pisze Niemąż. „Ja też" odpowiadam. Chociaż wcale nie wiem czy to czuję. „Rodzina jest najważniejsza" mawiali moi rodzice. Czy dlatego mama „nie widziała" romansów taty? Czy dlatego teraz nie ma siły wstać?

Czytam „Alkoholiczkę" Miki Dunin. To nie o mnie. Nie upadam. Jestem dobrą matką. Sukienka na przedstawienie? Jest. Babeczki? Upiekę je o drugiej w nocy. Jestem dobrą córką. Pobiegnę do mamy, i zjem grzecznie kolację z nową kobiety taty. Jestem dorosła przecież. Dodatkowy projekt? Oczywiście. Jestem efektywniejsza, kiedy wypiję. Mija zmęczenie, mija smutek, mijają żale.

Tak, robię sobie przerwy. Nie śpię wtedy w ogóle. Gdy już o trzeciej w nocy wywieszę pranie, myślę o życiu. O Niemężu, rodzicach, o pracy. Czasem już w ogóle się nie kładę.
W ustach czuję smak wina. Nigdy nie przypuszczałam, że wino ma smak, który tak trudno zapomnieć. Wciąż wstaję o czwartej. To chyba nie jestem uzależniona, prawda?

Ulga (grudzień)
Pod domem stoi Niemąż z kwiatami. Przeprasza, błaga. Takie historie rzadko się tak kończą. „Doceń" mówi mama. Więc doceniam. Mała się cieszy.

W mojej firmie kolejne zwolnienia. „Musisz wziąć na siebie więcej" mówi szef. „Oczywiście, że wezmę" stwierdzam twardo. O 15. 00 w pracy myślę tylko o tym, jak to cudownie będzie wieczorem napić się wina. Myślę o uldze i spokoju, który poczuję. Po winie powiedziałabym szefowi: „Pier**l się, stary". Dlatego nigdy do nikogo nie piszę, jak wypiję.

Prawda o mnie (luty 2015)
Masz fajne życie – mówią znajomi.

Mam. Pełną lodówkę, zapłacone raty, żadnych długów. Pachnie kawą i ciastem. Jestem perfekcjonistką.

Niedługo zwariuję.

Iwona obiecuje sobie, że od 1 marca kończy z alkoholem.
Trwa ładowanie komentarzy...