Joanna Keszka: Wzrasta moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich szuka podpowiedzi, by zadowolić swoją kobietę

Joanna Keszka
Joanna Keszka Fot. Materiały prasowe
Miłe panie, jeśli chcecie zatroszczyć się o swoje życie seksualne, musicie nauczyć się wyciągać rękę po to, na co macie ochotę bez poczucia winy i wstydu. Koniec z poświęcaniem się w łóżku, żeby Misiowi było dobrze - zachęca Joanna Keszka.

Z Joanną Keszką, ekspertką w dziedzinie seksualności kobiet, spotkałyśmy się w dyskusji o zdradzie w telewizji śniadaniowej. Powiedziała mi po programie: "Nie musisz być taka serio! Seks jest zupełnie niepoważny". Byłam ciekawa, co się kryje pod tym stwierdzeniem. I tak powstała rozmowa trochę o rodzicach, trochę o kobietach, trochę o kulturze, ale ze wspólnym mianownikiem SEKS.



Małgorzata Ohme: Mam wrażenie, że dla wielu rodziców życie seksualne dzieli się na przed i po (urodzenia dziecka). Dlaczego?

Joanna Keszka: Poród i pojawienie się dziecka to ogromna zmiana w życiu każdej pary. Zmienia się ciało kobiety, relacje zarówno w małżeństwie, jak i w kontaktach z innymi. Jest to jednak dość naturalne, bo dziecko to jest zmiana i to powiedziałabym dość nieodwracalna. Ani nasze ciało, ani relacje małżeńskie nie będą już nigdy takie jak wcześniej, ale czy to znaczy, że będą gorsze? Po prostu inne. Zmiany to część naszego życia. Problemem jest to, że w sferze seksualnej my często nie jesteśmy do tych zmian przygotowani.

Gdyby ktoś z nami siadł i zamiast gadać tylko o smarowaniu pępka dzidziusia, porozmawiał także o tym, jak zmieni się ciało kobiety, jak zmieni się relacja w związku, także w obszarze seksu - to nie byłoby to tak owiane milczeniem i poczuciem winy. I przejście przez ten okres zmian mogłoby być dużo łatwiejsze.

Często dodatkowo wpędza ich w poczucie winy wyobrażenie, że to tylko ich życie seksualne tak marnie wygląda…

Bo nie wiedzą, że to jest naturalny proces i że inni też tak mają. Z tym, że każdy rodzic przeżywa to nieco inaczej. Jedne kobiety wracają szybciej do pożycia, inne kobiety potrzebują więcej czasu. To też zależy od tego, jak wymagające jest dziecko, a więc jak zmęczeni są rodzice.

Ja zawsze powtarzam, że pierwsze, co muszą zorganizować sobie młodzi rodzice to SEN. A oni często ignorują swoje zmęczenie. My z moim mężem zostawialiśmy po prostu dziecko z moją starszą siostrą i jechaliśmy do hotelu. I tam nie rzucaliśmy się na siebie od razu, tylko musieliśmy się najpierw wyspać. Potem dopiero wracała chęć.

Nie każdy ma taką możliwość.

Jasne. Dlatego nie każdy musi wynajmować pokój w hotelu, by mieć seks ze swoim mężem, ale warto to sobie po prostu na początku zorganizować. Zadbać jak o wszystko. Nigdy nie ma idealnego czasu na seks. Im prędzej z tym się pogodzicie, tym lepiej. Dlatego trzeba mieć seks „wbrew wszystkiemu”, tzn. wbrew wszystkiemu, z czym macie do czynienia, starajcie się mieć czas dla siebie nawzajem. Bo my kobiety tak mamy, że im dłużej nie współżyjemy, tym mniej mamy na to ochotę. I wpadamy w taką czarną dziurę, z której trudno się potem wydostać.

To czasami trwa przez lata. Ciąża, pierwsze dziecko, połóg, drugie dziecko. I tak mija pięć lat…

A to jest już tak długi czas, że najczęściej wszystko jest pozamiatane.

Ktoś kogoś zdradzi.

Na przykład. Albo po prostu relacja się ochłodzi na tyle, że brak seksu będzie już tylko wypadkową tego procesu. Wiele małżeństw rozpada się w momencie przyjścia dziecka na świat. Taka deziluzja bajek o szczęśliwej rodzinie z dzieckiem. A przecież tak nie musi się stać, jak ktoś nam wcześniej powie: to i to się wydarzy, tu i tu jest ryzyko, bądźcie uważni, czujni, poza dzieckiem jest jeszcze WASZ świat. Seks jest jego częścią. Rozmawianie o seksie, planowanie seksu i przygotowywanie się do niego to najlepszy i moim zdaniem jedyny rozsądny sposób na to, żeby cieszyć się intymnością pomiędzy kolejnymi kolkami, wyżynaniem się ząbków, budzeniem się w nocy na karmienie, na picie, na przytulenie, na śpiewanie i na przewijanie. Pomimo zmęczenia, pomiędzy kolejnymi katarami, kaszlami i złymi snami naszych pociech, możemy mieć fajny seks. Czasami miałam wrażenie, że chyba zwariowałam, żeby w całym tym zamieszaniu, a bywały chwile, że niemalże padałam na twarz z niewyspania, jeszcze myśleć o seksie. Nigdy jednak nie żałowałam wysiłku, jaki włożyłam w to, żeby zatroszczyć się o swoje życie seksualne po urodzeniu dziecka. Raz zabawa była lepsza, raz taka sobie, ale warto było i wszystkim to szczerze polecam, by w każdych okolicznościach pamiętać, że seks w związku też się liczy i że warto się o niego troszczyć.

Mówi się też o tym, że matka zaczyna się aseksualnie kojarzyć swojemu partnerowi, gdy karmi, przewija brudne pieluchy, ma nadmiar mleka, który zostawia plamy na koszulce - to bywa dla nich awersyjne.

Sorry, ale to są jakieś lęki nierozbudzonych erotycznie facetów. Kobiecość składa się z różnych wymiarów. Ja bym chciała, aby w naszym pięknym kraju nad Wisłą skończyło się chodzenie na palcach wokół tego rozbuchanego, ale kruchego męskiego EGO! Bo to, o czym ty mówisz jest właśnie tym. Do cholery! Chciałeś mieć dziecko, to konfrontuj się z jego konsekwencjami. Bądź przy porodzie! Akceptuj moje zmiany w ciele! Patrz, jak karmię! To jest część mojej kobiecości. Co mam zrobić ze swoim cyckami wypełnionymi mlekiem? To Ci się nie podoba! To z Tobą jest coś nie tak, palancie!

Hmm, to wiele par w tym momencie by się rozstało.

Może i lepiej. Wiesz, ja się buntuję przeciwko takiemu myśleniu, że "kobieta nie ma wyboru, jeśli chodzi o zmiany związane z urodzeniem dziecka, a mężczyzna że tyle się zmieniło i nie jest już tak jak dawniej”? Przychodzą do mnie pary, które mają małe dziecko i szukają pomysłu na to, jak przywrócić do swojego życia seksualnego.

I co im doradzasz?

Proponuję na początek świeczki do masażu, które pod wpływem ciepła zamieniają się w taki pachnący olejek. To jest idealne dla zmęczonej kobiety, dla której najlepszą grą wstępną może być masaż. Po drugie mówię im, że najważniejsze, by się wyspać, ale o tym ci mówiłam, a po trzecie, by to dobrze zaplanować.

Rodzice nie powinni też stawiać sobie na początku wielkich wyzwań. Niekoniecznie bujanie się na żyrandolu (śmiech). Im prościej tym lepiej. Tak jak wszystko w życiu, również seks po urodzeniu dziecka nie jest trudny, mimo że na początku może się taki wydawać. Najważniejszy jego składnik to dwoje ludzi zdecydowanych na bycie razem i troszczenie się o siebie wzajemnie.

Wiele kobiet skarży się na brak orgazmu. Szczególnie trudno im osiągnąć go, gdy stają się matkami…

Moim zdaniem seks nastawiony na cel to niewypał i nieważne czy jesteśmy rodzicami, czy nie. Seks nie może być pościgiem za wielkim O! Ma nam się kojarzyć z przyjemnością, a nie z koniecznością osiągnięcia jakiegoś stanu ekstazy. Wiele kobiet chce przeżywać orgazm, żeby udowodnić sobie jakie są kobiece, a kochankowi jaki jest wspaniały. Nie o to chodzi. Chodzi o zabawę, relaks, intymność. Orgazm to element odkrywania siebie, pojawia się zazwyczaj wtedy, kiedy przestajemy tak strasznie go wyczekiwać, a zaczniemy po prostu dobrze się bawić w łóżku.

Miłe panie, jeśli chcecie zatroszczyć się o swoje, i w ten sposób także waszego związku, życie seksualne, musicie nauczyć się wyciągać rękę po to, na co macie ochotę bez poczucia winy i wstydu. Koniec z poświęcaniem się w łóżku, żeby Misiowi było dobrze. Wam też ma być dobrze. Wasze potrzeby i pragnienia to nie są zbędne fanaberie. Żeby dostać to, czego się chce, trzeba najpierw odkryć, czego się chce. Wypróbowywanie rożnych pomysłów to najlepsza metoda, żeby dowiedzieć się, co nas naprawdę, naprawdę kręci w seksie i co nam sprawia przyjemność. A kiedy już wpadniecie na fajny erotyczny pomysł, komunikujcie śmiało swoje potrzeby: zrób mi to, chcę tego. Kiedy seks będzie podążał za waszymi prawdziwymi pragnieniami, będzie dodawał wam energii, a nie ją odbierał. A najlepszym przyjacielem każdej kobiety w łóżku jest elegancki i praktyczny wibrator łechtaczkowy.

Ale kobiety się wstydzą sięgnąć po takie rzeczy, bo boją się, że będą postrzegane jako zbyt wyzwolone.

To prawda, jest taki stereotyp, że „porządnej” kobiecie powinien wystarczyć w łóżku sam penis jej partnera. To się też wiąże z przekonaniem, że kobieta, która chce odkrywać coś więcej w seksie, ponad to, co proponuje jej partner, jest prawdopodobnie puszczalska. A jej zadaniem jest trzymać ten kwiat swojego dziewictwa dla tego jednego wybranego. Dlaczego faceta nikt nie zapyta, gdzie jego kwiat?

Stereotypy. Wróćmy do rodziców. Nie masz wrażenia, że kobiety często wycofują się z seksu po urodzeniu dziecka, bo wreszcie mogą uciec od czegoś, co było dla nich udręką?

Absolutnie się zgadzam! Bo część kobiet traktuje to jako obowiązek. Coś, co muszą dać. Między praniem, prasowaniem, odbieraniem dzieci ze szkoły i wysyłaniem raportu do szefa. Kolejny żmudny często nudny obowiązek. Bardzo często jest tak, że uczy się kobiety nie tego, by traktowały seks jako przyjemność, rozkosz, doznanie, ale jako walutę.

Uważam, że kobiety są przyzwyczajone w seksie do dawania. Mają zadowolić mężczyznę. Wszędzie są bombardowane poradami „jak być sexy“, „jak zorganizować romantyczny wieczór“, „co założyć, by zrobić wrażenie na facecie“. I one wcielają te instrukcje w życie, ale na końcu okazuje się, że mówią o seksie, że jest przereklamowany.

Poza tym żyją w świecie, gdzie dominuje męski model seksualności.

Czyli jaki?

Polega on na tym, że jest gra wstępna, która polega głównie na ugniataniu, potem penetracja jako danie główne i wytrysk czyli sygnał o tym, że zabawa się kończy. Niestety kobiety się w tym nie odnajdują. Kiedy pytasz kobiety o to, czego nie lubią w seksie, to uda im się wymienić kilka rzeczy: niektóre wspomną o seksie analnym, inne oralnym, inne o jakiejś pozycji. Ale gdy zapytasz, co lubią - najczęściej spotkasz się z milczeniem.

Nie wiedzą czy może boją się o tym mówić?

I to i to. Kultura zachodnia, w której żyjemy, mówi o seksie w atmosferze wstydu, winy i grzechu. Kobieta sprowadzona jest do roli takiej kapłanki domowego ogniska. Powinna ograniczać swoje potrzeby do zaspakajania innych, a jej radość niech płynie z satysfakcji, że innym jest dobrze. Gdzie w takim myśleniu jest miejsce na nią? Nie wspominając już o seksualnych marzeniach. Niewiele kobiet ma szansę odkrywać drogę do swojej seksualności.

Jaka to droga?

Po pierwsze uznanie, że seks jest częścią mojego życia. Po drugie, że moje ciało należy do mnie. Kobiety są często deprecjonowane. Zobacz, jak w naszej kulturze traktuje się w ogóle kobiecość „jak babski film to głupi“, „męska decyzja to ta lepsza“, „jak zdradził to przez tą lafiryndę“. Mężczyzna jest mądry i podejmuje słuszne decyzje, a baby to rozhisteryzowane wariatki. Widać to wyraźnie przy dyskusji o pigułce po. Przecież z tego wyłania się obraz jakiś głupich idiotek, którym jak się da tabletkę bez recepty to będą biegać na golasa po ulicach, a potem łykać prochy „dzień po”. Jakbyśmy nie miały rozumu! Wmawia się, że wciąż trzeba nas kontrolować, ograniczać, byśmy mogły funkcjonować w społeczeństwie. Stąd właśnie bierze się w kobietach brak zaufania do ich własnych decyzji, a także do tego, co do nich należy. I nawet ich ciało staje się obiektem debaty publicznej! Ja bym zaczęła od tego, by powtarzać i dziewczynom i chłopcom, że ich ciało do nich należy i jeżeli wzajemnie od siebie czegoś chcemy, to zapytajmy o zgodę.

Puk puk, czy mogę Cię rozebrać?

W symbolicznym znaczeniu tak. Aby nie tworzyć przestrzeni do manipulacji, a przede wszystkim nadużyć. A potem , jak już to zrozumiemy, jak ustalimy granice, to traktujmy seks jako radość, zabawę. A nie narzędzie do uzyskiwania czegoś.

Władzy, kontroli...

Czy dowodu na naszej moralności lub jej braku. Seks nie służy do udowadniania jacy to my nie jesteśmy wyzwoleni czy wstrzemięźliwi, męscy czy kobiecy - tylko temu, byśmy się dobrze czuli ze swoim ciałem. A w związku, by nas to zbliżało do siebie. A będzie nas wtedy zbliżało, jak przestaniemy traktować to w sposób instrumentalny.

Ty często powtarzasz, że seks nie jest poważny.

A jest? Spójrz na dwoje ludzi na golasa wyginających się w różne strony. Czy to jest poważne? Poważne są tylko konsekwencje.

Wiesz, w sferze duchowej pewnie jakoś jest ważny/poważny. Wspomniałaś o męskim modelu seksualności, który jest powszechnie obowiązujący. Jaki jest więc damski?

Mówi się, że to jest takie koło. Cokolwiek w nie włożymy jest równie ważne. Na przykład sprośne smsy w ciągu dnia mogą mieć takie same znaczenie, jak stosunek wieczorem. To, że my rysujemy sobie czekoladowe szlaki na pupie, ma podobne działania jak jakaś pozycja z kamasutry.

Grey chyba to rozumiał. Stąd taki sukces książki „50 twarzy Grey’a"?

Dokładnie tak. Grey był tak atrakcyjny dla kobiet, bo on ciągle coś kombinował w tym łóżku... Pokazywał seks jako zabawę, grę, a nas takiego podejścia nikt nie uczy. Seks w tej książce nie jest sprowadzony tylko do penetracji, ale jest związany z celebrowaniem. A my kobiety kochamy celebrować seks.

Ale tam jest pokazany jednak specyficzny seks o wymiarze sado-masochistycznym.

Wszystko jedno jaki. Na bezrybiu i rak ryba. Lepszy taki seks niż sama penetracja. Ta książka pełna jest scenariuszy erotycznych, do których bardzo zachęcam.

Czyli?

To dość proste. Zaplanuj swój wieczór. Idź do sklepu po bitą śmietaną, wino musujące truskawki, znajdź muzykę, wyłącz telefony, odetnij znajomych. Pomyśl, czego chciałabyś spróbować: opaska na oczy, seks na kuchennym blacie, bita śmietana na sutkach, udawanie sprośnej gosposi, napalonego hydraulika albo luksusowej call girl na usługach swojego wymagającego klienta. Jestem za tym, aby od czasu do czasu zrobić sobie taki scenariusz.

A nie pozbawia nas to spontaniczności? Pamiętam taką parę, która planowała ten jeden raz w tygodniu i była tak skupiona na tych świecach, muzyce, bąbelkach w wannie, że w tej całej celebrze gubiła się chęć.

Może robili te rzeczy nie po to, żeby odkrywać swoją seksualność i otworzyć się, ale żeby udowodnić, jakimi są super kochankami. I w tym wszystkim dalej mogli nie pozwalać sobie ciągle na to, na co naprawdę, naprawdę mieli ochotę. Odgrywanie w łóżku kogoś, kim nie jesteśmy to nasz erotyczny grzech powszedni. Napinamy się, żeby wejść w rolę super napalonego ogiera, albo eleganckiej damy w łóżku, która owszem ma przyjemność, ale taką niezbyt dziką, tylko taką żeby potwierdzić męskość swojego kochanka. Uważam, że polskim parom nie brakuje spontaniczności, bo szybkich numerków to my mamy w stałych związkach już po dziurki w nosie. To nie spontaniczność, tylko rutyna. Można łatwo wpaść w rutynę składającą się wyłącznie z pięciominutowych szybkich numerków.

Skoro jesteśmy przy planowaniu. Czym można się wspomagać w naszym erotycznym życiu? Co sprzedaje się w Twoim butiku?

Mówi się, że kobiety nie potrzebują seksu, przynajmniej nie tak bardzo jak faceci. Z ogromną przyjemnością pragnę zawiadomić, że to nieprawda. Polki chcą dobrze bawić się w łóżku i wybierają sobie gadżety erotyczne! Najchętniej kupują kulki gejszy, opaski na oczy, olejki do masażu, wibratory łechtaczkowe i wibratory typu królik. Są zainteresowane poszukiwaniem punktu G i sztuką dawania klapsów. Kobiety lubią zabawny, frywolny seks. Marzą o kochankach, którzy potrafią spojrzeć po za czubek własnego penisa i szczerze zatroszczyć się o to, na co ma ochotę i o czym marzy ich partnerka bez osądzania i wyśmiewania kobiecych pragnień. Jak otwierałam LoveStore z gadżetami erotycznymi dla kobiet i dla par, to myślałam bardzo stereotypowo. Że będą do mnie przychodziły 25-letnie dziewczyny, które mają zawsze ochotę na seks i są - jak mi się wydawało - najbardziej otwarte. A okazało się, że moja największa grupa klientek to kobiety 40 plus, które mówią, że one już mają dość czekania na to, że ktoś sprawi im przyjemność. One już wiedzą, że jeśli same się sobą nie zajmą, to nikt inni za nie tego nie zrobi. Ale aby być całkowicie uczciwą to powiem ci, że od kiedy otworzyłam swój butik wzrasta też moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich przychodzi po to, by znaleźć jakieś podpowiedzi na to, by zadowolić swoją kobietę. Nie raz i nie szybko.

Ufff.

JOANNA KESZKA:
Autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie”, redaktorka naczelna Barbarella.pl - "najseksowniejszego portalu dla kobiet", prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl.
Trwa ładowanie komentarzy...