Ojciec dobry czy zły? Czyli o tym, czy mężczyźni naprawdę sprawdzają się w roli ojca

Wiesz, co na na terapii mówią mężczyźni, gdy pytam, na czym konkretnie polega ich zajmowanie się dzieckiem?Mówią, że je kąpią.
Wiesz, co na na terapii mówią mężczyźni, gdy pytam, na czym konkretnie polega ich zajmowanie się dzieckiem?Mówią, że je kąpią. Fot. RobertG NL / http://bit.ly/15L4mCa / CC BY / http://bit.ly/mamadu
Mężczyźni są dobrymi ojcami, nie są. Kobiety oddają im część obowiązków, nie oddają. To wina kobiety, jeśli mężczyzna się nie sprawdza czy jego? Kto powinien więcej zarabiać na dom? Od tych dyskusji można zwariować, szczególnie, że wspólnych wniosków, oczywiście, brak.

Znajoma psycholog: „Wiesz, co na na terapii mówią mężczyźni, gdy pytam, na czym konkretnie polega ich zajmowanie się dzieckiem?Mówią, że je kąpią. Tak właśnie wielu mężczyzn postrzega swoją rolę w zajmowaniu się noworodkiem. Musisz o tym napisać".
Potem czytam tekst Dawida Bartosika, który oburzył się, że kobiety, w tym też dziennikarki, felietonistki, nie tylko nie zauważają, że wokół jest mnóstwo fajnych ojców, ale wręcz obnoszą się ze swoimi dylematami macierzyńsko-zawodowymi, nie uwzględniając w tym partnerów.
Uff.

Po pierwsze: Kobieta i praca

W wiele tekstach, traktujących o dylematach macierzyńskich kobiet, rzeczywiście nie ma wątku mężczyzny. Ale nie dlatego, że ci mężczyźni są nieważni! Co ma wspólnego ojciec z tym, że matka ma wyrzuty sumienia, bo pracuje za dużo, że nie potrafi powiedzieć „nie" szefowej, że tęskni za dzieckiem? Czy ojciec może kochać dziecko za matkę? Oczywiście, jeśli kobieta ma partnera, z którym dzieli opiekę nad dzieckiem – jest jej dużo łatwiej niż mamie samotnej. Ale to tyle.



To, że tworzymy rodzinną wspólnotę nie znaczy, że każde z nas osobna też nie buduje swoich relacji z dziećmi. W gabinetach psychologów, na terapiach małżeńskich nieraz padają takie słowa, jak: „Nie sprawdzam się jako matka, bo moja córka w nocy krzyczy tylko: tato".

Kiedyś pisałam tekst o późnym macierzyństwie. Jedna z bohaterek wspominała: „Była 20.00, wróciłam do domu po całym dniu pracy.

Jasiu…" krzyknęłam w progu. Ale Jaś, mój trzyletni syn, układał z tatą klocki. Nawet nie podniósł wzroku. Kolana się pode mną ugięły. Analizowałam to potem bez końca. Dlaczego tak się stało? Pracowałam po 12 godzin na dobę, żeby zarobić na nasze kredyty i utrzymanie. To był moment, gdy byłam głównym żywicielem rodziny. Nie, nie miałam pretensji do męża. Nasze role były jasne: Ja zarabiałam, on przejął opiekę nad synem. Co czułam? Szczęście, że syn jest z kimś, kto go kocha. Ale też potworną zadrę w sercu. Zazdrość. A potem złość na siebie. Bo mąż był w tej miłości mądrzejszy. Gdy wracałam do domu, nie myślałam o tym, żeby też usiąść i układać klocki. Latałam, jak oszalała i sprzątałam. Naczynia do zmywarki, pranie, szorowanie podłogi, odkurzanie. Tak jakby jeden dzień nie mogło być nieodkurzone.

Po drugie: obowiązki domowe
Tak, tak. Według wszystkich dostępnych badań to wciąż kobiety głównie sprzątają, zmywają, piorą. Jeśli któryś mężczyzna nie wierzy, proszę bardzo. W internetową wyszukiwarkę wpisuję: „mężczyźni, a obowiązki domowe". Wyniki: domem zajmuje się 85 procent i 44 procent mężczyzn. (raport „Time Budget Survey 2013 przygotowany przez GfK Polonia).

Owszem, 74 procent panów uważa, że mężczyźni powinni się angażować w prace domowe bardziej. Jednak jedno to uważać, drugie realizować. 95 proc. kobiet deklaruje, że oczekuje większej pomocy ze strony partnera. (źródło: SteaMaster).
Według badań mężczyźni nie lubią: prasować odkurzać, zmywać, prać. A jak wygląda ich czas z dziećmi? Najczęściej oglądają z dziećmi telewizję (!) i rozmawiają (uff). Bardzo mały procent ojców odrabia np. z dziećmi lekcje. Dobrze, przepraszam. Artykuł staje się tendencyjny? Rzeczywiście prawda jest taka, że z roku na rok więcej ojców decyduje się na urlopy ojcowskie. Według statystyk ZUS w ubiegłym roku padł rekord. A 129,4 tysięcy panów skorzystało z takiego urlopu.
Po trzecie: kim jest dobry ojciec?
To może skupmy się na tym, kim jest dobry ojciec. Status społeczny? Wykształcenie? Cechy charakteru? – Jeśli przyjrzymy się mężczyznom mającym lepsze wykształcenie i funkcjonujących w dużych metropoliach, młodym – to wśród nich znajdziemy mnóstwo ojców angażujących się, którym zależy na dzieciach, poświęcającym im czas – mówi prof. Tomasz Szlendak, socjolog i antropolog. Ale już mężczyźni gorzej wykształceni, z małych miejscowości wciąż uważają (w większości), że zajmowanie się dziećmi to sprawa kobiety.

Hmm, czy to nie za prosta klasyfikacja? Ile znamy wykształconych, pracujących ojców, którzy dziećmi się nie zajmują?

O jakim partnerze marzą kobiety?
Na poziomie deklaracji, oczywiście, o facecie opiekuńczym, czułym i troskliwym. W rzeczywistości wiele kobiet szczerze wyznaje, że ciągnie ich do tzw.„ złych chłopców". Dla takich szaleją, w takich się zakochują. Imponują im również mężczyźni silny, ambitni, którym zależy na karierze. I powiedzmy sobie szczerze, jeśli później mają z tymi mężczyznami też dzieci, często mają przerąbane. Przynajmniej jeśli chodzi o czysto fizyczną pomoc w opiece.
Prof. Tomasz Szlandak

Jest silna korelacja między zarobkami mężczyzny, a nie udzielaniem się w domu. Krócej: im wyższa pozycja społeczna mężczyzny, tym mniej czasu poświęca swoim dzieciom.

I od razu odeprę też argumenty niektórych, że to na pewno dlatego, że mężczyzna ów dużo czasu spędza w biurze i nie ma czasu. A niekoniecznie. Sporo takich mężczyzn po prostu nie potrafi skupić się na codzienności. To dla nich nudne, męczące, irytujące (nawet jeśli świadomie deklarują, że kochają czas z dzieckiem).

Prof. Katarzyna Popiołek mówi też o tym, że gorzej w roli ojca radzą sobie mężczyźni, którzy przez pierwszy rok nie uczestniczyli w codzienności dziecka. – Wbrew pozorom bardzo ważne jest kąpanie, przewijanie, przytulanie – bo tak właśnie buduje się więź.

Profesor Szlendak uważa, że za „niedopuszczenie" ojca, winę czasem ponoszą kobiety. Ten typ kobiet nazywa „bramkarkami" . Ile takich wśród nas? Ja, szczerze mówiąc, nie znam. Ale może inne kobiety znają, opowiedzą. Ostrzegą te młodsze matki, które jakieś błędy popełniają nieświadomie.

Stereotypy
I ostatnie. Niech rękę podniesie kobieta (mężczyzna), która (który) nigdy – widząc faceta zajmującego się dzieckiem (albo domem) nie pomyślał (a): „Trochę to niemęskie. Albo: ten facet nie ma widać żadnych innych propozycji skoro jest niańką. Coś kiepsko u niego z testosteronem”.

Niektórzy również nieprzychylnie wciąż patrzą, gdy kobieta – np. na urodzinach – zajmuje się rozmową z koleżankami, a jej partner przewija w tym czasie dziecko. Bo co to za matka? Tu koleżaneczki, a on tyra? Albo na plaży. One dwie plotkują, ojcowie pływają z synami .
Naprawdę często sami ulegamy stereotypom. „Gdzie pracuje twój mąż?" „Teraz zajmuje się dziećmi”. „Acha, o jejku…. to tak źle u was".
No i temat rzeka. Wizyty u lekarza.
Szczepienia, szpital czy inne sytuacje, gdzie często bywają oboje rodzice. Dlaczego pielęgniarki, lekarki nie tłumaczą niczego ojcu tylko patrzą na matkę i ją instruują: „Musi podawać PANI antybiotyk dwa razy dziennie, do tego te kropeleczki proszę niech PANI kupi”. To samo w szkole: „Proszę przekazać ŻONIE, że trzeba kupić zeszyty" (ołówki, kubki, cokolwiek).

A jakie są Wasze doświadczenia? Co chcielibyście zmienić? Co Wam przeszkadza? Jesteście zadowoleni z podziału obowiązków w waszym domu? Coś was wkurza? Piszcie na kontakt@mamadu.pl, czekamy.

P.S.: Drogi Dawidzie, uwierz, wciąż jesteś w mniejszości.
P.S. 2: I żeby nie było: tekstu nie napisała samotna matka. Albo kobieta utyrana, bez wspierającego mężczyzny. Mąż autorki pracuje, jego wkład w budżet domowy jest ciut wyższy niż jej. On również gotuje, sprząta, pierze, zawozi dziecko do szkoły, odbiera, gdy ona nie może. Według profesora Szlendaka jest to mężczyzna z klasy średniej. Dobrze wykształcony, inteligentny — nie jednak na tyle, by zostać prezesem banku. O niezłym poziomie testosteronu– nie na tyle jednak, by robić oszałamiającą karierę. Ojciec idealny, jednym słowem.
Trwa ładowanie komentarzy...