Miała być wierna kopia rodziców. Urodził się Mały Obcy

Czy ty też masz czasem wrażenie, że twoje dziecko przybyło z innej planety?
Czy ty też masz czasem wrażenie, że twoje dziecko przybyło z innej planety? Fot. 123 RF Zdjęcie Seryjne
Ciąża to nie tylko okres, w którym w ciele matki rośnie mały człowiek. To także okres, w którym kobieta przyzwyczaja się do nowej, życiowej roli. Organizuje na nowo swoje życie, dom i planuje przyszłość. Czekając na syna czy córkę pisze scenariusze. Wie lub przynajmniej tak jej się wydaje, jakie jej dziecko będzie, co będzie lubiło, gdzie pojedzie na wakacje, jakie studia skończy i kim zostanie w przyszłości.

Planujemy wszystko dokładnie, bo mamy wrażenie, że ten mały człowieczek to jakby kopia nas samych. Z maleńkim, acz istotnym wkładem ze strony płci przeciwnej.

Gdy już wszystko mamy ustalone, nadchodzi właśnie ten Wielki Dzień. Rodzimy najpiękniejsze dziecko świata. Jednak po pierwszej euforii odkrywamy, że cóż... nie do końca jest takim, jakim go sobie wymyśliliśmy. Przy drugim spojrzeniu zauważamy, że więcej się jednak nie zgadza niż zgadza. Ideałów nie ma?

Do kogo on jest podobny?
Matki z reguły nie zauważają ewentualnych defektów urody u swego świeżo powitego maleństwa. Ja to, że mój syn miał po porodzie wydłużoną, jajowatą głowę zauważyłam dopiero po pół roku. Na zdjęciach. Wcześniej kompletnie nie wiedziałam, o czym ludzie mówią.

Nie sposób było jednak przeoczyć oczywistego faktu, że wygląda on zupełnie inaczej niż sobie to wymyśliłam. Miał być podobny do swojego ojca. Smukły, o pociągłej twarzy, śniady, czarne włosy... Antonio Banderas po prostu. Całą ciąże „pocieszałam” się, że przynajmniej charakter będzie miał po mnie.


Misternie układany obraz rozsypał się jak domek z kart, kiedy pierwszy raz zobaczyłam dziecko. Ojca nie przypominał, mnie tak. Nawet bardzo. Z upływem czasu zauważyliśmy, że charakterek to ma jednak tatusia. Nie mój.

Ze smagłego Hiszpana zostało mojemu dziecku tylko imię.

Projektantem chyba nie będzie
Przez wiele lat zajmowałam sikę rynkiem pracy. Pisałam o tym, że w dzisiejszych czasach najważniejsze, by mieć otwarty umysł i fach w ręku. Ale przecież nie wymyślę, że dziecko będzie hydraulikiem. Lekarz i prawnik to banał.

Już wiem, jako że niemal wszystkie dzieci w mojej rodzinie są utalentowane plastycznie (co prawda z wyjątkiem mnie), wymyśliłam sobie, że dziecko będzie projektantem. Nie jakimś tam ciuchów czy domów. Będzie projektował samochody – luksusowe. Ukończy Europejski Instytut Projektowania w Turynie. Haj lajf po prostu.

Myślą o wybitnych zdolnościach plastycznych Aliena karmiłam się dwa czy nawet trzy lata. Dbałam o to, by dziecko miało kontakt z pięknem. Morze, góry, obrazy. Zgadzałam się nawet na to, by całe mieszkanie zasypywał podartymi w drobny mak papierkami wierząc, że tak zaczynają się rozwijać jego zdolności plastyczne.

Wariactwo matki zostało ukrócone w momencie, kiedy dziecko podrosło i zaczęło samo pokazywać to, co lubi. Dziś liczą się tylko pociągi, czerwone samochody i muzyka. Dużo. Głośno. Nie znoszę.

Przedszkolny rozrabiaka
Nie ma chyba matki, która nie wyobraża sobie swojego dziecka jako wzoru dobrego zachowania. Spodnie w kant, włoski w ząbek zaczesane, „proszę”, „dziękuję”, książeczka pod pachą. Szacunek do babć, cioć, nauczycieli. Wiadomo.

Przedszkole wizję nieco zmodyfikowało, bo choć Alien jest uprzejmy, niespecjalnie grzeczny. „Proszę przyjść na rozmowę w sprawie syna” – usłyszeliśmy dokładnie po 30 dniach od rozpoczęcia roku szkolnego. Okazało się, że młody jest przebojowy. Aż za bardzo. Nie odpuszcza. Słowem rozbijaka z niego straszny.

Skąd się u niego to wzięło?
Najgorszym jednak szokiem dla rodziców jest jednak nagłe odkrycie, że dziecko posiada cechy, których u innych nie cierpimy i omijamy szerokim łukiem. Tu wyjścia nie mamy. Pojawienie się w naszym domu człowieka, który owe cechy przejawia to niewątpliwie szkoła życia.

Mój syn bywa obrażalski. Ja nie jestem, więc raczej trudno mi zrozumieć kogoś, kto w pół słowa odwraca się na pięcie i odchodzi niespiesznym krokiem. Z boku wygląda to śmiesznie, w bliskim starciu – jest niewątpliwie szkołą cierpliwości dla rodziców. Na poziomie wyższym.

Moja koleżanka z kolei opowiada, że jej dziecko jest zaprzeczeniem bardzo wielu cech, które widziałaby w swoim potomku. Nie jest towarzyski, nie uprawia sportu... Co ciekawe, te cechy charakteru nie przeszkadzają ojcu. Jego z kolei wkurza brak systematyczności i bałaganiarstwo. – „Urwę mu łeb, słowo dajeeeee" – szemrze pod nosem i idzie przywołać go do porządku. Spokojnie i cierpliwie.

Bo w końcu każdy z nas nauczy się, że dziecko nie jest przedłużeniem nas samych. Jest sobą. Po prostu Alienem.
Trwa ładowanie komentarzy...