Awantura o cipkę. Dlaczego wciąż boimy się nazywać rzeczy po imieniu?

Znów rodzice kłócą się o to, jak nazywać intymne części ciała dzieci.
Znów rodzice kłócą się o to, jak nazywać intymne części ciała dzieci. Fot. Screen ze strony internetowej / http://bit.ly/1DI6CID
Awantura o cipkę i siusiaka. Dlaczego rodzice wciąż mają z tym problem? „Cipka jest świetna, uwierz w to. Nawet u starszej pani prezentuje się elegancko". „Oto siusiak w pełnym galopie"– tak brzmią słowa piosenki zapowiadającej trzeci sezon edukacyjnego programu Bacillaakuten, emitowanego w szwedzkiej telewizji. Na ekranie cipka i siusiak przedstawione są jako osoby. Żyjące razem w doskonałej komitywie. Oprócz mnie filmik obejrzało ponad dwa miliony użytkowników (teraz już na pewno więcej).

Zabawne — mówię do męża. Nasz ośmioletni syn też jest tego zdania. „Cipka maluje sobie rzęsy. A siusiak nosi kapelusz. Super" śmieje się. Dlaczego w innych domach jest inaczej?



W naszym domu słowo „cipka" jest normalne. Siusiak, pochwa, wagina, srom i penis również. Czytaliśmy „Wielką księgę siusiaków" i „Wielką księgę cipek" nomen omen też szwedzkich autorów. Wiem, że nie należymy do większości. Chyba nic nie budzi takich emocji jak dzieci i edukacja seksualna. Co dokładnie widać, gdy śledzimy komentarze internautów na przykład na TOK FM. Polskie, bo te na You Tubie zostały wyłączone.
W klasie mojego syna opinie dorosłych też są różne. Dwoje rodziców zostało wezwanych, bo ich dziecko napisało na tablicy „cycki" i „dupa". Nie bardzo rozumiałam po co zostali wezwani. I nie rozumiałam po co uczniowie zostali napiętnowani. Czy nie wystarczyło po prostu zwrócić im uwagę, że tablica niekoniecznie służy do pisania takich rzeczy. I że są ładniejsze słowa na określanie tych części ciała. Z doświadczenia wiem, że im większy robimy raban wokół czegoś, tym dziecko jest tym bardziej zainteresowane.

Przychodzę dzisiaj do redakcji i mówię, że chcę napisać o tym tekst. Że znów bulwersuje nas otwartość Skandynawów. Podobnie, jak kilka miesięcy temu sprawa norweskiego elementarza. Co jest w tym wszystkim wulgarnego? Koleżanki kręcą nosem. „Ale cipka to jest przecież słowo wulgarne. Od c*pa. Nie czułabyś się obrażona gdyby ktoś mówił o twoich narządach intymnych c*pa". Hmm, no czułabym się. Druga, psycholożka dodaje: „Jesteśmy dziećmi rodziców, którzy najczęściej nie rozmawiali z nami o seksie, ani o narządach intymnych. My wciąż szukamy właściwej drogi. Skandynawowie przesadzają. To nie pasuje do naszej kultury".
Hmm, gdzie jest prawda? Naprawdę przesadzają? Słowa „cipka" i „siusiak" rzeczywiście są nietrafione? Jak w takim razie mamy nazywać narządy intymne?

Słowo „cipka" pochodzi od słowa „c*pa", ono z kolei zostało utworzone od czasownika „ćpać", czyli jeść żarłocznie, napychać się (wg. poradni językowej PWN). Według Słownika Języka Polskiego jest to potoczna (dokładniej pospolita) nazwa żeńskiego organu płciowego.
Dzwonię do profesora Jerzego Bralczyka, językoznawcy. Jest nieco skonfundowany —Niespecjalnie lubię się wypowiadać na te tematy — mówi. W końcu stwierdza:
prof. Jerzy Braczyk
Językoznawca

Dla mnie to wulgaryzm. Czy dodanie „i" zmienia znaczenie słowa? A jeśli do słowa na „ch…" dodamy końcówkę „ek" to już przestaje być ono wulgaryzmem?

No dobrze, profesor Bralczyk to purysta językowy. A co na ten temat powiedzą znani seksuolodzy?

Beata Bianca-Kotoro: – Cipka to jest potoczne określenie narządu płciowego kobiety. Nie widzę w nim nic niestosownego. Co innego film na You Tubie. Oczywiście, on nie zniszczy psychiki dziecka, ale czemu ma służyć? Co innego gdyby to był cały program edukacyjny. Dlaczego tylko siusiak i cipka mają być pokazani jako żywe istoty? Dlaczego mamy omijać głowę, rękę, nogę i żołądek? W końcu co dziecko obchodzi, że cipka starszej pani też jest fajna? Dla niego to abstrakcja. Jestem za oswajaniem dzieci z ciałem od samego początku. Mówieniem „to jest srom" „to penis", uczeniem akceptacji i otwartości, ale sensu robienia takich filmów nie czuje. Szczególnie w naszym kraju.

Prof. Zbigniew Izdebski: – Świetnie, że powstają takie rzeczy. Pogodnie, na wesoło o intymnych częściach ciała.To my dorośli nadajemy temu nadmierne znaczenie. Dziecko nie ma „kudłatych" myśli. W filmie pochwa i penis są ubrani, ale dokładnie widać, że pochwa należy do kobiety, penis do mężczyzny. Czy wie pani, że czasem trzyletnie dziewczynki są przestraszone, gdy zobaczą narządy płciowe chłopca? Myślą, że same coś zgubiły, bo nikt im nie wytłumaczył tych różnic.

Rozłączam się i w głowie mam tylko sieczkę. Szczególnie, że prof. Izdebski powiedział, że język, którego używamy powinien być prawidłowy i medyczny. To jest „penis", a to „pochwa" i „wagina". Trudno, język polski jest w tej materii ubogi, ale jakoś musimy z tym żyć.

Jaki z tego wniosek? Przepraszam, ale tylko jeden.
Niech każdy, na miłość boską, mówi o tym, jak i kiedy chce. Ale pamięta, że dziecko będzie potem te słowa powtarzać. Jesteśmy inteligentni, dojrzali, potrafimy przetwarzać informację. Musimy szukać własnej wersji edukacji seksualnej skoro nawet seksuolodzy różnią się w swoim podejściu.
Miejmy jednak świadomość, że na nasze podejście bardzo wpływa wychowanie, środowisko z którego pochodzimy, poziom wykształcenia, otwartość na świat. I uczmy dzieci jednego: nieważne, jak nazywasz swoje intymne narządy. Nie musisz się ich wstydzić. Są częścią ciebie. Po prostu fajnie, że jesteś chłopakiem. Albo fajnie, że jesteś dziewczyną.
Trwa ładowanie komentarzy...