Zabawy z bronią. Do czego są w stanie posunąć się rodzice, by królować na You Tube

Jak daleko są w stanie posunąć się rodzice, by pobić rekordy popularności.
Jak daleko są w stanie posunąć się rodzice, by pobić rekordy popularności. Fot. screen You Tube
Dzieci w internecie sprzedają się dobrze. Umieszczenie przez rodziców na jednym z popularnych serwisów społecznościowych zdjęcia czy filmu, na którym jest ich pociecha, to niemal pewny sposób na zebranie kilku czy nawet kilkunastu lajków. Ale by zyskać światowy rozgłos, trzeba dać internautom coś ekstra. Na przykład...zaryzykować życiem własnego dziecka.

Kilka dni temu para rodziców mieszkających w stanie Indiana została oskarżona o zaniedbywanie dziecka i lekkomyślnego obchodzenia się z bronią palną po tym, jak przypadkowo w telefonie komórkowym ojca znaleziony został film, na którym jego dziecko bawi się bronią i wkłada ją sobie do ust. Ojciec i przyglądająca się wszystkiemu matka nie tylko nie reagują i nie przerywają zabawy, ale przeciwnie – zachęcają dziecko, by ono udawało odgłosy wystrzału.



Przesłuchiwana matka zapewniała ponoć, że pistolet nie był prawdziwy i dziecko nie mogło zrobić sobie krzywdy. Nawet jeżeli tak było, to nie jestem w stanie zrozumieć sensu całej tej zabawy.

Film bije rekordy popularności. W ciągu czterech godzin liczba osób, które obejrzały ten film zwiększyła się o 50 tys.
Ale przerażające jest coś jeszcze, to już kolejny film, w którym rodzice pokazują (czy udają, że to robią), że ryzykują życiem dziecka. Kilka dni temu internet obiegł film na którym 14 – miesięczna dziewczynka bawi się z czterometrowym pytonem birmańskim.

Ojciec Alyssy, 34 - letni Jamie Guarino twierdzi, że nagrał ten film, żeby udowodnić, że pytony hodowane w domu w żaden sposób nie zagrażają dzieciom.

Czy na pewno? W internecie pod tym filmem rozwinęła się dyskusja. „Wystarczy sekunda, żeby pyton zmiażdżył dziecko", „Wąż to, naładowana broń", „Powinni temu facetowi odebrać prawa rodzicielskie" – pisali internauci.

Czy cel hodowcy pytona został osiągnięty? To trudno powiedzieć. Film jednak pokazywany był przez największe portale internetowe. W sumie wyświetlono go 1.5 mln razy. Aż strach pomyśleć, dla ilu rodziców był inspiracją.

'Śmieszne” fotki dzieci
Ryzykowanie życiem dzieci to na pewno najcięższy kaliber promowaniu się kosztem dziecka. Ale w sieci nie brakuje także zdjęć i filmów, które z założenia miały być śmieszne, a tak naprawdę jedyny uśmiech, który wywołują, to uśmiech politowania.

Klasyką jest już na pewno film pokazujący, jak mężczyzna gotuje w garnku noworodka. Dziecko jest pod pokrywką, przykryte warzywami. Wody na filmie nie widać. Nie wiadomo też, czy pod garnkiem włączony jest palnik. Wydaje się, że nie, bo dziecko nie sprawia wrażenia, jakby się mu działa krzywda.

Ale czy to naprawdę jest śmieszne? A gdyby dziecko pod tą pokrywką udusiło się albo garnek spadł z tego wyglądającego mało stabilnie palnika i dziecko wypadło na podłogę? Pewnie film byłby jeszcze popularniejszy, ale czy cena za to nie jest zbyt wysoka?

Są jednak internauci, którym się to nagranie podobało. Na forach kulinarnych przez jakiś czas pojawiały się zdjęcia, w których matki pokazywały swoje dzieci właśnie w takiej nietypowej scenerii.

Zdjęć upokarzających dzieci nie brakuje. Rodzice, bez zastanawiania wrzucają nie tylko takie, na których są roznegliżowane, ale też te, gdzie dorysowują im groteskowe brwi lub robią teatralne makijaże. Albo wkładają do dużych toreb i udają, że noszą w nich psa.
Gdzie są granice?
Niby nic mi do tego, co ktoś robi z własnym dzieckiem, ale mnie te filmy i zdjęcia przerażają. I te, niby śmieszne, bo to dla mnie upokorzenie zależnego od nas, bezbronnego człowieka.

Ale zdecydowanie bardziej przerażają mnie te, na których rodzice pokazują, jak igrają z życiem dziecka. I chociaż widać, że wszystko to jest udawane, można zastanawiać się, jak bardzo rodzice są w stanie zaryzykować własnym dzieckiem. I nieświadomie do takich zachowań zachęcić innych.

– Filmy, nie tylko te w internecie, ale także te wyświetlane w kinach modelują nasze zachowania. Jeśli taki niebezpieczny i agresywny przekaz trafi na podatny grunt, to zachowania te będą powielane – mówi prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny. – Dodatkowo każdy taki przekaz uodparnia na zachowania agresywne, więc można się spodziewać, że każdy następny film, będzie jeszcze bardziej brutalny – dodaje ekspert.

Pytanie, jak daleko mogą się w tym posunąć rodzice. – Tak daleko, jak sięga ludzka głupota. Czyli bardzo daleko. Czasami nawet mogą to być działania w dobrej wierze, ale z bardzo tragicznym skutkiem, który nie był wcześniej przemyślany – tłumaczy prof. Nęcki.

Ja osobiście boję się, że gdy to „udawanie” się już opatrzy, jakiś rodzic posunie się do tego, że nagra film, na którym okalecza czy nawet zabija swoje dziecko.

Niemożliwe? Nie sądzę. Wystarczy przypomnieć sobie Katarzynę Waśniewską, szerszemu odbiorcy znaną jako „mama Madzi.” To kobieta, o której życiu pisały przez długie tygodnie wszystkie gazety w Polsce, a konferencje prasowe z jej udziałem transmitowane były na żywo przez telewizje informacyjne. Czym zasłynęła? Zabiła swoje dziecko.
Trwa ładowanie komentarzy...