Niech Pani uciszy swoje dziecko! Czy wychowywanie dzieci poza domem jest proste?

Fot. / 123RF Zdjęcie Seryjne
Autobus. Chłopiec z nudów zaczyna kopać siedzenie naprzeciwko. Mama zwraca mu uwagę, jednak wie, że tak jak za każdym razem chłopiec nie przestanie, dopóki nie wysiądzie. Szybko odpuszcza więc tłumaczenie, że zniszczy fotel. Jest zmęczona. Pan w garniturze jest oburzony. Szybko wyraża swoje zdenerwowanie sytuacją. Przecież jego fotel jest kopany już od kilku minut! Mama przeprasza i zamienia się miejscem z synem. Jednak sytuacja się powtarza. Pan podnosi głos na mamę. Jak reagować?

Agnieszka Kublik w swoim kultowym już artykule o pampersie w restauracji pisze,
Agnieszka Kublik

Dziś nie jesteśmy już szczególnie wyczuleni na małe dzieci np. w restauracjach. Już się przyzwyczailiśmy, że rodzice ciągną je ze sobą wszędzie. Czytaj więcej

Naprawdę ciągną? Czy to, że robię zakupy z córką, bo ma dla mnie znaczenie jej zdanie w wyborze soków lub koloru bluzki jest złe? Czy dawanie dziecku możliwości wyboru muszę przeciwstawiać dobremu samopoczuciu ludzi robiących zakupy w tym samym sklepie? A może jedzenie wspólnego posiłku z dzieckiem w restauracji jest niepoprawne? Czy nie ma znaczenia fakt, że chcę nauczyć ją obycia, kultury jedzenia i po prostu spędzić z nią miło czas. MA! To wszystko jest bardzo ważne dla życia rodzinnego, relacji rodzic-dziecko-społeczeństwo. Uczymy dzieci jak zachować się w różnych sytuacjach, z którymi przyjdzie im się zmierzyć już za chwilę.



Jestem zwolenniczką „ciągania” dzieci, ale pod warunkiem(!):
1. Dziecko nie może naruszać dobra innych osób
2. Rodzice muszą reagować i zwracać uwagę
3. Uczymy dzieci w domu i przenosimy to na codzienne sytuacje
4. Nie reagujemy gwałtownie, nie krzyczymy
5. Tłumaczymy i… tłumaczymy
6. Wyznaczamy zasady, dla dziecka i dla nas
7. Nie wstydzimy się i nie krępujemy gdy nie udaje nam się opanować sytuacji
8. Uczymy się na niepowodzeniach, cieszymy się z sukcesów i nie odpuszczamy
Scena 1. Sklep.
Młode małżeństwo z córką. Uśmiechnięci, zadowoleni. Dziewczynka siedzi w wózku sklepowym. Nagle słychać płacz. Matka podchodzi do córki, przytula ją, pyta co się dzieje. Dziewczynka chce pić. Ojciec otwiera soczek (jeszcze za niego nie zapłacili), córka jest zadowolona. Udało się opanować sytuację! Jadą dalej.

Wchodzą w dział z zabawkami. Wystarczy parę sekund gdy mała orientuje się co ją otacza. Znowu płacze, rodzice reagują szybko i wyciągają ją z wózka. Dziewczynka biega, ogląda zabawki, niektóre ściąga z półek i próbuje otworzyć. Mama stara się zapobiec zniszczeniu opakowania i zabiera dziecku pudełko. Znowu słychać płacz, tym razem głośniejszy, na twarzy dziewczynki pojawiają się łzy. Tata reaguje, tłumaczy, że nie wolno niszczyć nie swoich rzeczy. Dziewczynka odpowiada na to grymasem i dalszym płaczem.

Do akcji wkracza mama. Przytula dziewczynkę i również tłumaczy. Bez skutku. Dziecko nadal płacze, teraz można śmiało nazwać to histerią. Rodzice myślą… W domu zaczekaliby aż dziecko się uspokoi, a w sklepie?

W końcu podchodzi do nich starszy Pan. Jest oburzony całą sytuacją i zwraca rodzicom uwagę, że chciałby w spokoju zrobić zakupy, a ich dziecko od kilku minut nie pozwala mu na to. Zwraca się do dziewczynki, podnosi głos, mówi żeby przestała krzyczeć, bo nie jest tu sama. Dziewczynka cichnie, wycofuje się. Starszy, obcy Pan ją wystraszył. Znowu zaczyna płakać.

Co robić? Przede wszystkim nie panikować! Dziecko płacze i w końcu się uspokoi, ale musi dostać od rodziców jasny komunikat „porozmawiamy jak przestaniesz płakać i krzyczeć”, „możesz płakać albo się uspokoić i powiedzieć mi co się dzieje”. Wiem, że to działa, ponieważ jestem psychologiem i mam 3 letnią córkę, która płakała w sklepie, a trwało to jakieś 40 minut. Dajmy dziecku wybór. Pokażmy co może zyskać, jeśli się uspokoi.

Jeśli ktoś zwraca ci uwagę, to przede wszystkim nie wdawaj się w kłótnię, ale na spokojnie wyjaśnij co się dzieje i pod żadnym pozorem nie pozwól aby ktokolwiek krzyczał na twoje dziecko.

W domu wytłumacz dziecku co się stało, jak ty to widziałeś, co mogli myśleć ludzie wokół i dlaczego nie powinno się tak zachowywać. W przyszłości ustal wspólnie z dzieckiem listę zakupów, przeznacz pozycję na jego nagrodę za dobre zachowanie (to może być wybór jogurtu lub decydowanie w sprawie płatków śniadaniowych). Pozwól dziecku, żeby poczuło się ważne.
Scena 2. Plac zabaw.
Piaskownica. Tata z córką. Dzieci ganiają jak szalone. Życie toczy się codziennym przewidywalnym tokiem zdarzeń. Nagle do dziewczynki podchodzi chłopiec. Jest niegrzeczny i zabiera jej zabawki. Gdy dziewczynka nie zgadza się na to i odbiera swoją własność, chłopiec niewiele myśląc podnosi rękę i uderza ją w głowę. Tata reaguje natychmiast, zwraca uwagę chłopcu, że nie można bić. Chłopiec zaczyna płakać i biegnie do mamy. Sytuacja wraca do normy, aż…

Przybiega rozzłoszczona mama małego boksera z pretensją, że tata dziewczynki na niego nakrzyczał. Tata stara się bronić, ale ciężko mu dojść do głosu. Efekt? Dzieci zdezorientowane sytuacją zaczynają płakać.

Co robić? Wiem, że to oklepane i trudne do zrobienia, ale należy zachować spokój. Najlepiej poczekać aż taki agresywny, nieświadomy sytuacji rodzic, broniący swojej pociechy uspokoi się. Wtedy można powiedzieć co się stało, jak zareagowaliśmy i że nie mieliśmy złych intencji, a wręcz odwrotnie. Najlepiej resztę dialogu, może być wyjątkowo trudny, przeprowadzić z dala od dzieci. Jedno wiem na pewno, warto zwrócić uwagę dziecku, w spokojny i zrozumiały sposób. To normalne!
Scena 3. Komunikacja miejska.
Autobus. Naprzeciwko siebie siedzi mama z synkiem i Pan w garniturze. Chłopiec jest niespokojny. Jedzie już dość długo, nie może się pobawić, pobiegać, ma 5 lat i ciężko mu usiedzieć dłużej niż 5 minut. W autobusie tłok. Chłopiec z nudów zaczyna kopać siedzenie naprzeciwko. Mama zwraca mu uwagę, jednak wie, że tak jak za każdym razem chłopiec nie przestanie, dopóki nie wysiądzie. Szybko odpuszcza więc tłumaczenie, że zniszczy fotel. Jest zmęczona.

Pan w garniturze jest oburzony. Szybko wyraża swoje zdenerwowanie sytuacją. Przecież jego fotel jest kopany już od kilku minut! Mama przeprasza i zamienia się miejscem z synem. Jednak sytuacja się powtarza. Pan podnosi głos na mamę. Jak reagować?

Co robić? Oczywiście nie pozwolić na krzyk! Mama jest odpowiedzialna za chłopca i nie powinna pozwolić żeby dziecko tak się zachowywało. Jednak reakcja Pana nie jest adekwatna do tego, co się dzieje i nie powinna mieć miejsca. Zwrócenie uwagi dziecku i wyegzekwowanie od niego pożądanego zachowania nie jest aż tak trudne. Możemy albo wysiąść z autobusu, jeśli nasze prośby nie skutkują (musimy przerwać to błędne koło) albo nauczyć się stawiać granice. Nie zrobimy tego w tej jednej sytuacji, musimy robić to na co dzień.

Jeśli prosisz o coś dziecko, to staraj się egzekwować to, bez względu na czas jaki mu to zajmie. Daj mu jasny komunikat – co ma zrobić i zrozumiały przekaz – jak tego nie zrobisz to… No właśnie co? Jestem zwolennikiem niekarania, a już na pewno nie stosuje odraczanych kar. Możemy odbierać dzieciom pozytywne wzmocnienia i tłumaczyć konsekwencje, czyli np. ”nie kop pana, bo to go boli. Jeśli będziesz niegrzeczny, to nie przeczytam ci bajki na dobranoc". Jeśli dziecko zmienia swoją postawę, to czytanie zostaje, jeśli nie, to starajmy się konsekwentnie stosować do naszych ostrzeżeń.
Trwa ładowanie komentarzy...