Rodzicielstwo nieidealne. Rzeczy, do których byś się nigdy nie przyznała na internetowym forum

Choć żadna matka się do tego nie przyzna, czasem dziecko zamiast pożywnego krupniku dostaje na obiad pizze. Patologia?
Choć żadna matka się do tego nie przyzna, czasem dziecko zamiast pożywnego krupniku dostaje na obiad pizze. Patologia? Fot. Lars Plougmann / http://bit.ly/1xxbwVc CC BY-SA 2.0 / http://bit.ly/1dsePQq
Matki idealne. W głębi duszy nimi się nie czujemy, choć pewnie każda z nas z ręką na sercu zapewni, że robi wszystko, by się do ideału jak najbardziej zbliżyć. Na głos jednak mało która przyzna się, że czasami zdarza się jej przymknąć oko na obowiązujące zasady. A już na pewno nigdy nie napiszemy o tym na poświęconych parentingowi, pełnych mam idealnych, forach internetowych.

Bój o jamę ustną
Zęby myć trzeba – prawda stara jak świat. Dziś już chyba nikt nie wierzy w głoszone onegdaj mity, że dziecku do trzeciego roku życia nie powinno się myć zębów, bo to szkodzi szkliwu i powoduje próchnicę.

Wybieranie własnej szczoteczki i pasty (smok, pociąg czy może żyrafa???) to ważnie wydarzenie w życiu kilkulatków. Niestety, często zaangażowanie dziecka w proces dbania o jamę ustną kończy się z momentem zakupu akcesoriów. Bo niestety, większość maluchów myć zębów nie lubi.

A to oznacza, że rano przed wyjściem do przedszkola i wieczorem przed pójściem spać rodzice toczą bój godny Herkulesa, gdy stanął oko w oko ze stajnią Augiasza. Dziecko piszczy, ucieka, chowa się pod stół i łóżko, szuka sojusznika za szafą. Co robi idealny rodzic? Oczywiście rozmawia, prosi, tłumaczy, pokazuje ryciny przedstawiające dziury w zębach. Słowem – trafia przez wyobraźnię do rozsądku.

Mniej idealny rodzic wrzeszczy, miota się, posuwa do gróźb karalnych? Czy odpuszcza? W życiu – odpowie większość mam, gdy na forach internetowych pojawi się taki wątek. Jak jest w praktyce – „przecież to tylko mleczaki, i tak wypadną”...
Czyje dziecko nigdy nie poszło spać z nieumytymi zębami, palce pod budkę...


Wychowani przez komputer
Maksymalnie 15 minut, tyle moje dziecko spędza dziennie przy komputerze – powie większość mam. Te bardziej idealne od ideału lubią dodać, że nie codziennie, tylko raz na jakiś czas. Łącznie tablet, smartfon, komputer... wychodzi tyle, co nic. I w dodatku, każda idealna mama skrupulatnie pilnuje, czy gry oraz filmy są dostosowane do wieku i spełniają funkcję edukacyjną.

Bajki w telewizji? Nie wiadomo po co są cały dzień, skoro jak czytamy na forach, dziecko tylko przed snem ogląda dobranockę. Szefowie telewizji są w błędzie i nie potrafią czytać raportów dotyczących oglądalności? Nie sądzę, a może...dzieci jednak oglądają telewizję? Rodzice czasami przecież też miewają ciężkie dni i czasami zamiast klocków/puzzli/kolorowanek udają, że nie widzą tego,i ż dziecko siedzi przed telewizorem już ponad godzinę. Bo czy naprawdę oczy się tak od tego psują?

O karmieniu dziecka wpatrzonego cielęcym wzrokiem nie będę pisać, bo wiadomo przecież, że nikt tak dziecku nie podaje jedzenia. Smaczne, przyrządzone z ekologicznych produktów każde dziecko przecież je z ochotą. Wyprostowane i przy stole. Niezależnie od wieku – zawsze nożem i widelcem.

Słodkie śniadanie z pudełeczka
Podawanie dziecku dosładzanych serków i jogurtów zawsze wśród mam budzi sporo emocji. Idealna mama albo sama robi jogurty w jogurtownicach, albo kupuje naturalne i dodaje do nich zmiksowane owoce. Z ekologicznych upraw, oczywiście.

A serki? Jeśli już, to jako deser i to od wielkiego dzwonu. Na śniadanie – nigdy w życiu. Nawet w soboty ani w niedziele. Ile matek w sobotnie poranki (tak o szóstej mniej więcej), zgadza się, by dziecko zjadło na śniadanie jogurt czy serek (gotowe produkty to jednak wygoda!!!), by rodzicielka ten jeden, jedyny raz w tygodniu można było odespać tydzień lub maraton filmowy w piątkowy wieczór? Przecież się nie otruje...

Na brudasa
Pamiętacie te pierwsze dni i miesiące życia dziecka, gdy każda nowa zabawka była wyparzana we wrzątku z nadzieją, że gorąca woda zabije wszystkie śmiercionośne zarazki, które niczym bomba czyha na nasze dzieci. Po kilku miesiącach rodzice ograniczali się do przecierania wodą z mydłem, bo przecież od lizania zabawek się nie umiera a i same przedmioty z uwagi na skomplikowane mechanizmy, niespecjalnie nadają się do zanurzania we wrzątku.

A później...a później też niby regularnie powinno się je myć i przede wszystkim prać te skupiska kurzu, jakimi są pluszaki. Pierzecie? Oczywiście...Jak często? Yyyyy... jak ten czas szybko leci.... A zresztą, częste mycie skraca życie. Badania pokazują, że jeśli dziecko wychowuje się w zbyt sterylnych warunkach, to ma większe skłonności do astmy i alergii...Przecież nie chcemy, by nasze dzieci były chore...

Pewnie można by listę rodzicielskiego „omijania zasad” rozwijać w nieskończoność. Jednak jeśli bym ją nadmiernie rozwinęła, to niechybnie dostałabym tytuł Wyrodnej Matki Roku 2015 r. Choć to dopiero styczeń.

Dlatego od razu zastrzegam, że ja nigdy, przenigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Koleżanki mi tylko opowiadały, że tak czasami robią ;))))

A co wyrodnego robią "wasze koleżanki"?
Trwa ładowanie komentarzy...