Nie będzie uchwały antypornograficznej. Marszałek Sejmu wyrzucił projekt do kosza

O to, by dzieci nie miały dostępu do stron zawierających treści pornograficzne, powinni zadbać rodzice.
O to, by dzieci nie miały dostępu do stron zawierających treści pornograficzne, powinni zadbać rodzice. Fot. je@n / http://bit.ly/1xHSxpX CC BY 2.0 / http://bit.ly/1mhaR6e
Nie będzie uchwały nakazującej dostawcom internetu wprowadzania blokad stron zawierających treści pornograficzne. Jak ustalili reporterzy portalu tvn24.pl Marszałek Sejmu, Radosław Sikorski, odesłał wnioskodawcom gotowy już projekt uchwały. Dlaczego? Według Sikorskiego znalazł w nim błąd formalny.

Zmiany zaproponowała Solidarna Polska
Z wnioskiem o wprowadzenie utrudnień w dostępie do stron pornograficznych wystąpiła już w połowie 2013 r. Solidarna Polska. Posłowie chcieli, by Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przygotowało rozwiązania, które gwarantowałyby rodzicom „dostęp do sieci wolnej od pornografii.”

Pomysłodawczyni inicjatywy, posłanka Beata Kempa, tłumaczyła wówczas, że z jej informacji wynika, iż na strony z treściami pornograficznymi zaglądają już 11- letnie dzieci i należy im ten dostęp ograniczyć.

Idea może słuszna, ale tak naprawdę nie wiadomo było, co z tym zrobić. Oficjalnie posłowie tłumaczyli, że poprą tę inicjatywę, tak samo, jak popierają rozwiązania ograniczające osobom nieletnim dostęp do alkoholu, papierosów i narkotyków. Z drugiej jednak strony tak naprawdę nikt nie wiedział, w jaki sposób wprowadzić tę uchwałę w życie.

Prace nad projektem w komisji sejmowej trwały półtora roku. Ostatecznie zdecydowano się na „rozwiązanie miękkie”, polegające na tym, że zamiast „centralnego blokowania pornografii” będzie wszystkim chętnym udostępniane oprogramowanie umożliwiające monitoring i filtrowanie treści. Miałoby być ono bezpłatne i udostępniane nie "domyślnie", ale wtedy, gdy ktoś zgłosi taką potrzebę.


Członkowie komisji pracujący nad ta regulacją nie byli jednak do niej przekonani. I zdawali sobie sprawę z tego, że to dopiero podczas prac w czasie posiedzenia Sejmu, zostanie ustalony jej ostateczny kształt.

Do czytania na posiedzeniu plenarnym jednak nie doszło. Bo Sikorski zwrócił projekt wnioskodawcom tłumacząc, ze pod nią podpisał się Jarosław Żaczek, polityk, który zrzekł się mandatu po tym, jak w tegorocznych wyborach samorządowych zostały wybrany burmistrzem Ryk, niewielkiego miasta na Mazowszu. W ten sposób liczba wnioskodawców okazała się być za mała (musi być ich piętnastu).

To oznacza, że jeśli posłowie SP ponownie złożą wniosek, prace nad nim trzeba będzie zacząć od nowa.

Blokady funkcjonują w Wielkiej Brytanii
Polska nie jest jedynym krajem, w którym myśli się o blokowania stron zawierających tego typu treści. Podobne filtry antypornograficzne od 2013 r. działają już w Wielkiej Brytanii.

Premier tego kraju David Cameron porozumiał się z największymi dostawcami internetu, by ci udostępnili w ramach abonamentu filtry antypornograficzne. Dostęp dostaną tylko ci, którzy o to poproszą.

„Nie mówię tego, bo chcę moralizować czy straszyć, tylko dlatego, że czuję, jako polityk i ojciec, że nadszedł czas na podjęcie działań” - tak premier David Cameron rozpoczął swoje przemówienie, w którym zaprezentował nowe sposoby walki z pornografią.

Teraz Brytyjczycy poszli o krok dalej. Ministerstwo ds. Kultury, Mediów i Sportu wprowadziło właśnie na Wyspach zakaz produkowania oraz rozpowszechniania w sieci pornografii przedstawiającej przemoc.

W myśl tych uregulowań zamknięty będzie dostęp do filmów ze scenami podduszania, siadania na twarzy, fistingu czy krępowaniem kończyn. Takie produkcje są już zakazane w „realu” – nie można ich sprzedawać w sklepach. Teraz to ograniczenie zostaje w Wielkiej Brytanii rozszerzone o świat wirtualny.

Problem realny czy wydumany?
Czy jest o co kruszyć kopie? Z jednej strony trudno mi się zgodzić z tym, że ktoś z ministerstwa, „z góry”, zgodnie z „centralnym planem” miałby ograniczyć dostęp do stron pornograficznych dorosłemu człowiekowi. Z drugiej strony trudno nie zgodzić się z tym, że dzieci do takich stron nie powinny mieć dostępu. A maja – i do dlatego, że treści pornograficzne są ogólnie dostępnie w sieci. Ale także dlatego, że nie kontrolują tego rodzice.

Z badań przeprowadzonych w 2013 r. przez Bitdefender, producenta oprogramowania, wynika, że dzieci w sieci wśród stron, które są najczęściej i najchętniej oglądane przez najmłodszych internautów, na pierwszym miejscu są witryny pornograficzne. Są to nawet 6-latki. Do flirtu w sieci przyznają się już 8-letnie dzieci.

Z przedstawianego co roku po wakacjach raportu Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton” płynie wniosek, że to właśnie z filmów porno, młodzi ludzie czerpią wiedzę o seksie. Zdecydowana większość oglądała te filmy właśnie w internecie.

Ale może nie jest to wina internetu, ale rodziców, którzy do kontroli dzieci w sieci przykładają się słabo. Niemal wszyscy badani przez Główny Urząd Statystyczny rodzice (93,8 proc.) zadeklarowali, że kontrolują aktywność swoich dzieci w Internecie.

Sęk jednak w tym, że wielu z nich robi to sporadycznie. Ankieterów interesowało, czy sprawdzali dzieci w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Co drugi rodzic odpowiedział, że kontrolował, jakie strony w sieci przeglądała ich pociecha, co czwarty interesował się tym, do kogo wysyła wiadomości (za pośrednictwem poczty elektronicznej lub komunikatora), a co trzeci przejrzał profil dziecka w portalu społecznościowym i sprawdził, kogo ostatnio dodało do grona swoich znajomych.

W jaki sposób sprawdzają? Po prostu pytają o to, co dziecko robi. Specjalne blokady instaluje zaledwie 16 proc. rodziców.
Trwa ładowanie komentarzy...