Dzieci się kłócą, czyli jak trudno rodzicom nic nie robić

Dzieci się biją, a rodzice próbują ustalić winnego
Dzieci się biją, a rodzice próbują ustalić winnego Fot. Sharon Mollerus / http://skroc.pl/2fb75 / CC BY / http://goo.gl/cOVloC
Nieraz można odnieść wrażenie, że każdy rodzic to detektyw. W sprawie kłótni i dziecięcych bijatyk niczym Kojak albo porucznik Columbo zbierają dowody, przesłuchują świadków i ustalają pierwszych podejrzanych. Nieraz sprawa jest prosta, ale zdarza się, że wymaga długiego śledztwa. Trzeba znaleźć odpowiedzi na dwa fundamentalne pytania: “kto zaczął?” i “kto komu zabrał?”. Ale nie brakuje głosów, że wcale nie trzeba i znacznie lepiej pozwolić rodzeństwu, aby swoje sprawy załatwiali między sobą.

Dzieci rosną i się kłócą
Z kłótniami dzieci jest jak z lokomotywą Tuwima - ruszają najpierw powoli jak żółw ociężale… Ale szybko się rozkręcają. Raczkująca siostra burzy zamek z klocków… Potem brat nie chce oddać swoich zabawek… Z każdym miesiącem zestaw tematów i powodów do awantury rośnie. U obu stron zwiększa się również zasób słownictwa. A gdy słowa nie wystarczą, to zawsze można sięgnąć po broń ostateczną, czyli łzy i szlochy.

Rodzice reagują
Naturalnym odruchem rodzica jest interwencja. Niczym brygada SWAT tata lub mama wkraczają w dziecięcy świat. Starszemu dziecku tłumaczą, że jest starsze. Młodszemu - że tak nie wolno. Analiza dowodów procesowych (np. zepsuty samochodzik), przesłuchanie (“Kto to do cholery zrobił?). I wyrok - “oddaj mu to”, “napraw jej to”. A na koniec obowiązkowe przypomnienie: “nie kłóćcie się więcej - macie pełno zabawek, naprawdę musicie się kłócić o tę jedną?”.

Modyfikację do scenariusza wprowadzają łzy jednego z dzieci. Tak już jest rodzic zbudowany, że płaczące dziecko wydaje mu się zawsze mniej winne i bardziej pokrzywdzone niż to, które nie płacze.
Więc przytulając jedno pokrzyczy sobie na drugie zarzucając mu, że skrzywdziło pierwsze. Po uspokojeniu sytuacji tata/mama opuszcza “miejsce zbrodni” rzucając oczywiście na odchodne: “nie kłóćcie się więcej - macie pełno zabawek, naprawdę musicie się kłócić o tę jedną?”.


Od czasu do czasu rodzicowi przyjdzie jeszcze do głowy pomysł, aby dzieci rozdzielić w różnych częściach domu i kazać im “posiedzieć cicho” przez jakiś czas, aby “sobie to przemyślały”. A to, co niektórych rodziców wprawia w osłupienie to fakt, że zazwyczaj 5 minut po wielkiej kłótni, która - wg dorosłych standardów - powinna oznaczać dożywotnią obrazę dzieci bawią się świetnie ze sobą jak gdyby nic się stało.

Eksperci: na początku nie reagować
Opisane powyżej rodzicielskie zachowania są naturalne. Tak najczęściej reagowali też rodzice dzisiejszych rodziców. Ale według wielu psychologów dziecięcych to, że są naturalne nie oznacza jeszcze, że są dla dzieci najlepsze. Bo podczas kłótni z bratem czy siostrą dzieci się uczą. Czego? Choćby umiejętność nazywania swoich uczuć, dbania o swoje interesy, wybaczania i godzenia się. I choć może wydawać się to nieraz absurdem, to kłótnia - wg specjalistów - uczy również trudnej sztuki szukania rozwiązań.

Dodatkowo wspomniana litość nad płaczących dzieckiem bardzo szybko jest wykorzystywana przez dzieci. Odkrywają one, że łzy = troska rodzica. Więc płaczą coraz częściej i z coraz bardziej błahego powodu. Liczą na to, że tata/mama szybko przyjdą, przytulą, a przy okazji wymierzą surową karę bratu lub siostrze. Niestety często oznacza to, że karane dziecko czuje się skrzywdzone, potraktowane niesprawiedliwie i mniej kochane. Naturalną konsekwencją jest to, że każde dziecko próbuje jak najszybciej przeciągnąć rodzica “na swoją stronę”.

Eksperci - dobrze jest nic nie robić
Co więc - zdaniem ekspertów - powinno się robić? Na początku najlepiej NIC. I choć to najtrudniejsze nic-nie-robienie, to warto zmusić się do tego wysiłku! Dopóki tylko się spierają, a nie wrzeszczą, nie płaczą i nie biją, to rodzic nie powinien interweniować.

Ewa Krupińska, trener umiejętności społecznych w Szkole dla Rodziców i Wychowawców radzi na w witrynie internetowej Świerszczyka: “Odgłosy dziecięcych kłótni wskazują na etap zaawansowania sporu, a rodzice dostosowują swoją reakcję do etapu kłótni”. Oczywiście najważniejszą granicą reakcji rodzica jest fizyczne bezpieczeństwo dzieci. Ale jeśli tu nie ma zagrożenia, to Krupińska podpowiada, że w zależności od stopnia kłótni należy:

1. Nie reagować
2. Opisać dzieciom co się widzi i słyszy i przedstawić oczekiwania (“Widzę, że się kłócicie. Oczekuję, że dogadacie się ciszej”)
3. Rozdzielić dzieci na jakiś czas

Ale - co podkreśla Krupińska - nie należy dociekać kto jest winny i kto zaczął. Ta ostatnia rada z pewnością ucieszy niektórych rodziców, gdy przypomną sobie stopień skomplikowania niektórych “kłótliwych” spraw detektywistycznych. “On mi zabrał”, “Ale dwa tygodnie temu on mi pierwszy popsuł i to dlatego”, “Tak, ale wcześniej, jak była babcia, to on mnie popchnął i dlatego mu popsułem”. I tak dalej. Z radością można posłuchać więc eksperta i odwiesić do szafy rodzicielski prochowiec i lupę. A lizaka detektywa Kojaka można dać dzieciom. Chociaż pewnie się o niego pokłócą...
Trwa ładowanie komentarzy...