"Nie jedz, nie dotykaj, pobrudzisz się, nie wolno". Nie wychowujmy dzieci w czasie świąt

Prawo autorskie: kzenon / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: kzenon / 123RF Zdjęcie Seryjne
Nie jedz, nie dotykaj - pobrudzisz się, nie wolno, uważaj, bo… - rok ma 365 dni i każdego z nich relacja dziecka z rodzicami przepełniona jest nieustannie pojawiającymi się (i znikającymi) zasadami, regułami, nakazami i zakazami. Granice i zasady oczywiście są ważne, ale Święta, to Święta - przez te jedynie trzy dni wszystkim będzie milej i lżej, jeśli poprzeczka wymagań obniży się do poziomu “niech robi co chce, byle bezpiecznie”.

Czekolada
Sztandarowy przykład, czyli czekolada. W milionie odsłon - od zwykłych czekoladowych tabliczek do sztucznych telefonów z białej czekolady. Większość rodziców (i słusznie) ogranicza jedzenie słodyczy. Od czasu do czasu batonik, niekiedy jajko z niespodzianką. Czekolada jest dobrem reglamentowanym - pojawia się rzadko i zawsze, w opinii dziecka, jest jej za mało.

Tym większą frajdą i radością będzie dla dzieci (i rodziców) świąteczna Totalna Czekoladowa Amnestia. Miska pełna słodkości kosztuje niewiele, a mina, emocje i uśmiech dziecka - są bezcenne.

Gry komputerowe
Wyśniona wizja rodziców wygląda zwykle tak: “Nasze skupione dziecko w ciszy czyta książkę. Od czasu do czasu robi notatki. Potem samo z siebie idzie wyrzucić śmieci, myje ręce i z uśmiechem siada za biurkiem, aby szlifować hiszpańską gramatykę. Bo angielski już umie perfect”.

Wizja dzieci jest krótsza i wygląda tak: “Gram sobie na konsoli”.
Codziennie obydwie wizje ścierają się ze sobą - obie strony świętują zwycięstwa i godzą się z porażkami. Ale czy na pewno ta wojna jest potrzebna w Święta? A niech sobie gra! Przez ten jeden dzień w roku zobaczmy, czy to się kiedyś dzieciom znudzi. Przy okazji można pograć z dzieckiem - niektóre gry są naprawdę super.


Bałagan w pokoju
Super ekstra fajowskie prezenty od Mikołaja. W końcu są! Można się pobawić! Albo i nie można, bo mama albo tata mówią: najpierw posprzątaj, najpierw wyrzuć opakowanie, najpierw umyj ręce lub - co najgorsze - najpierw zaśpiewaj te trzy kolędy, co się uczyliśmy… To tak, jak gdyby tata kupił nowy samochód, ale mógł się przejechać, dopiero jak przykręci tę półkę, co obiecuje od pół roku.

Oczywiście nauka cierpliwości jest ważna. Oczywiście. Bez wątpienia…. Chyba, żeby ją na 48 godzin olać i cieszyć się szczęśliwym dzieckiem. Na pewno z powodu nieposprzątanych opakowań świątecznych nie zostanie złodziejem albo kimś gorszym.

Krzyk
Ale to wszystko to pikuś, w porównaniu z ostatnią propozycją. A może by tak obiecać sobie, że przez Święta ANI RAZU nie nakrzyczymy na dziecko? Choćby nie wiem co zrobiło, choćby wrzuciło śledzie do barszczu… Nawet jak poplami siebie, siostrę i najlepszą koszulę bo wyleje to, co przecież dorośli mówili, “żeby uważało, bo wyleje”.

Co z tego wynika?
Z tych rodzicielskich poświęceń wyniknie chwała na wieki. Bo na starość dzisiejsze dzieci będą opowiadały swoim wnukom, że my (czyli dzisiejsi rodzice) to NAPRAWDĘ potrafiliśmy organizować Święta… Dzięki temu i za sto i więcej lat będziemy trwali w ludzkiej pamięci jako cudowni ludzie. A pozostałe 363 dni roku możemy twardo trzymać się zasad - i tak zostaną na pewno zapomniane.
Trwa ładowanie komentarzy...