Edukacja seksualna: Małgorzata Fuszara chce, by uczyć jej nawet bez zgody rodziców

Małgorzata Fuszara chce, aby lekcje wychowania do życia w rodzinie były obowiązkowe dla wszystkich uczniów.
Małgorzata Fuszara chce, aby lekcje wychowania do życia w rodzinie były obowiązkowe dla wszystkich uczniów. Fot. 123 RF
Wstrzemięźliwość seksualna jest na pewno najskuteczniejszą metodą zapobiegania niechcianej ciąży. Ale utopią byłoby myślenie, że ta zasada mogłaby być stosowana powszechnie. Dlatego zdecydowanie lepiej i skuteczniej jest nauczyć ludzi zasad skutecznej antykoncepcji.

W tej sprawie wypowiedziała się właśnie Małgorzata Fuszara, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania. Jej zdaniem zajęcia z wychowania do życia w rodzinie powinny być obowiązkowe dla wszystkich uczniów. Dziś prowadzone są one prowadzone w szkołach podstawowych (w klasach V-VI), gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych: w każdej klasie po 14 godzin, w tym po 5 godzin z podziałem na grupy dziewcząt i chłopców. A o tym, czy dziecko będzie na nie chodziło czy nie, decydują rodzice.

Aborcja albo antykoncepcja
Zdaniem Małgorzaty Fuszary obowiązek edukacji seksualnej nakłada na polskie szkoły ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży. Czyli tak zwana ustawa antyaborcyjna.

Zapisano w niej, że do programów nauczania szkolnego wprowadza się wiedzę m.in. o życiu seksualnym człowieka, o wartości rodziny i środkach świadomej prokreacji. Uzasadnienie jest rozsądne: jeśli ludzie będą się zabezpieczali, rzadziej będzie dochodziło do niechcianej ciąży i tym samym mniej będzie przypadków aborcji.

Dodatkowo ustawa antyaborcyjna nie zawiera żadnych przepisów umożliwiających uczniom bądź ich rodzicom dowolność w składaniu oświadczeń woli ws. udziału w zajęciach. Pełnomocniczka wychodzi z założenia, że jeżeli o udziale w zajęciach mieliby decydować rodzice, byłoby to zapisane w ustawie.


Dlatego kierując się tymi przesłankami Fuszara wystąpiła do minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej z prośbą o odpowiednie uregulowanie tej kwestii.

Młodym brakuje wiedzy o seksie
Ale czy w sytuacji, gdy dziś wszystko można znaleźć w internecie, powinno się edukacji seksualnej uczyć w szkole? Zdaniem osób działających w Grupie Edukatorów Seksualnych „Ponton” wiedza nastolatków na temat życia seksualnego człowieka, pozostawia wiele do życzenia.

Problemem jest zwłaszcza to, iż młodym wydaje się, że powinni być tacy, jak aktorzy w filmach porno.

– Mam 16 lat i chcę zapytać, czy to normalne, że w moim miejscu intymnym rosną włosy, na filmie w Internecie widziałam, że kobiety nie są tak owłosione. Wstydzę się tego – pytała jedna z dzwoniących na infolinię nastolatek.

Problem mieli także chłopcy. – Widziałem nie raz seks na filmie i ogarnął mnie lęk przed pierwszym razem, mam obawy, że nie będę potrafił temu sprostać i na zawsze pozostanę prawiczkiem – pytał inny.

Z raportu „Pontonu” wynika, że w tym roku wyjątkowo często zdarzały się telefony dotyczące rozpoczynania współżycia seksualnego przez dziewczęta poniżej 15 roku życia. Dzwonili także chłopcy, którzy pytali, w jaki sposób przekonać małoletnią partnerkę do tego, by zaczekali jeszcze z seksem.

– Jestem z dziewczyną, od której niedawno dowiedziałem się, że jest sporo młodsza niż mi mówiła. Ona nalega na seks, a ja wolę zaczekać. Wiem, że nie ma nawet skończonych piętnastu lat, a za to chyba są jakieś prawne konsekwencje? Jak jej wytłumaczyć, że mnie kręci, ale na razie jest za młoda? Ona uważa, że mi się nie podoba – pytał inny dzwoniący.

Szkoła też niczego nie załatwi
Pytanie jednak, czy nawet jeśli wychowanie do życia w rodzinie będzie obowiązkowe dla wszystkich, to czy przyniesie spodziewane rezultaty.

Wydaje się, że nie bo nawet tam, gdzie one są, prowadzone są w nieodpowiedni sposób.

Kilka dni temu zaprezentowany został raport dotyczący edukacji seksualnej w szkołach. Badania dotyczące przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie przeprowadzono na grupie 3.3 tys. osób w wieku 11 – 30 lat za pomocą ankiety online. Ponad 86 proc. badanych miało w szkole ten przedmiot.

Co o nich sądzą ankietowani? „To nuda”, „W dzisiejszych czasach więcej dowiem się z internetu” i „Nie widzę sensu uczestniczenia w zajęciach, które prowadzi pani bibliotekarka; lekcje prowadził katecheta” – odpowiadano w ankietach.

W wielu miejscach kazano tylko uczniom podpisać listę obecności, ale żadne zajęcia się nie odbyły, bo „dyrektor w LO powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby jego córka oglądała, jak się zakłada prezerwatywę na fantom i nie chce też tego dla uczniów.” Rodzice bywali także zmuszani do tego, by podpisywali pismo mówiące o tym, że nie chcą lekcji wychowania do życia w rodzinie.

Przekazywane przez nauczycieli w czasie tych zajęć treści także bywały nie najlepsze. Na przykład dziewczęta dowiadywały się, że jeśli rozpoczną współżycie przed ślubem, to zostaną prostytutkami, a najlepszą metodą antykoncepcji jest aspiryna trzymana między nogami. Po to, by ich "nie rozkładać."
Trwa ładowanie komentarzy...