"Przedszkole mojego dziecka? Jest trzy piętra pod moim biurem". Pracodawcy zakładają przedszkola w swoich siedzibach

Pomarańczowa Ciuchcia to jedno z kilku przedszkoli, które działają w warszawskich biurowcach.
Pomarańczowa Ciuchcia to jedno z kilku przedszkoli, które działają w warszawskich biurowcach. fot. FB / Pomarańczowa Ciuchcia / http://skroc.pl/16125
W Polsce prekursorem w zakładaniu przyzakładowych przedszkoli jest firma ITI, która taką placówkę otworzyła siedem lat temu. Powstawanie takich miejsc jest najczęściej elementem pakietu socjalnego. Firmy oferują go między innymi po to, żeby na jak najdłuższy czas związać się z pracownikiem. I aby móc znaleźć się jak najwyżej w rankingach najbardziej pożądanych pracodawców.

Nie tylko oszczędność czasu
Nie bez znaczenia dla otwierania przedszkoli w korporacyjnych biurowcach jest chęć tworzenia jak najlepszego wizerunku firmy. Chce ona zwykle przedstawiać się jako ta, która troszczy się o pracowników i ich rodziny. Przedszkole w biurowcu w tym roku otworzył muzyk, Piotr Rubik. Jednym z przykładów jest też uruchomione w ubiegłym roku przedszkole Pomarańczowa Ciuchcia, które działa w ścisłym centrum Warszawy, w biurowcu Rondo 1 przy rondzie ONZ.
Fragment oświadczenia twórców przedszkola Pomarańczowa Ciuchcia w biurowcu Rondo 1

Przedszkole spełnia oczekiwania wielu firm będących najemcami powierzchni w biurowcu Rondo 1. Możliwość zapisania dziecka do przedszkola może stanowić ważny element systemu motywacyjnego firmy. Czytaj więcej

Pomysł otwierania tego typu placówek nie polega tylko na tym, że rodzice mogą zaoszczędzić czas potrzebny na dowiezienie dziecka do przedszkola funkcjonującego w innej części miasta i w efekcie wygodniej godzić obowiązki rodzicielskie i zawodowe.
Argumentem jest też to, że chodzące do "biurowego przedszkola" dzieci funkcjonują w podobnej przestrzeni co ich rodzice.



Dzieci poznają kulisy pracy rodziców
W przedszkolu Pomarańczowa Ciuchcia co pewien czas dzieci odwiedzają swoich rodziców w czasie pracy. W ubiegłym roku w grudniu w firmie zorganizowano grę edukacyjną, w której przedszkolaki wcieliły się w doradców biznesowych (taką pracę najczęściej wykonują ich rodzice) i pomagali firmie Świętego Mikołaja.
Tego typu decyzje dużych firm wpisują się w aktualne trendy. Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Wydawnictwo Wolters Kluwer ponad 90% pracujących Polaków byłoby zainteresowanych wysłaniem swego dziecka do przedszkola prowadzonego przez ich pracodawcę.

Rodzic odchodzi z firmy, dziecko może zostać
Firmy, które otwierają w swoich siedzibach zakładowe przedszkola pod wieloma względami traktują chodzące do nich dzieci niezależnie od tego, co dzieje się z pracownikami. Prosty przykład dotyczy odejścia pracownika z pracy.
Piotr Friedrich, pracownik korporacji, tata 5-letniej Magdy

Gdy odchodziłem z poprzedniej firmy moja córka mogła bez problemu zostać w korporacyjnym przedszkolu. Miała tam swoją panią wychowawczynię, koleżanki i kolegów, ulubione zabawki. Dokończyła tam spokojnie rok szkolny i do dzisiaj utrzymuje kontakt z tamtymi dziećmi, tak jak ja utrzymuję kontakt z moimi kolegami z dawnej pracy. Mimo że jesteśmy teraz konkurencją (śmiech)

Inny problem dotyczy bliskości zieleni miejskiej. Dzieci z przedszkoli usytuowanych w biurowcach, żeby bawić się na placu zabaw wychodzą zwykle do okolicznych parków lub innych zielonych miejsc. Na szczęście w centrach miast takich jak Warszawa są parki z placami zabaw, które mogą im się w takiej sytuacji przydać (Ogród Saski, Łazienki). Jest to już jednak wycieczka, która zajmuje zwykle więcej niż godzinę.

Firma czuwa nad życiem rodziny
Patrząc na to z innej strony można zauważyć, że otwierając przedszkole w siedzibie firmy pracownik zaoszczędza czas nie tylko poświęcany na dowożenie dzieci do przedszkola. Stawką jest też czas poświęcany przez rodziców na udział w przedszkolnych przedstawieniach, spektaklach i spotkaniach z rodzicami. W biurowych przedszkolach często są one sprytnie wpisywane w grafik tak, aby nie kolidowały z ważnymi spotkaniami, szkoleniami czy... imprezami integracyjnymi pracowników. Może być też tak, że wśród pracowników korzystających z tego typu przedszkoli pojawia się obawa, że firma jeszcze mocniej niż zwykle będzie sterować i ingerować w życie rodziny pracownika.

Godziny pracy przedszkola to podstawa
Atutem istnienia przedszkola na terenie firmy jest to, że godziny jego pracy są dopasowane do godzin pracy pracowników.
Katarzyna Tudruj, mama 4-latki chodzącej do firmowego przedszkola

Organizatorzy zajęć w przedszkolu biorą oczywiście pod uwagę nawet nadgodziny w biurze (śmiech). Ale generalnie zaczynając pracę o 8:30 wiem, że zajęcia dla dzieci nie rozpoczynają się o 7:00 czy o 7:15, tylko później. Wszystko po to, żeby odwożenie dziecka do przedszkola polegało tylko na tym, że muszę dodatkowo zatrzymać się na jednym piętrze, gdy wjeżdżam windą do swojego biura.

Cel takiego planowania dnia jest prosty: chodzi o to, żeby pracownicy nie chcieli odchodzić z firmy. Mówiąc fachowo: pracodawca chce ograniczyć fluktuację pracowników, a dzięki temu zmniejszyć swoje wydatki związane z rekrutacją i poszukiwaniem nowych pracowników. Wszystko wygląda przekonująco, ale czy istnienie przedszkoli w miejscu pracy ma tylko plusy? Można na to spojrzeć z perspektywy rodzica-pracownika.

"One mają jeszcze czas na biurowce"
Pracownicy polskich korporacji nie ukrywają wątpliwości, jakie towarzyszą im, gdy słyszą o biurowych przedszkolach.
Renata Paplińska, psycholog dziecięcy

Ludzie w dużych biurowcach zachowują się dosyć specyficznie: są raczej poważni, elegancko ubrani, skoncentrowani na sobie i swoich zadaniach, zdenerwowani, gdy coś idzie nie po ich myśli. Dzieci czas spędzają co prawda w bajecznie kolorowych salach, ale na co dzień mijają poważną panią na recepcji albo zdenerwowanego pana w windzie i, choć to może brzmi jak przesada, na pewno nie są to warunki porównywane z tymi, które kojarzą się z tradycyjnym przedszkolem na przedmieściach z przypaloną zupą pomidorową.

Do tego dochodzi argument, który mówi, że gdy dziecko chodzi na zajęcia w biurowcu, w którym pracują tata lub mama, mimowolnie do pracy rodzica włączana jest jego rodzina. Informacje zarówno o sukcesach, jak i ewentualnych porażkach dziecka (mimo największej dyskrecji nauczycieli) łatwiej mogą wyjść poza bajecznie kolorowe ściany w obrębie firmy. Przynajmniej w teorii.

Krótko mówiąc: przedszkolak nie jest anonimowy. Nie ma też kontaktu z różniącymi się między sobą rówieśnikami.
Renata Paplińska, psycholog dziecięcy

Jestem zwolenniczką sytuacji, gdy dziecko na swojej drodze spotyka różne dzieci: i te bogatsze, i te biedniejsze. I te które nie mają kłopotów z czytaniem i liczeniem, i te, którym czasem trzeba pomóc albo coś podpowiedzieć. Odgradzanie się może mieć złe skutki. W firmowym biurowcu nasze dziecko spotka głównie dzieci naszych kolegów i koleżanek z firmy. Nuda! (śmiech)

Na to zjawisko można spojrzeć z jeszcze innej strony: otwieranie przedszkoli w firmach świetnie wpisuje się w nowe trendy zarządzania ludźmi promowane głównie w zachodnich korporacjach. Chodzi tu o employee engagement, family-friendly corporate culture czy work-life ballance oraz oczywiście o ułatwianie kobietom szybkiego powrotu do pracy po ciąży. To wszystko pewnie też zachęca pracodawców, żeby pomyśleć nad przestrzenią stworzoną dla dzieci na terenie firmy.
Trwa ładowanie komentarzy...